Cudowność Koranu?

Na świecie żyje obecnie ponad 1,6 miliarda muzułmanów. Wielu z nich zna wykrzywiony obraz chrześcijaństwa z Koranu, który jest dla nich jedynym słowem Bożym. A skoro Bożym – to doskonałym i bezbłędnym. Czy jednak faktycznie tak jest?

Ksiądz Zakaria Butros we wstępie do książki pt. Czy Koran jest słowem Bożym? pisze: „Na przestrzeni wieków teologowie muzułmańscy robili muzułmanom pranie mózgów, a i teraz poprzez szereg terminów, pośród których najsłynniejszy to »wieloaspektowa cudowność Koranu«, znów programują ich umysły, wykazując, że Koran został objawiony przez Boga. Jest jednak faktem, że ta »cudowność Koranu« to tylko jedna wielka iluzja, gdyż ukrywa się błędy Koranu: językowe, naukowe, historyczne, geograficzne itp.”.

Cudowność Koranu?

„Cudowność Koranu” (arab. i’dżaz Al-Kur’an) była ideą, w którą wierzył Raszid Al-Maghribi.

Ten Marokańczyk, wychowany w pobożnej rodzinie muzułmańskiej, w której dziadek i ojciec byli imamami, już od dzieciństwa znał Koran i wiele hadisów (wypowiedzi przypisywanych Mahometowi) na pamięć.

Zapewne sam zostałby muzułmańskim duchownym, gdyby pewnego razu nie usłyszał chrześcijańskiej audycji radiowej. Ta stała się dla niego wezwaniem do podjęcia korespondencyjnej dyskusji z pracownikami radiostacji.

Podczas wymiany listów i lektury Biblii, którą Raszid od nich otrzymał, zaczęła się w nim rodzić fascynacja osobą Chrystusa.

Po czterech latach studiów, podczas których jedną z największych przeszkód była dla niego wiara w tzw. cudowność Koranu, Raszid uznał ostatecznie Jezusa Chrystusa za Syna Bożego, Pana i Zbawcę swojego życia.

Przez 15 lat ewangelizował po kryjomu, pozostając w Maroku, a kiedy stało się to zbyt niebezpieczne, musiał opuścić kraj z obawy o swoje życie. Obecnie mieszka w Stanach Zjednoczonych i prowadzi aktywną ewangelizację muzułmanów przez programy telewizyjne. Jego audycje przyciągają miliony telewidzów z całego świata.

Praca takich ewangelizatorów, jak Raszid, ks. Zakaria Butros, brat Ahmed czy ks. Guy Pagès przynosi niesamowite efekty: w ostatnich latach miliony muzułmanów przestały wyznawać islam, ryzykując często własne życie, by zyskać życie wieczne.

Spójrzmy zatem na „cudowność Koranu” od strony językowej. Żeby jednak zrozumieć, dlaczego tak ważny jest język arabski dla islamu, trzeba wiedzieć, że sam Koran w surze 16,103 donosi, że język, w którym został spisany, to „język arabski, zrozumiały i jasny”.

Arabski jest według wyznawców islamu językiem, w którym muzułmanie mają mówić w niebie. Dla nas może być obojętne, czy czytamy Biblię w takim czy w innym języku. Jako chrześcijanie przecież modlimy się w różnych językach.

Islam jednak ogranicza modlitwę muzułmanów oraz czytanie Koranu w zasadzie tylko do języka arabskiego. A ponieważ oryginał Koranu, spisany po arabsku, według teologii muzułmańskiej znajduje się w siódmym niebie, należy się spodziewać, że musi on być bez skazy.

Syro-aramejski apokryf?

W 2000 r. niemiecki orientalista, ukrywający się pod pseudonimem Christoph Luxenberg, opublikował pracę pod tytułem: Syro-aramejskie odczytanie Koranu: wkład w rozszyfrowanie języka Koranu (tytuł oryginału: Die Syro-Aramäische Lesart des Koran: Ein Beitrag zur Entschlüsselung der Koransprache; wydanie angielskie: The Syro-Aramaic Reading of the Koran: A Contribution to the Decoding of the Language of the Koran).

Według autora Koran nie powstał wcale w czystym języku arabskim, ale na skutek połączenia języka syro-aramejskiego i arabskich dialektów Półwyspu Arabskiego, zwłaszcza dialektu Kurajszytów z Mekki, spośród których wywodził się Mahomet.

Czytamy: „Jako tradycyjnie pierwsza księga napisana po arabsku, Koran jest uważany przez użytkowników języka arabskiego za fundament literackiej arabszczyzny i punkt wyjścia dla arabskiej kultury […]. Co więcej, zgodnie z muzułmańską teologią utrzymuje się, że jego zawartość jest wiecznym słowem Bożym objawionym w języku arabskim” (The Syro-Aramaic Reading…, s. 13).

Należy zatem zakładać, że „wieczne słowo Boże” powinno być wolne od wszelkich błędów i zapożyczeń, skoro ma być wzorem i fundamentem języka arabskiego. Nic bardziej mylnego!

Filary islamu

Profesor W.P. Turek wymienia w jednym z artykułów aż 168 wyrazów obcego pochodzenia w Koranie. Wystarczy omówić tu kilka przykładów.

Największym zaskoczeniem jest fakt, że sam wyraz „Koran” nie jest oryginalnie arabski.

Według sur 12,2 („My zesłaliśmy ją [tj. księgę – przyp. mój: B.G.] w postaci Koranu arabskiego”) i 13,37 („W ten sposób zesłaliśmy go [tj. Koran – przyp. mój: B.G.] jako rozstrzygnięcie w języku arabskim”) Koran został napisany po arabsku i jest najważniejszym zabytkiem literackim tego języka.

Niemniej według słownika Penrice’a oraz chrestomatii Brünnowa i Fischera wyraz „Koran” pochodzi z syro-aramejskiego kerjono, co oznacza „czytanie, recytację, lekturę, Pismo Święte” bądź „czytanie w trakcie liturgii”. Czy to nie zaskakujące?

Kolejnym zdziwieniem napawa fakt, że wyraz „modlitwa” (arab. salat) – jakże ważna czynność dla muzułmanów, ponawiana pięć razy dziennie – pochodzi z syro-aramejskiego sluto, oznaczającego także „modlitwa”.

Do filarów islamu zalicza się także post, jałmużnę, pielgrzymkę, wyznanie wiary i obowiązek świętej wojny (zob. sura 9,29). Czasownik sam (pościć) pochodzi z syro-aramejskiego sam, a zakat (jałmużna) – od zokuto oznaczającego „niewinność, prawość”. Nie pierwszy raz Koran zmienia w tym kontekście znaczenie słów syro-aramejskich.

Wyraz szahada (wyznanie wiary) powstał pod wpływem syro-aramejskiego sohdo (męczennik). Słowo sura (czyli rozdział Koranu) pochodzi od hebrajskiego szura (co oznacza „rząd oliwek lub winorośli”), a kalam (nazwa jednej z sur) od greckiego kalamos (co oznacza „trzcina; trzcina do pisania; pióro”).

Nawet wyraz „meczet” nie jest rdzennie arabski, ale pochodzi od syro-aramejskiego masgdo (co oznacza „uwielbienie, kult”).

Sprawy ostateczne i prorocy

Kiedy pójdziemy dalej, nie może umknąć naszej uwadze fakt, że wyrazy „niebo” i „piekło” – kolejne ważne idee w islamie – również zostały zapożyczone z innych języków. Wyraz dżanna (niebo) pochodzi od syro-aramejskiego ganto, a dżahannam (piekło) Koran zapożyczył z hebrajskiego Ge Hinom („Dolina Hinoma”).

W siedmiu miejscach Koranu pojawia się tajemniczy termin furkan, tłumaczony jako „rozróżnienie”, np. „Oto daliśmy Mojżeszowi Księgę i rozróżnienie […]” (sura 2,53); „[…] On zesłał niegdyś Torę i Ewangelię jako drogę prostą dla ludzi i On zesłał rozróżnienie” (sura 3,3–4) itd.

Gdy wyraz „rozróżnienie” (furkan) wyprowadzimy od syro-aramejskiego furkono, w którym słowo to oznacza „zbawienie”, wówczas znaczenie wersetów staje się jaśniejsze. Czy autor Koranu świadomie zmienił znaczenie słów? I po co to zrobił?

W Koranie występują też imiona postaci znanych dobrze z Biblii, takie jak Abraham, Mojżesz i Jezus. Abraham jest nazywany hanifem (sura 16,120), co ma oznaczać „prawowiernego”, ale w rzeczywistości oznacza „poganina” (z syr.-aram. hanfo). Imię „Jezus” (Isa) zostało zniekształcone na kształt imienia „Mojżesz” (Musa), a litery poprzestawiane.

Islam uważa Abrahama, Mojżesza, a także i Jezusa za proroków, pomimo tego, że żyli oni na wiele wieków przed Mahometem.

Nieścisłości gramatycznych, geograficznych i innych jest w Koranie mnóstwo. Występuje tam też sporo powtórzeń, co źle świadczy o tej księdze z retorycznego punktu widzenia, bardzo ważnego w języku arabskim.

Wyjść ze strefy komfortu

David Platt, amerykański ewangelizator, tak pisze: „Słyszałem historię o trzech chrześcijanach, którzy przeprowadzili się z USA, by pracować w pewnym szpitalu w regionie Bliskiego Wschodu. Podejmując decyzję, którą większość ludzi nazwałoby głupią i nieroztropną, pozostawili za sobą swój komfort, karierę, rodzinę, przyjaciół i bezpieczeństwo, by dzielić się dobrocią i łaską Chrystusa w kraju, gdzie zakazane jest bycie chrześcijaninem. Dzień po dniu zaspokajali potrzeby ludzi, dzieląc się prawdą Ewangelii. Wiedzieli, że jest opór wobec ich pracy, ale nic nie mogło ich przygotować na dzień, w którym pewien mężczyzna wszedł do ich szpitala ze zwiniętym kocem, wyglądającym jak dziecko. Wszedł do biura, odwinął od razu koc i pokazał naładowaną strzelbę. Zaczynając w biurze i przechodząc przez resztę kliniki, zabił całą trójkę”.

Szejk Al-Kat’ani w programie telewizji Al-Dżazira w 2006 r. bił na alarm, donosząc, że w samej tylko Afryce co roku przestaje wyznawać islam sześć milionów muzułmanów. Prawdopodobnie liczba ta jest mocno przesadzona, niemniej jednak szejk zwrócił uwagę na pewien fenomen, którego jesteśmy świadkami.

W krajach, które były kiedyś chrześcijańskie, ale uległy muzułmańskim podbojom, obecnie rodzi się wiele nowych wspólnot chrześcijańskich. Coraz więcej muzułmanów widzi w islamie system zniewolenia i wydaje się, że procesu odwrotu od islamu nic już nie powstrzyma, pomimo tego, że aż w 12 krajach zamordowanie nawróconego do Chrystusa muzułmanina jest legalnym i pożądanym czynem.

Wiele Kościołów, także w Europie, zaczyna pękać w szwach od byłych muzułmanów. Taka sytuacja ma obecnie miejsce m.in. w Berlinie i Dortmundzie.

W sytuacji nawracających się muzułmanów i działających wśród nich misjonarzy przyjęcie orędzia Ewangelii to dosłownie wezwanie do śmierci: dla siebie, swojej rodziny, przyjaciół i dla swojej przyszłości. Jednocześnie jest to wezwanie do życia w Jezusie i Kościele, który obejmuje wszystkie ludy, a także do życia z przyjaciółmi, którzy reprezentują każdy wiek, i do przyszłości, gdzie radość będzie trwała zawsze.

„Jeśli ziarno pszenicy wrzucone do ziemi nie obumrze, zostaje pojedynczym ziarnem; lecz jeśli obumrze, wydaje obfity plon” (J 12,24).

O ile moment spotkania z Chrystusem oddala zamęt, jaki wprowadza islam w duszy muzułmanina, o tyle letniość wiary wielu chrześcijan i nieumiejętność docenienia skarbu, który posiadają, oddala ich od nauki Chrystusa.

Joseph Fadelle, były muzułmański arystokrata z Iraku, podczas Forum Jezus Mesjasz (jesus-messie.org), odbywającego się co roku we Francji, powiedział: „Ewangelizacja nie jest opcją. Jest głównym zadaniem Kościoła, danym przez Jezusa”.

Żyjemy zatem w czasach, gdy muzułmanie odwracają się od fałszywej religii, by pójść za Jezusem. Tylko od nas zależy, czy będziemy mieli w tym udział, czy będziemy stać z boku, nadmiernie zajęci sobą.

Nawróceni z islamu

Ajan jest jedną z osób, która uwierzyła Chrystusowi. Od urodzenia należała do ludu szczycącego się tym, że jest w 100% muzułmański. Należeć do tego plemienia oznaczało być muzułmaninem.

Tożsamość Ajan, honor rodziny, pozycja w relacjach z innymi i społeczny status były nierozerwalnie związane z islamem. Gdyby jej rodzina kiedykolwiek dowiedziała się, że nie jest muzułmanką, bez wahania poderżnięto by jej gardło.

Z powodu decyzji oddania życia Jezusowi Ajan była zmuszona opuścić swoją rodzinę i odseparować się od przyjaciół. Mimo to wciąż z poświęceniem pracuje, szerząc Ewangelię między swoim ludem. Ryzyko jest bardzo wysokie, ale jak można zachować tylko dla siebie Skarb, który się odnalazło?

Decyzję pójścia za Mesjaszem podjęli też Tunezyjczycy, których poznałem w 2001 r. Ich liczba we wspólnotach chrześcijańskich w Tunezji sięgała wtedy ponad tysiąca osób. Wszyscy byli kiedyś muzułmanami.

Rim to córka imama, doskonale znająca islam oficjalny i ludowy.

Paul-Marie to dziennikarz, który zainteresował się chrześcijaństwem, gdy zaczął pisać o przedmuzułmańskiej historii Tunezji (kosztowało go to więzienie i liczne przesłuchania).

Marie-Sabah zawdzięcza swoje nawrócenie długim rozmowom z proboszczem tuniskiej katedry, ks. Mikém. To dzięki niemu, jak zaświadczyła, przeszła z religii lęku do religii miłości, poznając Boga, który wyzwala i który sam jest Miłością Wcieloną.

„»Idąc tedy, nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, nauczając je zachowywać wszystko, cokolwiek wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata« (Mt 28,18–20).

Ten uroczysty nakaz Chrystusowy zwiastowania zbawiennej prawdy Kościół otrzymał od Apostołów, aby go wypełniać aż po krańce ziemi (por. Dz 1,8).

Stąd też za swoje uznaje słowa Apostoła: »Biada mi, jeślibym Ewangelii nie głosił« (1 Kor 9,16), i dlatego nieustannie rozsyła zwiastunów, dopóki nie powstaną nowe Kościoły i same nie zaczną prowadzić dalej dzieła ewangelizacji” (Lumen gentium, 17).

Niech te słowa Soboru Watykańskiego II będą wezwaniem na cały rok do misji, do której powołuje nas Pan Jezus od naszego chrztu: byśmy byli światłem i by nasze światło świeciło w ciemnościach tym, którzy Go jeszcze nie znają.

W walce o dusze muzułmanów Kościół dał nam oręż m.in. w postaci różańca i modlitwy Anioł Pański. Od XV w. modlitwa ta, głosząc prawdę o wcieleniu Słowa Bożego, odmawiana jest szczególnie o nawrócenie muzułmanów.

Pamiętajmy zatem w swojej modlitwie za wyznawców islamu, prosząc dla nich o światło rozpoznania w Jezusie Chrystusie Syna Bożego i Zbawiciela.

Jednym ze źródeł, z którego korzystałem, jest książka D. Platta pt. Follow Me.

O wiele więcej znajdziesz w naszym sklepie!

zwierciadlo-aforyzmow_550x781slowo-pouczenia-v2_550x781845-Matka_Speranza_550x781