Dyktatura relatywizmu – cz. 1

W czasie odprawianej 18 kwietnia 2005 r. Mszy św. otwierającej konklawe po śmierci Jana Pawła II kardynał Joseph Ratzinger mówił w homilii o „dyktaturze relatywizmu”, która „niczego nie uznaje za ostateczne i jako jedyną miarę rzeczy pozostawia tylko własne ja i jego zachcianki”.

Z tego konklawe kardynał Ratzinger wyszedł jako papież Benedykt XVI, który w swoim nauczaniu niejednokrotnie zwracał uwagę na szerzący się – zwłaszcza w świecie zachodnim – relatywizm, który pod pretekstem „tolerancji” i „równości” coraz bardziej systematycznie i coraz dotkliwiej dyskryminuje ludzi serio traktujących swoją wiarę chrześcijańską. Mówimy tutaj – co warto podkreślić – o chrześcijanach różnorodnych wyznań (nie tylko o katolikach).

Nowy typ prześladowań

W opublikowanej w 2009 r. encyklice Caritas in veritate Benedykt XVI napisał, że na początku XXI wieku w tzw. rozwiniętych krajach zachodnich mamy do czynienia z „szerzeniem zaprogramowanej obojętności religijnej lub ateizmu praktycznego ze strony wielu krajów” (tamże, 29).

Należy zwrócić uwagę, że papież mówił o celowej działalności (o „szerzeniu”), której celem jest wyrugowanie z szeroko rozumianej sfery publicznej jakiegokolwiek wymiaru ponadnaturalnego (transcendentnego).

Ta akcja jest skorelowana z zakrojonymi na szeroką skalę formami dyskryminacji ludzi wierzących w Chrystusa. Ten temat był niejednokrotnie poruszany przez Benedykta XVI podczas jego apostolskich pielgrzymek do różnych krajów, które z jednej strony szczycą się bardzo rozwiniętym „ustawodawstwem równościowym” i zdecydowanym zwalczaniem „mowy nienawiści”, a z drugiej strony w imię tych samych wartości systematycznie i coraz dotkliwiej prześladują chrześcijan.

Warto również przytoczyć słowa Benedykta XVI, które wypowiedział w 2010 r. podczas swojej pielgrzymki do Wielkiej Brytanii.

Papież zauważył wówczas, iż „są ludzie, którzy domagają się, żeby głos religii zamilkł lub przynajmniej przeniósł się do sfery czysto prywatnej. Inni twierdzą, że należy zaprzestać publicznych obchodów różnych świąt, takich jak Boże Narodzenie – kierując się pozbawionym podstaw przekonaniem, że mogą one w jakiś sposób obrażać wyznawców innych religii lub osoby niewierzące.

Jeszcze inni twierdzą – paradoksalnie uzasadniając to chęcią wyeliminowania dyskryminacji – że należy niekiedy żądać od chrześcijan, pełniących funkcje publiczne, by postępowali wbrew własnemu sumieniu. Te niepokojące sygnały świadczą o nieuznawaniu nie tylko praw ludzi wierzących do wolności sumienia i wolności religijnej, lecz także zasadności roli religii w życiu publicznym”.

Wiara jako coś nienormalnego

Należy podkreślić, że rozpoznając w ten sposób sytuację chrześcijan w „rozwiniętych” krajach zachodnich u progu XXI wieku, Benedykt XVI szedł tropem swojego bezpośredniego poprzednika na Stolicy Piotrowej – św. Jana Pawła II.

W opublikowanej w 2003 r., a więc pod koniec swojego długiego pontyfikatu, adhortacji apostolskiej Ecclesia in Europa Ojciec Święty pisał o nasilających się „próbach nadania Europie oblicza wykluczającego dziedzictwo religijne, a w szczególności głęboką duszę chrześcijańską, przez stanowienie praw dla tworzących ją ludów, w oderwaniu od ich życiodajnego źródła, jakim jest chrześcijaństwo”.

Efekt tych wysiłków był taki, pisał w 2003 r. św. Jan Paweł II, że oceniając kondycję duchową naszego kontynentu na początku XXI wieku, „odnosi się wrażenie, że niewiara jest czymś naturalnym, podczas gdy wiara wymaga uwierzytelnienia społecznego, które nie jest ani oczywiste, ani przewidywalne”.

Oceny formułowane przez św. Jana Pawła II i Benedykta XVI pod adresem coraz dotkliwiej odczuwanej przez chrześcijan „dyktatury relatywizmu” w krajach zachodnich znajdują swoje potwierdzenie w coraz liczniejszych przypadkach wrogości zarówno wobec obecności symboli wiary chrześcijańskiej w sferze publicznej, jak i w prześladowaniu osób, które nie chcą „sprywatyzować” swojej wiary, to znaczy nie godzą się na szerzenie demoralizacji (zwłaszcza młodego pokolenia), czy rozmaitych przejawów „cywilizacji śmierci”, tylko dlatego, że mają one demokratyczną legitymizację.

Jak powstają „straty moralne”

Warto w tym kontekście przypomnieć wydany w 2009 r. wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, wedle którego obecność krzyży w szkolnych klasach we Włoszech „narusza prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami” oraz „narusza wolności religijne uczniów”.

W ten sposób zakończyła się sądowa batalia, jaką w 2002 r. rozpoczęła pewna pochodząca z Finlandii włoska obywatelka, która już wtedy domagała się usunięcia krzyży ze szkoły, do której uczęszczały jej dzieci. Trybunał dodatkowo orzekł wypłatę pięciu tysięcy euro na rzecz powódki za poniesione przez nią przez te wszystkie lata „straty moralne”…

Boże Narodzenie bez Boga

W ostatnich latach jesteśmy również świadkami prawdziwej wojny wypowiedzianej po obu stronach Atlantyku chrześcijańskiemu wymiarowi świąt Bożego Narodzenia, której celem jest zredukowanie upamiętnienia narodzenia Syna Bożego w Betlejem do „Zimowego Święta/Zimowych Wakacji” (Winter Festival/Winter Holiday), których najważniejszą treścią powinno być „świętowanie” w galeriach handlowych, „czczenie” kolejnych obniżek cen i dzielenie się „dobrymi nowinami” o kolejnych promocjach. Byleby nie wspominać Tego, który przyszedł na świat dwa tysiące lat temu w Betlejem…

Kto nie chce uznać tych nowych, zlaicyzowanych świąt, musi liczyć się z konsekwencjami. Tak jak pewien chór szkolny z hrabstwa Essex w Wielkiej Brytanii, który w 2009 r. został wycofany z koncertu pieśni „z okazji święta zimowego” (Corringham Winter Festival), ponieważ jego organizatorzy stwierdzili, że kolędy śpiewane przez nastoletnich chórzystów „są zbyt religijne”, to znaczy wprost odnosiły się one do Jezusa Chrystusa i Maryi…

Czerwony Krzyż bez Chrystusa

Rewolucyjną czujność wobec chrześcijańskiego charakteru świąt Bożego Narodzenia wykazały w tym samym roku (2009) władze brytyjskiego Czerwonego Krzyża, które na czas Bożego Narodzenia nakazały, by we wszystkich podległych im placówkach zniknęły jakiekolwiek emblematy nawiązujące do chrześcijaństwa (w tym słowo „Christmas”).

Uzasadnienie, jakie brytyjski Czerwony Krzyż podał, odnosiło się do „wrażliwości religijnej” mieszkającej na Wyspach społeczności muzułmańskiej, która – jak można domniemywać – czułaby się mocno „obrażona” wizerunkiem Świętej Rodziny w Betlejem…

Rzecznik brytyjskiego Czerwonego Krzyża, tłumacząc wspomnianą decyzję, stwierdzał, że „Czerwony Krzyż jest neutralną organizacją i nie chcemy być kojarzeni z jakąkolwiek partią polityczną lub konkretną filozofią [sic!]. Nie chcemy być postrzegani jako chrześcijańska, muzułmańska czy żydowska organizacja, ponieważ mogłoby to niekorzystnie wpłynąć na naszą zdolność działania w miejscach konfliktów na całym świecie”.

Idąc tropem takiego rozumowania, należałoby zapytać, czy sama nazwa tej charytatywnej organizacji (Czerwony Krzyż) nie niesie ze sobą konotacji uderzających w „uczucia religijne” muzułmanów…

Wrażliwość religijna, o którą trzeba dbać

Troska o „uczucia religijne” jest w ostatnich latach często stosowanym pretekstem, by usprawiedliwiać rugowanie chrześcijańskiej symboliki z ulic i placów europejskich miast.

W 2012 r. zdominowane przez socjalistów władze francuskiego Amiens zadecydowały o zmianie nazwy „Targu Bożonarodzeniowego” na „Targ Zimowy”. Chodziło oczywiście o „troskę o muzułmańską wrażliwość”… W tym samym roku i z takiej samej przyczyny władze Brukseli podjęły decyzję o zastąpieniu choinki bożonarodzeniowej stojącej na miejskim rynku „drzewkiem elektrycznym”.

Nie bagatelizując w niczym przejawów wrogości wobec chrześcijaństwa wielu przedstawicieli społeczności muzułmańskiej w krajach zachodnich, należy jednak zauważyć, że również w wielu przypadkach powoływanie się na „uczucia religijne” wyznawców islamu jest dla wojujących laicyzatorów jedynie pretekstem do realizowania własnej, antychrześcijańskiej agendy programowej.

Preteksty i podwójne standardy

Warto wspomnieć przypadek 55-letniej Nadii Eweidy, pracującej w British Airways na stanowisku odpraw na londyńskim lotnisku Heathrow. W 2006 r. władze brytyjskiego przewoźnika nakazały jej zdjęcie małego krzyżyka, który nosiła na szyi. Gdy kobieta odmówiła, nakazano jej pójść na bezterminowy bezpłatny urlop…

Eweida w jednym z wywiadów prasowych w następujący sposób wyjaśniała swoje postępowanie: „Nie chcę nikomu narzucać swojej wiary, chcę jednak, by była ona szanowana. Każdy powinien mieć prawo do otwartego wyrażania swojej wiary. Robię to w sposób widoczny, ale dyskretny. Czerpię pociechę z noszenia tego krzyżyka.

Muszę go nosić, tak jak nosi się ciepły płaszcz w zimie. To jest jak druga natura. Nawet się nie zastanawiam nad tym. Schowanie go równałoby się powiedzeniu, że wstydzę się swojej wiary. Po prostu chcę być identyfikowana jako chrześcijanka. Zdjęcie krzyżyka byłoby odmową wobec Jezusa, zaprzeczeniem miejsca, jakie zajmuje On w moim życiu”.

Kobieta zwróciła również uwagę na podwójne standardy stosowane przez władze British Airways. Zgodnie z procedurami – jak każdy pracownik tej firmy – Eweida została skierowana na tzw. szkolenie na temat różnorodności (diversity training), podczas którego, jak wspominała w jednym z wywiadów,

„dyskutowaliśmy na temat zastraszania i różnych sposobów niewłaściwego zachowania się, według scenariuszy, w których występowali ludzie różnych religii i różnych kultur. Na przykład proszono nas [pracowników – przyp. G. K.], by rozważyć sposób właściwego zwracania się do mężczyzny w turbanie”.

Na zadane przez N. Eweidę pytanie: a co z „wrażliwością wobec religii chrześcijańskiej”? osoba prowadząca szkolenie stwierdziła, że odbywa się ono „według ustalonego wzoru i nie może obiecać włączenia do niego w przyszłości jakiegokolwiek wątku odnoszącego się do chrześcijaństwa”.

W tym samym czasie, gdy władze British Airways nakazywały swojej pracownicy usunięcie krzyżyka, pracujący w tej samej firmie sikhowie nie mieli żadnych problemów z noszeniem swoich turbanów, które były formą ekspresji ich religijności… Żadnych problemów z noszeniem chust na głowach nie miały również pracownice – muzułmanki, które w ten sam sposób wyrażały swoją wiarę.

Aby poznać cały kontekst tej bulwersującej sprawy, należy przypomnieć, że Nadia Eweida urodziła się w Egipcie. Jej matką była Brytyjka, a ojcem Egipcjanin, wychowany w wierze chrześcijańskiej (denominacji protestanckiej, nie koptyjskiej). W momencie gdy Eweidę spotkały represje z powodu noszenia przez nią małego srebrnego krzyżyka, kobieta pracowała dla British Airways od siedmiu lat. Nikt wcześniej nie zwracał się do niej z tego typu żądaniami.

Co więcej, przed podjęciem zatrudnienia u brytyjskiego przewoźnika N. Eweida pracowała m.in. dla malezyjskich, kuwejckich oraz egipskich linii lotniczych. Nikt z kadry zarządzającej tych należących do muzułmańskich państw linii lotniczych nie żądał od niej zdjęcia krzyżyka…

Kobieta zdecydowała się wejść w spór prawny ze swoim pracodawcą, który ostatecznie jesienią 2006 r. zgodził się tak zmodyfikować narzucany swoim pracownikom dress code (sposób ubierania się w pracy), by można było nosić krzyżyki, ale „nie demonstracyjnie”. Pomogło również oburzenie opinii publicznej na Wyspach i nagłośnienie całej sprawy w miejscowych mediach.

Od tego czasu minęło kilkanaście lat. Ucisk dyktatury relatywizmu pod płaszczykiem „tolerancji” i „równości” wzmógł się do tego stopnia (a jeszcze trzeba uwzględnić indoktrynację pod tytułem „wychowanie do różnorodności” w placówkach edukacyjnych wszystkich szczebli), że dzisiaj trudno by oczekiwać podobnego zachowania ze strony mediów i opinii publicznej.

Święty Jan Paweł II ostrzegał: „Wbrew pozorom praw sumienia trzeba bronić także dzisiaj. Pod hasłami tolerancji, w życiu publicznym i w środkach masowego przekazu szerzy się nieraz wielka, może coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący.

Zauważa się tendencje do spychania ich na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość. Te formy powracającej dyskryminacji budzą niepokój i muszą dawać wiele do myślenia” (Skoczów, 22 maja 1995 r.);

„Wiara i szukanie świętości jest sprawą prywatną tylko w tym sensie, że nikt nie zastąpi człowieka w jego osobistym spotkaniu z Bogiem, że nie da się szukać i znajdować Boga inaczej niż w prawdziwej wewnętrznej wolności. Ale Bóg nam powiada: »Bądźcie świętymi, ponieważ Ja sam jestem święty!« (Kpł 11,44). On chce swoją świętością ogarnąć nie tylko poszczególnego człowieka, ale również całe rodziny i inne ludzkie wspólnoty, również całe narody i społeczeństwa.

Dlatego postulat neutralności światopoglądowej jest słuszny głównie w tym zakresie, że państwo powinno chronić wolność sumienia i wyznania wszystkich swoich obywateli, niezależnie od tego, jaką religię lub światopogląd oni wyznają. Ale postulat, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości, jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego i niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością” (Lubaczów, 3 czerwca 1991 r.).

O wiele więcej znajdziesz w naszym sklepie!

swiadectwo-dziennik-duchowy_550x781antidotum-na-smierc_550x781740-Maly_poradnik_zycia_rodzinnego_aw_550x781