Być blisko Jezusa to przywilej

Wszyscy lekarze mówili mi, że nie mam szans na wyleczenie. Nie mogłam chodzić i miałam straszne bóle. Spędziłam wiele godzin w łóżku, poruszałam się o dwóch kulach lub na wózku inwalidzkim. Zawsze towarzyszył mi ból.

Trwało to 12 lat

Mam na imię Lourdes i należę do parafii Santo Cristo del Calvario w Marbelli (Hiszpania), w której od 1 listopada 2013 r. jest wieczysta adoracja. Dzięki adoracji Pan Bóg obecny w Najświętszym Sakramencie „uczynił wielkie rzeczy dla mnie” (por. Łk 1,49).

Kilkanaście lat temu zachorowałam na martwicę kości udowej. Nie mogłam chodzić, bardzo cierpiałam i czułam się naprawdę źle. Byłam u kilku lekarzy, którzy stwierdzili, że w przypadku mojej choroby medycyna jest bezsilna i nie będę mogła chodzić do końca życia. Założyli mi protezę, ale moja choroba wciąż się pogłębiała…

Nie poddawałam się jednak i dalej szukałam pomocy u innych specjalistów. Pojechałam do Barcelony, gdzie leżałam po kolei w trzech szpitalach. Wszyscy lekarze mówili mi, że nie mam szans na wyleczenie.

Nie mogłam chodzić i miałam straszne bóle. Spędziłam wiele godzin w łóżku, poruszałam się o dwóch kulach lub na wózku inwalidzkim. Zawsze towarzyszył mi ból. Trwało to 12 lat.

Na szczęście Pan Bóg dał mi poznać ludzi, którzy pewnego dnia zawieźli mnie na adorację Najświętszego Sakramentu. Odtąd zaczęłam codziennie jeździć na Mszę św. i adorację.

Tam spotykałam Jezusa obecnego w Eucharystii i prosiłam Go, aby mnie uzdrowił, jeżeli taka jest Jego wola. Błagałam także o siłę do znoszenia cierpienia i o radość.

Od dzieciństwa zawsze byłam oddana Matce Boskiej i wiem, że to Ona doprowadziła mnie do Jezusa. Na adorację przyjeżdżałam w nocy, kiedy było najmniej chętnych.

Ludzie, którzy mi towarzyszyli, przyjeżdżali po mnie do domu i zawozili mnie do kościoła. Podczas adoracji mówiłam Jezusowi:

„Panie Jezu, wylecz mnie, uzdrów mnie”.

I dodawałam:

„Nie tylko mnie”,

bo prosiłam także o zdrowie dla innych chorych. Minął jeden rok i kolejny, a ja uczestniczyłam w codziennej Mszy św. i trwałam na adoracji. Nigdy nie przestałam uczestniczyć w tych spotkaniach z Panem Bogiem, nawet wtedy, gdy miałam wielkie bóle czy byłam chora.

Czasem, idąc na adorację, miałam się fatalnie, ale kiedy stamtąd wychodziłam, czułam się lepiej. Tak więc nigdy nie przestałam uczestniczyć w tych spotkaniach z Jezusem na Mszy św. i na adoracji.

Minęło kilka lat, a ja nadal z nich nie rezygnowałam. Wtedy Pan Bóg zaczął we mnie działać i uzdrawiać mnie, najpierw duchowo. Działo się tak dzień po dniu, aż Pan uzdrowił mnie całkowicie duchowo i fizycznie, nie tylko z martwicy kości udowej, ale i z innych chorób, między innymi z poważnych problemów ze wzrokiem.

Zaczęłam normalnie chodzić, wyrzuciłam kule i, niepotrzebny już, wózek inwalidzki. Martwica kości udowej całkowicie u mnie znikła. Pan Jezus przywrócił mi pełne zdrowie duszy i ciała.

Doświadczyłam namacalnie, że Jego nieskończona miłość jest najskuteczniejszym lekarstwem na wszystkie choroby duchowe i fizyczne. Trzeba jednak podjąć wysiłek otwierania się na Jego miłość przez uczestniczenie w codziennej Mszy św. i trwanie na adoracji.

Jestem Jezusowi wdzięczna za wszystko. Wiem teraz, że również cierpienie i choroba są darami Jego miłości oraz że wszystko, co mnie w życiu spotyka, jest dla mojego dobra, dla mojego dojrzewania do miłości, do nieba.

Niedawno, będąc w kościele, miałam skok ciśnienia. Nagle poczułam ogromny ból głowy, klatki piersiowej i całego ramienia. Akurat była Komunia św., więc kapłan dał mi Hostię i położył dłoń na moim czole. Kiedy podniósł rękę, natychmiast zaczęłam się czuć bardzo dobrze.

Wielokrotnie doświadczyłam, że gdy byłam przeziębiona lub coś mnie bolało, to podczas adoracji oddawałam Jezusowi swój ból oraz złe samopoczucie i mówiłam:

„Bądź wola Twoja”.

Następnego dnia czułam się jak nowo narodzona. W Eucharystii jest rzeczywiście obecny wszechmocny Bóg, który jest miłością. Wiele osób w to nie wierzy albo nie do końca wierzy.

Dla mnie to oczywiste, że w Eucharystii jest obecny zmartwychwstały Jezus, który jest Bogiem. Kiedy przychodzę na Mszę św. i adorację, Jezus mnie przemienia – i to jest cudowne.

Być tak blisko Jezusa jest dla mnie ogromnym przywilejem i wielkim szczęściem. Dwie godziny adoracji mijają mi bardzo szybko. Czuję się zaszczycona, że mogę codziennie uczestniczyć we Mszy św. i trwać na adoracji. Nigdy nie opuszczam tych spotkań z Bogiem, ponieważ przychodzę do Niego nie z obowiązku, ale z miłości.

Pragnę zaapelować do kapłanów, aby otwierali swoje kościoły i wprowadzali adorację oraz więcej mówili o Jezusie obecnym w Najświętszym Sakramencie oraz o duchowych korzyściach z adoracji i codziennej Eucharystii.

Dzięki adoracji i codziennej Mszy św. zakochałam się w Panu Bogu. Ale to On pierwszy zakochał się we mnie. To jest oczywiste. Spotykając się z Nim na Mszy św. i adoracji, pozwoliłam Mu, aby uzdrowił moje serce i rozpalił je miłością do Niego i do innych ludzi. I to duchowe uzdrowienie jest dla mnie najważniejsze.

Jestem przekonana, że Pan Jezus bardzo pragnie, abyśmy przychodzili do Niego i czcili Go w Eucharystii. Często mówię Jezusowi:

„Panie, chcesz, żebym poszła Cię adorować? Więc idę z wielką chęcią”.

Chociaż wiele razy szłam na adorację śpiąca, zmęczona, to jednak nigdy nie dałam się pokonać pragnieniom swojego ciała. Dla mnie najważniejsze jest bycie z Jezusem, który jest Bogiem żywym!

Jest to tak wielka, niesamowita tajemnica, że trudno ją ogarnąć. Myślę, że jestem uprzywilejowana. Nie wiem, dlaczego Pan Bóg tyle dla mnie zrobił, nie zasługuję na to! Jestem grzesznicą jak wszyscy, ale Pan uczynił dla mnie wielkie rzeczy.

Chciałabym, żeby cały świat Go poznał, bo On tego pragnie. Myślę, że wielka obojętność ludzi dla Boga wynika z ignorancji, bo jeśliby naprawdę uwierzyli, że Jezus jest obecny w Eucharystii, staliby w kolejkach do kaplicy adoracji. Wtedy kaplica zawsze byłaby pełna!

W każdej chorobie, na którą cierpimy, On przychodzi do nas i działa. On chce nas wyleczyć z lęku i buntu, abyśmy całkowicie Mu zaufali i pozwolili Mu, aby nas prowadził przez życie.

Jestem przekonana, że Jezus pragnie nas wszystkich duchowo uzdrawiać i prosi, abyśmy do Niego przychodzili. Jeśli to zrobimy, na pewno nas duchowo wyleczy, a fizycznie również, jeżeli to nam pomoże w drodze do nieba.

To, co Jezus zrobił ze mną, jest nie tylko dla mnie, ale dla całego świata. Gdyby wszyscy chorzy przyszli z wiarą przed oblicze Jezusa w Eucharystii, na pewno zostaliby uzdrowieni.

Pan Jezus prosi:

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,28-30).

Lourdes z Marbelli