Nawrócenia Zobacz

Chrzest rabina

Ultraortodoksyjny rabin Jean-Marie Élie Setbon przyjął chrzest w Kościele katolickim 14 września 2008 r. Po wielu latach duchowych zmagań i poszukiwań uwierzył, że Jezus Chrystus jest Mesjaszem, prawdziwym Bogiem, który stał się prawdziwym człowiekiem, po to by nas zbawić.

Jean-Marie Élie Setbon urodził się 10 czerwca 1964 r. w Paryżu. Rodzice wybrali mu imię Jean-Marc (Jan Marek). Został obrzezany, ale wychowywał się w niepraktykującej żydowskiej rodzinie.

Tajemnica dzieciństwa

Przez wiele lat Jean-Marc nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że jest Żydem. Jego rodzice nie obchodzili w ogóle żydowskich świąt, nie zachowywali tradycji ani nie chodzili do synagogi.

Jak większość jego rówieśników nosił długie włosy, był radosny i dużo się śmiał. Lubił oglądać westerny i pasjonował się piłką nożną.

Od wczesnego dzieciństwa Jean-Marc w swoim sercu rozmawiał z Bogiem, chociaż rodzice nic mu o Nim nie mówili.

Wspomina, że w 1972 r., podczas wakacji w Bretanii, po raz pierwszy nawiązał osobisty kontakt z Jezusem. W pokoju Jeana-Marca na ścianie wisiał krucyfiks. Patrząc na ukrzyżowanego Jezusa, chłopiec czuł się w Jego obecności tak dobrze, że mógłby godzinami patrzeć na Niego.

W następne wakacje pojechał z rodzicami do Wandei, gdzie prawie na każdym skrzyżowaniu stoją duże krzyże. Był urzeczony tym widokiem. Podczas sjesty wymykał się z domu, stawał pod krzyżem i wpatrując się w Jezusa, tracił kontakt z otaczającym go światem.

Całym swym dziecięcym sercem pokochał Jezusa; nie łączył krzyża z cierpieniem i śmiercią, ale z Osobą Jezusa, który promieniował miłością. To była największa tajemnica jego dzieciństwa. Po latach zadał pytanie:

„Dlaczego, Panie, zakochałem się w przedmiocie wzbudzającym wstręt w moim narodzie, dlaczego?”.

Przekroczyć próg kościoła

Kiedy Jean-Marc miał 12 lat, zaczął się przygotowywać do bar micwy (obrzędu wprowadzającego żydowskich chłopców w życie dorosłe). W każdą środę i niedzielę rodzice wysyłali go na lekcje języka hebrajskiego, czytanie Biblii, poznawanie symboliki żydowskich świąt oraz modlitw.

Chłopiec bardzo polubił studiowanie Biblii i w ogóle judaizmu, ale to wszystko nie zmniejszyło jego fascynacji Jezusem. Jean-Marc głęboko w swoim sercu nosił silne pragnienie przekroczenia progu kościoła. Ukrywał je, bo wiedział, że rodzice byli temu przeciwni.

Pewnej niedzieli po południu Jean-Marc udał się do kościoła Sacré-Cœur na Montmartrze. Wiedział, że popełnia względem judaizmu karygodne przestępstwo, ale wmieszany w tłum turystów czuł się bezpieczny.

Kiedy wszedł do środka bazyliki, rozejrzał się, szukając krucyfiksu, i nagle ogarnęło go uczucie szczęścia, że jest nareszcie u siebie, w domu. Wpatrując się w Jezusa namalowanego na kopule, czuł się kochany i pragnął trwać w Jego obecności.

Kiedy z bólem serca opuszczał kościół Sacré-Cœur, postanowił, że będzie go regularnie nawiedzał. Od tamtego dnia każdego wieczoru chłopiec klękał przy łóżku, robił znak krzyża i mówił Jezusowi, że Go kocha.

Kilka miesięcy przed ukończeniem 13 lat Jean-Marc kolejny raz przybył do bazyliki Sacré-Cœur. Akurat zaczynała się Msza św.; nie wiedział, jakie jest jej znaczenie. Podczas Komunii św. poczuł wewnętrzne przynaglenie, aby podejść do balustrady i tak jak inni przyjąć pokarm, którego natury w ogóle nie pojmował.

Po przyjęciu Komunii św. Jeana-Marca wypełniła wielka radość. Od tamtej chwili chłopak zaczął regularnie przyjmować Komunię św., chociaż nie wiedział, że jest to Ciało Chrystusa. Po wielu latach napisał:

„Od tej chwili Eucharystia stała się dla mnie jak narkotyk! Oto następne szaleństwo Boga. Wlewa pragnienie jednoczenia się z Nim w Komunii Świętej, gdy tymczasem Kościół nie zezwala na nią przed otrzymaniem sakramentu chrztu. Jak zaskakujące są ścieżki Pana!”.

W czerwcu 1977 r. Jean-Marc miał obrzęd bar micwy, wprowadzający go w dorosłe życie. Przy tej okazji dostał w prezencie 150 franków. Mając własne pieniądze, mógł wreszcie kupić sobie upragniony krzyżyk. Zaczął nosić go na szyi. Cieszył się tym bardzo, ale też się obawiał, aby nikt tego nie zobaczył.

Te obawy nie powstrzymały jednak Jeana-Marca przed jeszcze jednym krokiem. Mianowicie kiedy uczestniczył we Mszach św. w kościele Sacré-Cœur, słyszał Ewangelię. Zrozumiał, że są to pisma mówiące o życiu Jezusa. Zapragnął więcej się dowiedzieć o Jezusie i dlatego kupił Nowy Testament, który z pasją codziennie czytał.

Praktykujący Żyd

Kiedy Jean-Marc był w piątej klasie, jego matka z obawy, aby jej syn nie stał się chuliganem, zapisała go do prywatnej szkoły żydowskiej, gdzie chłopak zaczął głębiej poznawać judaizm oraz praktykować żydowskie prawo. W tej szkole uczył się języka hebrajskiego, żydowskiej historii i studiował Biblię. Pokochał państwo Izrael i odkrył wtedy swoją żydowską tożsamość.

Zauważył, że Bóg, którego miłości doświadczał w kościele Sacré-Cœur, był całkiem inny od tego, o którym uczył się w szkole. Jean-Marc widział to wyraźnie, kiedy w piątek i sobotę chodził do synagogi, a w niedzielę do kościoła Sacré-Cœur i przyjmował Komunię św.

To rozdwojenie było dla niego trudne do zniesienia. Uczęszczając do żydowskiej szkoły, stawał się praktykującym Żydem. Zachowywał żydowskie prawo, spożywał koszerne potrawy, nosił jarmułkę, przestał grać w piłkę ręczną w soboty, nie wychodził z domu w piątkowe i sobotnie wieczory. Wypełniając przepisy żydowskiego prawa, powoli dystansował się od swych kolegów.

Tym, co najbardziej go interesowało, była jednak Biblia oraz relacja z Bogiem. Przestał chodzić na dyskoteki i flirtować z dziewczynami. Jego rodzice byli z tego bardzo niezadowoleni.

Jean-Marc ukończył szkołę średnią w wieku 18 lat i postanowił szukać Boga w Ziemi Świętej.

Po przybyciu do Izraela w 1982 r. przyjął żydowskie imię Eliasz. Przez rok pracował w kibucu (spółdzielcze gospodarstwo rolne w Izraelu, w którym ziemia i środki produkcji są własnością wspólną).

Będąc w nowym środowisku, zapomniał o Chrystusie. Kiedy jednak przyjeżdżał do Jerozolimy, powracało doń zauroczenie Jego Osobą. Jean-Marc starał się jednak temu opierać.

Po roku pobytu w kibucu przeniósł się do szkoły talmudycznej w Hebronie, gdzie całkowicie oddał się nauce. Po roku studiów otrzymał izraelskie obywatelstwo i został powołany do służby wojskowej w oddziale spadochroniarzy.

Pod koniec szkolenia Eliasz znalazł się w oddziale, który został wysłany do Betlejem, aby czuwać tam nad bezpieczeństwem w czasie bożonarodzeniowej Mszy św. W środku nocy, podczas pasterki, z bronią w ręku stał na dachu i strzegł bazyliki. Poczuł wtedy silne pragnienie, aby odłożyć karabin i razem z innymi uczestniczyć we Mszy św.

Ultraortodoksyjny rabin

W 1986 r. Eliasz przyjął duchowość ortodoksyjnych Żydów. Odrzucił syjonistyczne poglądy i zaczął ubierać się tak jak chasydzi. Studiując Talmud, odkrył szokujący fakt, że Jezus uważany jest tam za bluźniercę – i dlatego zakazane jest wymawianie Jego imienia.

Również historia Jezusa i Maryi opisana w Talmudzie jest całkowicie odmienna od tej, którą przedstawia Ewangelia.

Z okna swojej talmudycznej szkoły Eliasz widział krzyż na wieży kościoła w Jaffie. Kiedy patrzył na niego, wracały mu wspomnienia z dzieciństwa i ożywała w nim miłość do Jezusa. Ze wszystkich sił starał się temu opierać, wmawiając sobie, że jest to pragnienie nieczyste, pochodzące od demona.

Studia sprawiły, że Eliasz stał się ultraortodoksyjnym Żydem. W 1989 r. jego wykładowcy zadecydowali, że ma wyjechać do Francji i przez rok kontynuować tam szkołę rabiniczną. Przed wyjazdem z Izraela otrzymał certyfikat, który uprawniał go do pełnienia funkcji rabina.

Po ukończeniu szkoły rabinicznej we Francji Eliasz wyjechał do Grenoble, gdzie był nauczycielem w szkole. Wieczorami prowadził konferencje i pomagał rabinowi w synagodze, a pod jego nieobecność przewodniczył liturgii oraz czytał Torę. Z wielką pasją wgłębiał się w żydowską mistykę.

Przy różnych okazjach, niezależnie od woli Eliasza, w jego sercu pojawiała się tęsknota i miłość do Chrystusa. Na poziomie rozumu zdecydowanie odrzucał te poruszenia serca, ponieważ chciał być wierny judaizmowi, który nakazuje znieważanie Jezusa.

W duchowości żydowskiej świętość osiąga się przez małżeństwo. Dlatego Eliasz zapragnął zawrzeć związek małżeński. W Grenoble poznał Martinę, młodą nauczycielkę z przedszkola, która była chabadzką chasydką. Od pierwszego spotkania oboje przypadli sobie do gustu. Zaczęli się regularnie spotykać i, po roku znajomości, pobrali się w lipcu 1990 r.

Po ślubie zamieszkali na obrzeżach Paryża. Wkrótce zaczęły rodzić się im dzieci. W latach 1994–2003 doczekali się ich siedmioro: czterech dziewczynek i trzech chłopców.

Duchowa walka

W Izraelu wszystko było dla Eliasza o wiele prostsze. Tam cały zanurzony był w mistycznej teologii chasydyzmu i nie myślał o Jezusie.

Po powrocie do Francji fascynacja Jezusem pojawiła się u niego z siłą, której nie mógł się przeciwstawić. Zaczął znów chodzić do kościoła Sacré-Cœur i przyjmować Komunię św. Ponownie kupił sobie krzyż i nosił go tak, aby nikt nie widział. Czytał Ewangelię św. Jana i uczył się jej na pamięć.

Ulubioną modlitwą Eliasza była kontemplacja krzyża. Zaszywał się głęboko w lesie, wieszał swój krzyż na drzewie i modlił się do Jezusa. Gdy jednak odmawiał modlitwę Ojcze nasz, nawiedzały go myśli, że zdradza Boga.

Eliasz nie mówił swej żonie o duchowej walce, która się w jego sercu rozgrywała, bo wiedział, że potraktowałaby go ona jak zdrajcę. Tak samo, jak to było w przypadku nawrócenia św. Pawła. Żydzi nie byli zainteresowani, dlaczego uwierzył w Chrystusa; oni chcieli go zabić, ponieważ uważali go za bluźniercę.

Trzeba pamiętać, że w codziennej modlitwie ortodoksyjni Żydzi wypowiadają przekleństwa przeciw Żydom, którzy się ochrzcili. Traktowani są oni przez nich jako zdrajcy, których trzeba nienawidzić i zwalczać.

Eliasz czuł wewnętrzną potrzebę porozmawiania z kimś o swojej duchowej walce. Nadarzyła się ku temu okazja podczas wakacji w Lionie. Wcześnie rano wybrał się tam na Mszę św., a po jej zakończeniu podszedł do zakonnika dominikanina i odkrył przed nim tajemnicę swojej miłości do Chrystusa.

Ojciec dominikanin z uwagą go wysłuchał i zaproponował, aby po powrocie do Paryża uczestniczył w katechezach, które go przygotują do chrztu św. Eliasz tak też zrobił, ale jego uczestnictwo w katechezach zostało przerwane po włamaniu się złodziei do jego domu. Wtedy jego żona znalazła Ewangelię oraz krzyż wśród rozrzuconych rzeczy w splądrowanym mieszkaniu. Wpadła wówczas w szał i krzycząc, kazała mężowi wyrzucić wszystkie te „nieczyste” rzeczy.

Eliasz starał się wytłumaczyć swej małżonce, że jego zainteresowanie Jezusem zaczęło się już w dzieciństwie i że jest ono niezależne od jego woli.

W pierwszej chwili zaproponował jej rozwód. Kobieta jednak odmówiła. W końcu razem zadecydowali, że wyrzucą z domu to wszystko, co było związane z chrześcijaństwem.

Znaki od Boga

Pewnego wieczoru w 1994 r., po powrocie z pracy, Eliasz włączył radio; była to katolicka rozgłośnia Notre-Dame. Bardzo mu się ona spodobała i odtąd stał się jej stałym słuchaczem. Dzięki temu radiu zaczął znowu chodzić na Msze św. do kościoła Sacré-Cœur, kupił obraz Serca Jezusowego, po kryjomu wyciągał go i klęcząc, modlił się przed nim.

W lipcu 2002 r. zmarła matka Eliasza, a w grudniu ciężko zachorowała jego żona, będąc w stanie błogosławionym z siódmym dzieckiem. Kiedy kobieta urodziła syna, musiała być poddana długiej hospitalizacji.

Eliasz z wielkim poświęceniem opiekował się żoną i dziećmi. Okazało się, że choroba jego żony była nieuleczalna. Kobieta zmarła 11 marca 2004 r. To było dla Eliasza bardzo bolesne doświadczenie. Przyjął je z pokornym poddaniem się woli Bożej. Jego najstarsza córka Rachela miała wtedy 10 lat, a najmłodszy syn Szne’or –rok.

Owdowiały ojciec musiał przygotowywać koszerne posiłki na szabat i zwykłe dni, piec ciasto oraz chleb, robić zakupy i opiekować się dziećmi. Eliasz był tak zaabsorbowany swoimi obowiązkami, że przestał chodzić do synagogi i kościoła.

6 sierpnia 2007 r., będąc z dziećmi na plaży, Eliasz otrzymał dziwne wewnętrzne natchnienie i głośno powiedział, że umarł kardynał Lustiger! Okazało się to prawdą. Zrozumiał, że kardynał Lustiger, nawrócony Żyd, dał mu tym samym czytelny znak, aby nie zwlekał z przyjęciem chrztu. Tej samej nocy Eliasza obudziły dreszcze; doświadczył wtedy namacalnej obecności Jezusa, który napełnił go ogromem miłości, radości i pokoju. Powtórzyło się to jeszcze kilka razy.

We wrześniu 2007 r. Eliasz otrzymał kolejny znak od Boga. Otóż pewnego wieczoru usiadł z dziećmi przed telewizorem i przez przypadek trafił na serial o życiu św. Jana Pawła II. Wszyscy byli urzeczeni tym filmem. Z niecierpliwością oczekiwali kolejnego odcinka.

Eliasz wzruszył się do łez, oglądając scenę, w której przyszły papież, jeszcze jako student, otrzymał książkę św. Jana od Krzyża, którą po przeczytaniu podarował swojemu żydowskiemu przyjacielowi. Eliasz postanowił wówczas za wszelką cenę zdobyć tę książkę. Przy najbliższej okazji kupił wszystkie dzieła św. Jana od Krzyża i zaczął je czytać.

Miał duże trudności z przyjęciem prawdy o dziewictwie Maryi, wydawało mu się, że modlitwa do Maryi jest idolatrią. Ojciec karmelita, z którym się wtedy spotykał, poradził mu, aby modlił się na różańcu. Początkowo nie chciał, ale przekonał się do tego po lekturze ulotki z rozważaniami św. Jana Pawła II. Przed pójściem spać zaczął odmawiać tajemnice różańca świętego i pokochał tę modlitwę. Kiedy budził się rano, odczuwał wielkie pragnienie, aby zawierzać się Maryi i Ją kochać.

W tym czasie kupił książkę św. Ludwika Marii Grigniona de Monfort pt. Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Jej lektura uświadomiła mu, że Pan Bóg stał się prawdziwym człowiekiem przez Maryję i że On pragnie, byśmy przez Maryję przychodzili do Niego. Tak mówiło Eliaszowi jego serce, ale rozum jego wciąż się przeciwko temu buntował…

Serce i rozum

Wiele lat po swoim chrzcie Eliasz wyjaśnił, dlaczego tak trudno jest Żydom przyjąć chrześcijaństwo. Pisał wtedy:

„Dla Żyda nie da się pogodzić Boga Trójjedynego z Bogiem Jedynym! […] używając jedynie ludzkiego rozumowania, nikt na świecie nie pojmie, że istnieje Bóg Trójosobowy, Bóg Wcielony. […] Jakże trudno jest Żydowi przyjąć słowa Chrystusa! Widzimy w Ewangelii, że kiedy Jezus mówi coś, co przekracza ludzkie rozumowanie, wówczas ludzie Go opuszczają. Podobnie jest w Ewangelii według św. Jana (6,51-58). […]

Trzeba zrozumieć, że chrześcijaństwo jest zbudowane na szaleństwie, na szaleństwie krzyża! To znaczy, że fundament chrześcijaństwa leży poza ludzkim rozumem, poza ludzką percepcją. Nie można wyrzucać Żydom, że nie widzą, iż Jezus to Bóg, bo kto to widzi? Dochodzi się do tego przez wiarę i Bożą łaskę”.

Całym swoim sercem Eliasz pragnął chrztu, ale rozumem nie był w stanie przyjąć niektórych prawd wiary. Pewnej nocy tak powiedział Jezusowi:

„Wlałeś w moje serce pragnienie, ale mój umysł nie wierzy w nic, co jest z Tobą związane! Według niego jesteś bluźniercą i kłamcą, który odwrócił naród żydowski od prawdziwej wiary!

Nie wierzę w Boga Trójjedynego ani w zmartwychwstanie. […] Tak więc to bardzo proste: albo oświecisz mój umysł, tak jak to uczyniłeś w przypadku wielkiego rabina Rzymu Emila Zoli (pewnego dnia otworzył on Arkę i zobaczył błogosławiącego mu Jezusa, który mu powiedział: »Nie potrzebuję cię już tutaj, potrzebuję cię gdzie indziej«), albo mnie porazisz jak św. Pawła. W przeciwnym razie zostaw mnie w spokoju, bo wychowywanie siódemki dzieci jest już i tak wystarczająco skomplikowanym zajęciem!

Nie chcę się stać szaleńcem, nie mogę sobie pozwolić na zejście na złą drogę, muszę zaspokoić potrzeby rodziny! Dzieci i tak przeżyły już wstrząs przy śmierci ich mamy, nie chcę, by doświadczyły drugiego, z powodu tego, że ich ojciec nawrócił się na katolicyzm. Zrób więc coś również dla moich dzieci. W przeciwnym razie daj mi spokój! Amen”.

Eliasz nie usłyszał od razu odpowiedzi. Otrzymał ją kilka dni później w klasztorze Sióstr Betlejemitek w Nemours. Przyjechał tam na zaproszenie, kilka dni przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego.

Moc łaski

W piątek wcześnie rano Eliasz poszedł do klasztornej kaplicy w Nemours. Kiedy usiadł, jego wzrok zatrzymał się na wizerunku twarzy Chrystusa z Całunu Turyńskiego. Nagle twarz z Całunu ożyła i Jezus otworzył oczy. Eliasz znalazł się w innym wymiarze rzeczywistości. Po pewnym czasie oczy Chrystusa zamknęły się i wtedy Eliasz wrócił do normalnego stanu świadomości.

Patrząc na twarz Chrystusa z Całunu, postanowił trwać tam tak długo, dopóki nie otrzyma jasnej odpowiedzi na swoje wątpliwości i pytania. Wtedy znowu oczy Chrystusa się otworzyły i Eliasz otrzymał duchowe światło, dzięki któremu stało się dla niego oczywiste, że cała prawda, którą Bóg objawił, jest w Kościele katolickim.

Eliasz otrzymał niesamowity dar Bożej łaski, bez której on, ortodoksyjny Żyd, nie mógłby przestać praktykowania żydowskiego Prawa. Odrzucił swoją talmudyczną mentalność i przyjął Jezusa jako zapowiedzianego Mesjasza i prawdziwego Boga, który dla naszego zbawienia stał się prawdziwym człowiekiem.

Osoba Jezusa stała się dla Eliasza źródłem wszelkiego dobra, jedynym fundamentem i punktem odniesienia. Zaczął on rozumieć wszystko w świetle Ewangelii. Napisał:

„Kiedy teraz czytam Stary Testament, widzę Słowo wszędzie, a nie tylko we fragmentach profetycznych, które zapowiadają przyjście Jezusa. […] Odkryłem, że całe Pismo Święte mówi o Trójjedynym Bogu. Tak – Pan naprawdę otworzył mi umysł na Pisma! Jak to określił św. Paweł: zasłona, którą miałem przed oczyma, opadła. Wszystko stało się jasne!”.

Po wyjściu z kaplicy Eliasz podjął ostateczną decyzję przyjęcia przez siebie chrztu św. Odrzucił koszerne jedzenie, praktykowanie szabatu, przestał nosić strój rabina i zaczął ubierać się tak jak wszyscy.

Po kilkumiesięcznym przygotowaniu Eliasz przyjął sakrament chrztu św. 14 września 2008 r. u Sióstr Betlejemitek, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Na chrzcie otrzymał imiona Jean-Marie Élie (Jan Maria Eliasz).

Synowie Eliasza Józef-Rafael i Menachem jako pierwsi także poprosili o chrzest. Później uczyniły to pozostałe jego dzieci. Tylko córka Rebeka jeszcze czeka z podjęciem decyzji.

Kilka miesięcy przed swoim chrztem Eliasz poznał Petronelę. Syn Eliasza, mały Gabriel, spełnił wówczas rolę swata, mówiąc do Petroneli:

„Zajmij się nami i tatą!”.

Pobrali się rok później. Po trzech latach, w styczniu 2012 r., urodził się Natanael.

Eliasz po swoim nawróceniu został odrzucony przez rodzinę i wspólnotę żydowską. Otrzymywał listy z pogróżkami i szantażem. Jego najbliżsi żydowscy przyjaciele brutalnie go odrzucili. Przestał dla nich istnieć, zaczęli traktować go jak zmarłego. W środowisku żydowskim nienawidzi się bowiem każdego nawróconego Żyda.

Eliasz i jego dzieci doświadczyli różnych gróźb, przemocy oraz nienawistnych spojrzeń. Jezus nie został przyjęty przez swój własny naród i to odrzucenie Jezusa w judaizmie trwa do dzisiaj. Pomimo upływu tylu wieków żydowska mentalność w tej kwestii się nie zmieniła.

Ze swej strony Eliasz nie żywi żadnego gniewu i żalu do swoich żydowskich braci. Po chrzcie św. nie zapomniał, kim jest; pozostał Żydem, który uwierzył w Chrystusa i modli się o nawrócenie Żydów. Pokochał Kościół, który jest wspólnotą i Ciałem Chrystusa. Tak pisał Eliasz o Kościele:

„Nauczyłem się kochać Kościół, a raczej Jezus nauczył mnie Go kochać, tak jak On Go kocha: aż po śmierć! […] I tak – jeden wymiar Kościoła jest Boski i święty, skoro Jego fundamentem jest Jezus, a drugi – jest grzeszny […].

Dobrze jest przypominać sobie, że Kościół zbudowany jest na skale – czyli na Piotrze – tym samym, który wyparł się Jezusa w noc Jego procesu […]. A jednak, po tym wszystkim, Jezus nie powiedział Piotrowi: Ponieważ nie stanąłeś na wysokości zadania, zwalniam cię, nie jesteś już godzien być tą skałą, na której chcę zbudować swój Kościół! Przeciwnie – trzy razy zapytał go: »Czy Mnie miłujesz?« (J 21).

Zwracam uwagę na to, że trwający przez wieki w swoim pełnym miłości mariażu z Kościołem Chrystus, pomimo wszystkich niewierności małżonki, nigdy nie wziął rozwodu. Tak więc, rzeczywiście przykro jest spotykać księży, którzy zamykają przed nami drzwi swoich kościołów.

Kościół jest jednak piękny, święty w swoim zjednoczeniu z Chrystusem i niezbędny, by nam dawać Jezusa! To zadziwiające, ale pomału zacząłem postrzegać i przeżywać Kościół jako małżonkę Chrystusa i naszą matkę, która nas rodzi w Bogu”.

Całe świadectwo dostępne w książce: Jean-Marie Élie Setbon, Od jarmułki do krzyża. Historia nawrócenia rabina na katolicyzm, Wydawnictwo Agape, 2018.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

In Sinu Jesu. Kiedy Serce mówi do Serca.Od jarmułki do krzyża. Jean-Marie Elie SetbonMiód ze skały. Historie nawróconych Żydów