Rodzina Zobacz

Chiara Petrillo: Żyjemy, by kochać i być kochani

Lut 24, 2020 Maria Zboralska

Historię 28-letniej Włoszki Chiary Petrillo, zmarłej w 2012 r., można zamknąć w dwóch słowach: miłość i śmierć. Z ukochanym mężem Enrikiem przyjdzie jej pochować dwoje dzieci, a radość z narodzin trzeciego dzielić będzie z przygotowaniami do własnej śmierci. A jednak w życiu Chiary to do miłości należało ostatnie zdanie.

Kiedy Chiara Corbella (ur. 9 stycznia 1984 r.) poznała Enrica Petrillo, miała 18 lat, a on 23. Młodzi od razu zakochali się w sobie, ale ich relacja do czasu zawarcia ślubu nie należała do łatwych. Często kłócili się i rozstawali.

Oblicze związku Petrillich na dojrzałą relację odmienił dopiero sakrament małżeństwa, przyjęty przez nich 21 września 2008 r. w Asyżu, oraz przygotowujący do niego czas formacji pod okiem ojca duchowego, o. Vita D’Amato. To wówczas Enrico zrozumiał, że

„warto żyć, tylko jeśli jest się gotowym naprawdę kochać”,

a Chiara nauczyła się pokładać ufność w Bogu i pojęła, że drugi człowiek jest Bożym darem, a nie kimś, kto jej się należy. Potem małżonkowie będą powtarzać za św. Franciszkiem, że miłość trzeba oczyszczać przede wszystkim z pokusy posiadania.

„Kochać kogoś znaczy: zaakceptować, że nie wszystko, co go dotyczy, można zrozumieć, być gotowym się zmienić, a więc cierpieć, zrezygnować z czegoś dla niego” – napisała Chiara.

Jak wesprzeć bezbronną miłość?

Małżeństwo Petrillich bardzo szybko zostało pobłogosławione przez Pana Boga potomstwem. W czasie badania w 14. tygodniu ciąży Chiary okazało się jednak, że dziecko cierpi na anencefalię – tzn. nie ma wykształconej czaszki, a tym samym jest bez szans na przeżycie po porodzie.

W gabinecie padła aluzja dotycząca aborcji. Chiarę zbulwersowały słowa lekarza. Od początku wiedziała, że choć dziecko jej nie będzie żyło po urodzeniu, to jej zadaniem jest zapewnić mu jak najlepszy rozwój w życiu płodowym.

Czuła, że musi je wspierać, jak tylko potrafi, a nie odbierać mu życie. Podobnego zdania był Enrico, co było dla młodej żony i matki wielkim umocnieniem. Mężczyzna opowiadał:

„Maria Grazia Letizia [takie imiona rodzice wybrali dla dziewczynki – przyp. red.] otworzyła nasze serca. Otwórz drzwi, a wejdzie łaska, wejdą prawdziwa miłość, sens życia, wieczność. Tego właśnie dokonała Maria Grazia Letizia.

Bóg kazał nam postępować krok za krokiem i powoli wszystko stawało się dla nas coraz jaśniejsze. A kiedy odkrywamy rzeczywistą obecność Boga, potrafimy bardziej kochać”.

Małżonkowie przez kolejne miesiące ciąży Chiary kochali swą córkę w sposób, który zadziwiał otoczenie. Nie wstydzili się dziewczynki i z dumą o niej opowiadali. Jej życie nie było dla nich błędem i nie nosili w sobie myśli, że byłoby lepiej, gdyby ich córka była inna.

Szczęście i pogoda ducha bijące z twarzy rodziców dziewczynki zawstydzało nie tylko lekarzy, ale i wielu znajomych Chiary i Enrica, którzy usłyszawszy diagnozę, dziwili się, że małżonkowie nie zdecydowali się na „usunięcie płodu”. A przecież – jak przyznała Chiara:

„Każde kopnięcie Marii było darem. Tak bardzo chciała, bym naprawdę ją czuła… Jak gdyby chciała przypomnieć nam, że jest tam dla nas”.

Maria Grazia Letizia przyszła na świat 10 czerwca 2009 r. i w ciągu pół godziny swego ziemskiego życia zdążyła ucieszyć sobą rodziców i bliskich oraz przyjąć chrzest, który Chiara nazwała

„największym darem, jaki Bóg mógł nam ofiarować”.

Młoda matka wyznała też później:

„Nigdy nie zapomnę chwili, kiedy ją zobaczyłam po raz pierwszy. Zrozumiałam wtedy, że jesteśmy złączone na zawsze. Nie myślałam, że będzie z nami tylko przez chwilę. To było niezapomniane pół godziny.

Gdybym usunęła ciążę, aborcji z pewnością nie mogłabym wspominać jako radosnego dnia, w którym pozbyłam się problemu. Chciałabym o nim zapomnieć, bo byłby to dzień ogromnego cierpienia.

Tymczasem dzień narodzin Marii będę mogła wspominać jako jeden z najpiękniejszych w moim życiu i będę mogła opowiadać dzieciom, że Bóg chciał, żeby miały niezwykłą siostrzyczkę, która się za nich modli w niebie.

Matkom, które straciły dzieci, chciałabym powiedzieć, że zostałyśmy matkami, otrzymując w darze dziecko. Nie liczy się, na jak długo zostało ono nam dane: na miesiąc, na dwa miesiące czy tylko na kilka godzin… Liczy się tylko to, że otrzymaliśmy je w darze… I tego nie da się zapomnieć”.

Zapomnieć nie dało się także pogrzebu dziewczynki. Ku zdumieniu obecnych rodzice dziecka ubrani byli na biało i w czasie nabożeństwa – grając na skrzypcach (Chiara) oraz na gitarze (Enrico) – wielbili Boga za Marię Grazię Letizię.

Przygotowali też obrazki z wizerunkiem Matki Bożej, na których odwrocie zamieścili wzruszający list do córki, zawierający m.in. takie słowa:

„Możemy obyć się bez wszystkiego, potrzeba nam tylko poznać Ojca i przygotować się na to spotkanie. Ty urodziłaś się gotowa na nie, a ja nie znajduję słów, by ci powiedzieć, jak bardzo jesteśmy z ciebie dumni”.

Jak przyjąć na nowo miłość?

Pół roku później Chiara i Enrico ponownie zostali rodzicami. Tym razem spodziewali się chłopca – Davida Giovanniego. On także, podobnie jak jego siostra, okazał się dla rodziców zaproszeniem do większej miłości. Podczas jednego z badań prenatalnych stało się jasne, że dziecko nie ma jednej nogi i tylko kikut drugiej.

„Za pierwszym razem – relacjonowała Chiara – Bóg zapytał nas:

»Czy jesteście gotowi towarzyszyć dziecku tam, dokąd was zaprowadzę?«.

Zgodziliśmy się i było to przepiękne. Za drugim razem, w przypadku Davida, Bóg zapytał:

»Czy jesteście gotowi przyjąć do waszej rodziny dziecko niepełnosprawne, nawet jeśli będzie miało poważne wady?«.

W tym przypadku nasza odpowiedź również brzmiała: tak. Byliśmy gotowi przyjąć dar łaski”.

Dar łaski w miarę rozwoju chłopca objawił nowe oblicze. Z powodu braku wód płodowych matki w organizmie Davida nie wykształcił się szereg narządów wewnętrznych, co oznaczało, że i jego czeka rychła śmierć po porodzie.

W kościele św. Anastazji, do którego oboje rodzice weszli po wizycie u lekarza, Chiara raz jeszcze powtórzyła:

„Nie rozumiem, ale się zgadzam”.

Podobnie myślał Enrico:

„My nie powinniśmy posiadać. Nie mamy prawa do życia innych i tyle. Pan daje mi krzyż i ja muszę go nieść. Bo idąc z krzyżem, dowiem się, co Bóg pragnie mi powiedzieć”.

Małżonkowie w czasie ciąży Chiary znów imponowali czułą miłością do swego dziecka, pokojem, pogodą ducha oraz niekoncentrowaniem się na sobie, lecz na innych. Wraz z przyjaciółmi pojechali na pielgrzymkę do Turynu, ażeby – jak przyznała Chiara – modlić się tam przed Całunem

„o uzdrowienie dziecka, ale przede wszystkim o łaskę, by również i tym razem z otwartym sercem przyjąć ten wielki dar”.

Do znaku Całunu – świadka zmartwychwstania, gdzie rany miłości zaprowadziły Jezusa do Życia  – nawiąże później o. Vito w homilii wygłoszonej podczas pogrzebu Davida Giovanniego 26 czerwca 2010 r.

Chłopiec, który żył 38 minut, uradowawszy najbliższych i przyjąwszy chrzest, tak jak jego siostra żegnany był przy akompaniamencie muzyki oraz śpiewu Chiary i Enrica. Jemu także poświęcono obrazek ze znamiennym wyznaniem jego rodziców:

„Nauczyłeś nas, że miłość nie tworzy żadnych dzieł niedoskonałych. Ty jesteś cudem jedynym, niepowtarzalnym i wyjątkowym. Ileż miłości nam dałeś! […] twoje przeznaczenie to chwała większa od naszej”.

Jak przyjąć miłość większą od śmierci?

Otwartość Petrillich na życie zaowocowała poczęciem Francesca. Chłopiec od początku rozwijał się prawidłowo i nic nie wskazywało na to, że podzieli los swojego rodzeństwa. Cios dla rodziny przyszedł z zupełnie nieoczekiwanej strony.

Zaczęło się od afty na języku Chiary. Pomimo przyjmowanych przez pacjentkę leków zmiana ta nie znikała, lecz się powiększała. Po serii badań, kiedy kobieta była w szóstym miesiącu ciąży, nie było już wątpliwości: 27-letnią Włoszkę zaatakował jeden z najbardziej agresywnych nowotworów.

Co więcej, zabieg polegający na usunięciu sporej części języka Chiary nie rozwiązał problemu. Konieczna była operacja wycięcia węzłów chłonnych oraz radioterapia i chemioterapia. Tym zaś Chiara nie chciała się poddać, kierując się dobrem dziecka.

Sprzeciwiła się też propozycji wywołania przedwczesnego porodu, uważając, że jej obowiązkiem jest zapewnić Francescowi jak najlepszy rozwój, a nie narażać życie chłopca na ryzyko.

Po urodzeniu dziecka była gotowa poddać się nawet najbardziej inwazyjnemu leczeniu, wykluczała je jednak w czasie ciąży. Zdanie żony podzielał jej mąż.

Małżonkowie, których spotkała za tę decyzję fala krytyki, postanowili szukać umocnienia nie u ludzi, lecz u Boga. W czasie swego pobytu w Asyżu modlili się, czytali Pismo Święte i wzrastali w ufności. O ich wielkiej wierze i posłuszeństwie woli Bożej świadczą słowa Enrica:

„Nie jesteśmy zagniewani na Boga, bo wiemy, że to On stoi za wszystkim. A zrozumieć, że za wszystkim stoi Bóg, jest czymś najwspanialszym na świecie”.

Ostatecznie Francesco urodził się kilka dni przed terminem, 30 maja 2011 r. Chiara na nacieszenie się trzecim, tym razem zdrowym, dzieckiem miała na razie dwa dni, po nich bowiem przeniesiona została na oddział onkologiczny i poddana operacji, a w kolejnych tygodniach intensywnemu naświetlaniu i chemioterapii.

Po okresie leczenia, który – jak się wydawało – przyniósł zatrzymanie choroby, kobieta poświęciła się macierzyństwu.

Niepokojące objawy pojawiły się w jej organizmie pod koniec roku, a przypieczętowane zostały wynikami medycznymi 28 marca 2012 r. Wykazały one przerzuty nowotworowe na płuca, oko, wątrobę oraz piersi.

Dla Chiary rozpoczął się ostatni, dwuipółmiesięczny, etap ziemskiej wędrówki.

Jak przekroczyć próg Miłości?

Włoszka bardzo świadomie przygotowywała się do pożegnania z bliskimi i do spotkania z Bogiem. Przede wszystkim dokonała kolejnej ofiary z siebie, rezygnując z całkowitego oddania się dziecku, wiedząc, że byłoby to zabójcze nie tylko dla niej i dla Francesca, który nagle znalazłby się bez matki.

Uczyła więc Enrica samodzielnego rodzicielstwa, a przyjaciołom oddała większość obowiązków macierzyńskich. Do końca myślała o potrzebach innych, nie swoich.

Ciesząc się małymi radościami, Chiara coraz bardziej wybiegała ku wieczności. Żyła sakramentami pojednania i Eucharystii, adoracją Najświętszego Sakramentu i codzienną modlitwą.

Póki miała siły, grała na skrzypcach na cotygodniowym nabożeństwie różańcowym. Imponowała spokojem i radosną ufnością. Powierzała się Maryi specjalną modlitwą zakończoną słowami „Totus tuus”. Opowiadała o doświadczeniu kochania Boga ponad wszystko.

Na cztery dni przed śmiercią podczas modlitwy wiernych prosiła o ufność w plany Boże, dodając, że one „nigdy nas nie rozczarują”.

Pełna pokory postawa Chiary, tak daleka od buntu, szła w parze z posłuszeństwem woli Bożej jej męża.

„Jeżeli moja żona idzie ku Temu, kto miłuje ją bardziej niż ja, dlaczegóż miałbym się z tego nie cieszyć?” – pytał Enrico.

Od swej żony usłyszał też niezwykłe pytanie:

„Enrico, gdybyś wiedział, że twoja ofiara może zbawić dziesięć osób, zgodziłbyś się?”.

„Tak, ale tylko z pomocą łaski” – odpowiedział.

„Ja też, Enrico. Dlatego modlę się o cud wyzdrowienia, ale tak naprawdę nie pragnę go”.

30 maja rodzina Petrillich świętowała roczek Francesca. W liście-testamencie Chiara napisała wówczas do synka m.in. takie słowa:

„Z tego, co udało mi się zrozumieć przez te wszystkie lata, mogę tylko ci powiedzieć, że Miłość stanowi centrum naszego życia. Przychodzimy na świat z miłości, żyjemy, by kochać i być kochani, i umieramy, by poznać prawdziwą miłość Boga.

Celem naszego życia jest kochać i być zawsze gotowym kochać innych tak, jak tylko Bóg może nas tego nauczyć. […] Pan zawsze cię kocha i zawsze wskaże ci drogę, którą iść, jeśli otworzysz przed Nim swe serce… Zaufaj, bo warto”.

Ostatnie godziny życia Włoszki były intensywne. Szczególne wrażenie na jej najbliższych wywarła ostatnia Msza św., odprawiona przez o. Vito.

„To było cudowne widzieć Chiarę tak zakochaną w Bogu” – przyznał później Enrico, dodając, że dla tej jednej Eucharystii warto było żyć.

Kiedy na kilka godzin przed swą agonią Chiara wpatrywała się z miłością w tabernakulum, mąż zadał jej pytanie:

„Kochanie, czy jarzmo Pana naprawdę jest słodkie, jak mówi Jezus?”.

Umierająca uśmiechnęła się i słabym głosem odpowiedziała:

„Tak, Enrico, jest bardzo słodkie”.

Chiara Petrillo zmarła 13 czerwca 2012 r. Na jej pogrzeb, któremu przewodził wikariusz generalny Rzymu kard. Agostino Vallini, przybyło ponad dwa tysiące osób. Wiosną 2018 r. planowane jest rozpoczęcie jej procesu beatyfikacyjnego.

Źródła: S. Troisi, C. Paccini, Przyszliśmy na świat, by nigdy już nie umrzeć, Warszawa 2016; www.chiaracorbellapetrillo.it


Modlitwa konsekracji Maryi, którą codziennie modlili się Chiara i Enrico:

O Dziewico Maryjo, Ty, która jesteś moją Matką, która tak bardzo mnie kochasz ze strony Boga, przyjmij dzisiaj moje pragnienie całkowitej konsekracji Tobie. Oddaję Ci całą swoją osobę i całe swoje życie, oddaję Ci swoje ciało, swoje myśli i uczucia, swoją głęboką zdolność do miłości i do poznania prawdy. Wszystko, co jest moje, niech będzie Twoje i do Ciebie przynależy. Wszystko Ci oddaję, abym mógł (mogła) całkowicie należeć do Chrystusa, który jest życiem mojego życia. Z ufnością i miłością powtarzam Ci: „Gwiazdo Poranna, prowadź mnie do Jezusa”.

Totus Tuus!

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Modlitwnik dla małżonków i rodziców	s. Maria KwiekMiłujcie się! nr 1-2018Wybierz więc życie