Młodzież Zobacz

Czy istnieje prawdziwa miłość?

Mar 30, 2020 o. Karol Meissner

Miłość to urzekające słowo. Elektryzuje człowieka, zwraca uwagę, rodzi nadzieję, budzi oczekiwania… Jednak czym jest miłość?

Mówiąc o miłości, większość ludzi ma na myśli swoje własne odczucia. Uczucia te mają oczywiście związek z inną osobą. Wydaje się ona, rzecz jasna, kimś znaczącym, jednak tylko o tyle, o ile jest źródłem tych właśnie odczuć. […] W takich wypadkach ludzie są głęboko przekonani, że to właśnie odczucia i uczucia decydują o prawdziwej miłości.

Co się dzieje potem? […] W przeprowadzonych badaniach ankietowych wskazano na to, że większość dziewczyn przeżywających taką miłość myśli o trwałym związku, a więc o małżeństwie.

Nie jest tak jednak z chłopakami. Musisz zdawać sobie z tego sprawę. W pewnym sensie ty powinnaś wychować chłopaka do małżeństwa. Pięknie napisał pewien młody mąż:

„Wszystko, czym jestem, zawdzięczam swojej żonie”.

Był świadomy tego, że miłość jego dziewczyny czyniła go lepszym, i był jej za to wdzięczny.

Jeśli chodzi o małżeństwo, to filmy w ogromnej większości pokazują nam małżeństwa nieudane, rozbite albo takie, w których doszło do zdrady. Nad tym trzeba się zastanowić. Coś w tym jest.

Czy znasz wiele małżeństw, które się naprawdę kochają? Czy nie znasz małżeństw nieszczęśliwych, a nawet takich, które się rozeszły?

Nie można jednak nie widzieć tego, że są przecież małżeństwa i rodziny dobre, a nawet bardzo dobre. Zdarza się, że żyją w bardzo skromnych warunkach, a jednak panuje w nich radość i szczęście.

Nasuwają się pytania: skoro niepowodzenia w małżeństwie są faktem, to skąd się te trudności biorą? Dlaczego tak się dzieje? Czy tak musiało być? Czyż te małżeństwa nie kochały się szczerze, gdy rozpoczynały wspólne życie? […]

Problem polega na tym, że gdy miłość traktujemy jedynie jako odczucie, to choć łączy ona jakoś kobietę i mężczyznę, to jednak w rzeczywistości zarówno jej, jak i jemu chodzi o samych siebie.

Zajmują ich i pochłaniają własne przeżycia, nadając jakby inną barwę całej rzeczywistości. Uczucia są bowiem silnie przeżywane i życie kogoś ogarniętego taką miłością staje się w gruncie rzeczy jakoś inne.

Jakie jednak miejsce w takim uczuciu zajmuje ta ukochana osoba? […] Traktuje się ją oczywiście jako kogoś ważnego, a nawet bardzo ważnego, lecz tylko dlatego, że jest źródłem odczuć i przeżyć.

Ileż razy dziewczyna i chłopak swoje zbliżenie seksualne traktują jako miłość ze względu na to, że jest ono źródłem przeżyć, na których może im tak bardzo zależeć, że nie dostrzegają, iż chodzi w tym wszystkim o drugiego człowieka, o jego dalszy los, a również los być może poczętego dziecka. Wiele dzieł literackich opisuje takie gorzkie złudzenia!

Czy tego rodzaju miłość może być podstawą trwałej więzi między kobietą i mężczyzną? Przecież zawsze może się znaleźć ktoś inny, kto stanie się źródłem przeżyć jeszcze bardziej interesujących. Taka miłość wykazuje wszystkie cechy postawy mieć.

Niejeden autor książki poświęconej problematyce seksualnej, a przeznaczonej dla młodych mówi o miłości w taki sam sposób, w jaki jest ona przedstawiana w filmach, piosenkach czy popularnych opisach: miłość – to odczucia czy uczucia.

Konsekwentnie też pokazywana jest rzeczywistość płci jako źródło interesujących przeżyć i doznań. Jeżeli odbiorca przyjmuje to bezkrytycznie i daje się zwieść, wpada w pułapkę. Niełatwo mu będzie zbudować dobre małżeństwo.

Na takiej bowiem miłości i na takiej postawie względem spraw seksualnych nie da się zbudować trwałej, dobrej i pogodnej więzi między żoną i mężem, a co za tym idzie – między rodzicami i dziećmi. W takim wypadku są oni zbyt zatroskani o siebie samych. Szukają siebie, podczas gdy prawdziwa miłość, o której pisze św. Paweł:

„[…] nie szuka swego” (1 Kor 13,5).

Zbudowanie trwałej więzi, prowadzenie wspólnego życia w pokoju i radości wymaga miłości innego rodzaju. Takiej mianowicie, która widzi w osobie ukochanej kogoś tak ważnego, że warto całe życie poświęcić, by troszczyć się o jego dobro. O takiej miłości pisze Benedykt XVI, że:

„staje się ona naprawdę odkryciem drugiego człowieka, przezwyciężając charakter egoistyczny, który początkowo był wyraźnie dominujący. Teraz miłość staje się troską człowieka i posługą dla drugiego. Nie szuka już samej siebie, zanurzenia w upojeniu szczęściem; poszukuje dobra osoby ukochanej: staje się wyrzeczeniem, jest gotowa do poświęceń, co więcej, poszukuje ich” (Deus caritas est, 6).

Jest to więc miłość życzliwa i troskliwa o dobro. Wyrywa nas niejako z naszych egoistycznych myśli o sobie samych.

W takiej miłości, jeśli będziesz do niej zdolna, dobro męża będzie cię obchodziło tak bardzo, że gotowa będziesz niejako dać z siebie wszystko, nie myśląc o swojej korzyści. Jak pisze św. Paweł:

„Niech nikt nie szuka własnego dobra, lecz dobra bliźniego” (1 Kor 10,24).

Taka miłość jest źródłem wielkiej radości, która jest czymś dobrym i pięknym. To owoc Ducha Świętego (por. Ga 5,22).

Nigdy jednak szukanie siebie, szukanie swoich odczuć i doznań nie da takiego szczęścia i pokoju sumienia.

Czy dostrzegasz różnicę między tymi dwiema miłościami? Spójrz krytycznie na siebie:

„Czy umiesz kochać?”.

Bądź ostrożna, gdy ktoś mówi ci o swej miłości do ciebie. Bądź jednak jeszcze bardziej ostrożna, gdy sama o niej mówisz.

Znasz zapewne ludzi, którzy się rozwiedli. Czy sądzisz, że nawet po jakimś urządzeniu sobie życia z kimś innym mogą być naprawdę szczęśliwi?

Nowy związek być może będzie trwalszy niż pierwszy, a dzieci zostaną dobrze wychowane. Nie zmienia to jednak faktu, że ci ludzie noszą w sercu trwałą ranę. I nie może być inaczej.

Każdy bowiem, zawierając małżeństwo – i ślubując miłość – pragnie, by tak było zawsze. Tak pisze papież w wielkiej encyklice o miłości:

„Należy do rozwoju miłości, do wyższych jej poziomów, jej wewnętrznych oczyszczeń fakt, że teraz poszukuje ona definitywności, i to w podwójnym znaczeniu: w sensie wyłączności – tylko ta jedyna osoba – i w sensie »na zawsze«.

Miłość obejmuje całość egzystencji w każdym jej wymiarze, także w wymiarze czasu. Nie mogłoby być inaczej, ponieważ jej obietnica ma na celu definitywność: miłość dąży do wieczności” (Deus caritas est, 6).

Tak samo jest z osobami, które zdecydowały się na rozwód. Ludzie ci również, zawierając małżeństwo, byli przekonani, że to, co ich łączy: miłość rozumiana jako odczucie, jest prawdziwą miłością.

Cóż więc się stało? Gdy uczucia zmieniły się lub wyblakły, taka miłość umarła. Nie odnaleźli wewnętrznych motywów do przezwyciężenia trudności pojawiających się we wspólnym życiu.

Życie uczy nas, że miłością nazywają niektórzy takie postawy i zachowania, które nie mają na celu dobra, nie czynią człowieka lepszym. Przecież nie kocha cię ktoś, kto nie chce twojego dobra, nie zamierza cię nauczyć czynienia dobra i nie chce ci w tym pomóc.

To samo dotyczy ciebie i twoich uczuć. Powinnaś sobie zdawać z tego sprawę. Jeżeli należysz do tych, których rodzice się rozwiedli, nie krytykuj ich, a raczej staraj się zrozumieć źródło ich życiowej porażki.

Ciebie ta sytuacja boli, lecz dręczy ona też ich. Myśl o przyszłości. Staraj się tak postępować, by twoje dzieci nie musiały przeżywać czegoś podobnego.

Cóż zatem z uczuciami? Czy należy je potępić? Żadną miarą. Same uczucia nie muszą być wcale złe. Przeciwnie, są one bogactwem naszego życia, nawet jeśli nieraz przeszkadzają nam, gdy nas za bardzo pochłaniają.

Stają się jednak złe, jeżeli dopuścimy do tego, by nas zaślepiły, jeśli na drugiego człowieka będziemy patrzeli tylko jako na interesujące źródło naszych uczuciowych przeżyć, zwłaszcza zaś przeżyć seksualnych.

W tym wypadku drugi człowiek stanie się dla nas pewnego rodzaju zabawką, przedmiotem zaspokajania ciekawości lub namiętności.

Jeżeli dziewczyna i chłopak chodzą ze sobą, to rzecz zrozumiała. Jeśli podobają się sobie, nie ma w tym nic dziwnego. Gdy tęsknią za sobą, chcą się widywać i przebywać ze sobą, i to jest rzecz zwyczajna.

W tej sytuacji otwiera się przed nimi świat wspólnego myślenia, wspólnego dostrzegania tego, co piękne, wspólnego dążenia do dobra, świat wspólnie przeżywanych chwil rozrywki, razem prowadzonych rozmów o wszystkim, co ich interesuje, także o sprawach najważniejszych, wspólnego kształtowania życia w grupie koleżeńskiej. Słowem, staje przed nimi możliwość spotykania się na wielu płaszczyznach życia.

I to już jest inny wymiar miłości: miłość, w której ludzie się rozwijają, rosną, stają się niejako pełniejsi, stają się jakoś bardziej ludźmi. Tę miłość nazywają niektórzy autorzy greckim terminem filia (od czasownika filein – kochać).

Jest to miłość duchowa, „[…] która obejmuje wszystko, w czym widzi wartość… cały świat zewnętrzny, a więc ludzi, przyrodę ożywioną i nieożywioną, nawet martwe przedmioty. Człowiek zostaje pociągnięty przez ich piękno, raduje się z niego…

Filia zwraca się przede wszystkim do osoby, ją widzi i ją obejmuje jako najwyższą wartość i dobro” (S. Moysa, Rozeznanie pojęć eros i filia).

Z chwilą jednak, gdy ktoś przez brak rozwagi sprowadzi swą miłość do szukania przeżyć i doznań seksualnych, stanie się tym, który chce coraz więcej mieć. Zostanie niewolnikiem własnych przeżyć. Zacznie być interesowny. Rozpocznie poszukiwania własnej korzyści.

Dziewczyna po prostu będzie się posługiwała chłopakiem i na odwrót – chłopak dziewczyną – dla zaspokojenia swoich potrzeb. Deklamacje o miłości staną się pustym dźwiękiem.

Warto może powiedzieć jeszcze jedno. Jesteś w okresie rozwoju. Można by sobie wyobrazić ten rozwój jako pewnego rodzaju krzywą wzrostu.

Jeśli się zdarzy, że takie krzywe wzrostu jakiejś dziewczyny i jakiegoś chłopaka spotkają się i przetną, wówczas może się u nich pojawić przeświadczenie, że już teraz wszystko ich łączy, że już są na zawsze dla siebie wzajemnie.

Zwłaszcza dziewczyna liczy na to, że uczucia się nie zmienią. Jednak nie biorą zupełnie pod uwagę tego, że przecież się rozwijają, że ich krzywe rozwoju mogą biec dalej w rozbieżnych kierunkach, oddalając ich od siebie.

Bywa oczywiście, że miłość od pierwszego wejrzenia jest trwała. Niemniej jednak z takiej miłości, z młodzieńczych zakochań i fascynacji najczęściej się po prostu wyrasta. Jest to zjawisko naturalne i zrozumiałe.

Ktoś, kto doradzałby ci szukanie przeżyć seksualnych, gdy takie żywisz uczucia, w imię tego, że twój chłopak tego pragnie, wyrządzałby krzywdę zarówno tobie, jak i jemu. Proponuje ci doraźną przyjemność, nie biorąc zupełnie pod uwagę waszego prawdziwego dobra i waszych przyszłych losów. […]

Jeżeli dla nas prawdziwa miłość to służenie komuś, dawanie z siebie wszystkiego, to mamy na myśli troskę o pełne dobro drugiej osoby. Miłość prawdziwa chce uczynić drugiego człowieka lepszym, jak gdyby większym. Pragnie, by rozjaśnił się on wszystkimi wartościami, które w sobie nosi. Ciekawie to ujmuje seksuolog angielski Oswald Schwarz.

„Miłość – mówi – nie zatrzymuje się »na powierzchni«, sięga serca i otwiera je, ujawniając wszelkie dobro, które w nim jest. Niestety, może umierać albo wtedy, gdy miłość jest zbyt mała, aby tak otworzyć serce drugiej osoby na dobro, albo ta druga osoba tak zamknęła swoje serce, że nasza miłość nie może go otworzyć”.

Czy chłopak, który wykorzystuje uczucia dziewczyny dla swej korzyści – czyni ją lepszą? Jeśli dziewczyna oddaje się chłopakowi, to przecież zezwala na to, że on ją będzie mieć. Czy to go czyni lepszym? Czy jest uczciwy chłopak, który mówiąc o swojej miłości, wykorzystuje twoją słabość?

Pomyśl też jednak o sobie: czy twoje pragnienie bliskości i serdeczności, które przecież działa na chłopaka podniecająco, czyni go lepszym? Jak to będzie potem w małżeństwie, jeśli się nawet pobierzecie?

Jak będziesz się później odnosiła do niego jako do męża? Jak on będzie traktował ciebie jako żonę? Rozumienie miłości jako przeżycia seksualnego kładzie się cieniem na późniejszym życiu małżeńskim, znacząc je cierpieniem trudnym nieraz do udźwignięcia.

Miłość o charakterze płciowym, taka jednak, która ma na celu dobro drugiej osoby, służenie tej osobie dla osiągnięcia dobra wzajemnego i dobra wspólnych dzieci, może być urzeczywistniana tylko przez zawarcie małżeństwa, które dla nas, wierzących, jest związkiem religijnym, jest sakramentem. Dlatego tylko w małżeństwie stosunek płciowy może być wyrazem prawdziwej miłości, łączącej na zawsze osoby, które się sobie wzajemnie i nieodwołalnie oddały i zostały przyjęte.

o. Karol Meissner OSB
Bolesław Suszka

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Kto Tu rządzi ? Jacek PulikowskiPsychologia płciowości - o. Karol Meissner OSB