Młodzież Zobacz

Bóg nie zostawił mnie samemu sobie

Lis 11, 2019 Świadectwo

Mój koszmar zaczął się stosunkowo wcześnie. Miałem wtedy może pięć lat. Dzisiaj mam 15 i dalej ledwo sobie radzę. Samogwałt był moim „przyjacielem” tyle czasu, że zdążył zniszczyć moją psychikę, poczucie wartościowości, moje dzieciństwo i co najważniejsze – relacje z drugim człowiekiem.

Już dobrze nie pamiętam, jak to się zaczęło. Ale początek zazwyczaj jest jeden: pornografia. W telewizji pełno jest gorszących scen, wyuzdanych filmów, które demoralizują młodzież.

Ze mną było podobnie. Choć zostałem wychowany w katolickiej rodzinie, to nigdy nie wiedziałem, po co tak naprawdę chodzi się do kościoła.

Moja wiara ograniczała się wówczas do niedzielnej Mszy św., czasem też do wieczornej modlitwy. Ale Bóg w swoim wielkim miłosierdziu nie pozostawił mnie samemu sobie.

Jakiś czas temu zaczęły mnie dręczyć pytania typu:

„Co ty robisz ze swoim życiem?”.

Postanowiłem wyrwać się z nałogu. Powoli zaczęło się moje uzdrowienie. Ale szatan nie chciał tak łatwo wypuścić zdobyczy, którą tak długo kształtował na zepsutego, niekochającego i niezdolnego do panowania nad swoją seksualnością chłopaka…

Wtedy w jakiś cudowny sposób (dziś wierzę, że za sprawą Boga) wpadło mi w ręce Wasze czasopismo. To w „Miłujcie się!” przeczytałem, czym naprawdę jest samogwałt i jak bardzo cierpi przeze mnie Jezus.

Przeżyłem wtedy prawdziwy szok! Przez kilka dni w ogóle nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Myślałem, że skoro tak bardzo cierpi przeze mnie Bóg, to nie ma już dla mnie szansy na uzdrowienie.

Wiele razy słyszałem, że spowiedź jest jedynym ratunkiem. Kapłan, do którego wówczas poszedłem, jest moim duchowym przewodnikiem po dzisiejszy dzień. To dzięki niemu oraz Wam, Droga Redakcjo, odzyskałem to, co najcenniejsze – wiarę. Wiele razy płakałem przy konfesjonale, prosząc o pomoc. Wierzcie mi, że zawsze przychodziła.

Po wstępnym oczyszczeniu zacząłem żyć na nowo. Poznałem głębiej wiarę, zrozumiałem, ile lat straciłem i przegrałem. Ponieważ na tyle głęboko tkwiłem w grzechu-nałogu, że moja walka tak naprawdę dopiero się zaczęła. Tyle razy prosiłem Jezusa o oczyszczenie i przebaczenie.

Jednak musicie wiedzieć, że sama modlitwa nie wystarczy. Jeżeli chcecie uwolnić się od samogwałtu, to musicie pójść trudną drogą: przez wyrzeczenia, modlitwę, silną wolę – ale jedyną, która prowadzi do wyzdrowienia.

Dziś nadal walczę. Upadam, ale Jezus pomaga mi powstać. Jestem na jednym „ringu” z szatanem, ale bogatszy o siłę oraz doświadczenie i mam po swojej stronie Tego, który zawsze zwycięża.

Gorąco Was zachęcam do wstępowania do Ruchu Czystych Serc – to naprawdę pomaga. Choć jestem jednym z młodszych czytelników, to proszę Was: módlcie się za siebie wzajemnie, a tych, którzy są w podobnej sytuacji do mojej, proszę, aby nigdy się nie poddawali! Niech zwycięży miłość!

Czytelnik

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Seks. Poezja czy rzemiosło. Pawlukiewicz.W strumieniach miłosierdziaWiara z nadzieją na miłość. Jacek Pulikowski