Gdy wokół burza zawołaj: Jezu, ratuj!

Zna go tysiące Polaków. Wielu już doświadczyło jego niezwykłej mocy. Akt zawierzenia Jezu, Ty się tym zajmij powstał 80 lat temu w Neapolu. Dziś znowu sięgamy po tę niezwykłą modlitwę, która pomoże przetrwać nam największe życiowe burze. O jego sile w najnowszej książce „Jezu, ratuj!” pisze Joanna Bątkiewicz-Brożek.

Jak powstał akt „Jezu, Ty się tym zajmij!”?

Była niedziela 6 października 1940 roku. Pięćdziesiąte ósme urodziny Księdza Dolindo Ruotolo. Prawdopodobnie zapadł już wieczór. Kapłan zwykle po zmierzchu siada do korespondencji. Adresatką jego listu, niemal historycznego, jest Elena Montella – duchowa córka mistyka.

Ksiądz Ruotolo nagle czuje przymus zapisania słów „Jezus do duszy”. Tak też Elena zostanie pierwszym odbiorcą potężnej modlitwy. Akt zawierzenia „Jezu, Ty się tym zajmij” nie ujrzy jednak światła dziennego jeszcze przez długie dekady. O jego istnieniu będą wiedzieć wyłącznie Elena Montella oraz najbliższe grono jego córek duchowych.

Treść modlitwy od razu zrobiła na nich wrażenie. Wniosła w serca – jak i dzisiaj ma to miejsce w setkach tysięcy przypadków – pokój. Wnosi go tam, gdzie szaleje huragan wojny, zniszczeń i cierpienia. Jezus przekazuje ten akt w chwili, która w tamtym czasie dla milionów ludzi wydaje się początkiem końca. Apokalipsą XX wieku.

Burze muszą targać sercami i życiem uciekinierów, głodnych, więźniów, żołnierzy, setek ludzi, na oczach których rozstrzeliwani są bliscy, porywane są dzieci, gwałcone kobiety. To dla wielu także czas – dobrze mieć to dziś przed oczyma – odgrodzenia od sakramentów i Eucharystii. Nie ma się co łudzić – świat w takich chwilach też nierzadko wygraża Bogu: a gdzie Ty jesteś? Zapomina o mocy, jaką ma tylko Bóg. Akt zawierzenia Jezu, Ty się tym zajmij! jest jak ostatnia deska ratunku na spienionych falach jeziora Genezaret.

To Jezus chce mówić do Ciebie

Czytając ten akt oddania, dobrze jest mieć też przed oczyma fakt, że jego autorem nie jest ksiądz Dolindo Ruotolo. To są słowa samego Jezusa. To jest zasadnicza różnica. Bo to tak, jakbyśmy mówili, że autorem aktu Jezu, ufam Tobie czy Koronki do Miłosierdzia Bożego jest Faustyna Kowalska, a żeby jeszcze mocniej to zobrazować – modlitwy Ojcze nasz ewangelista Mateusz czy Łukasz. Każde z nich było tylko narzędziem, które wszystko przeniosło na papier. „Dyktował” Jezus.

Często czytelnicy pytają mnie też jak pogodzić akty: „ufam Tobie” i „Ty się tym zajmij”? „Czy to konkurencja. Nie bardzo sobie radziłam z odpowiedzią. Aż problem rozwiązała moja młodsza córka. Wypaliła raz przy niedzielnym obiedzie:

– Mamo, przecież to jest bardzo proste!

– Tak? No to słuchamy cię… – Spojrzałam na nią badawczo.

– Jezu, ufam Tobie, więc Ty się tym zajmij!

„A to spryciara – pomyślałam. – Dwunastoletni teolog w spódnicy!”. Ale proste? Proste! Czy mistyk z Neapolu jest świadomy, że akt zawierzenia, który nanosi na papier jesienią 1940 roku, przyniesie ulgę milionom ludzi na całym świecie i zmieni ich życie? Że stanie się narzędziem do wyciszenia burz i huraganów? Że tym aktem Bóg przypomina zdezorientowanemu człowiekowi o swojej mocy – mocy, której historia trwa, a której działanie opisano na kartach słowa Bożego?

Musisz krzyknąć „ratuj!”

 Ileż to już razy czułeś się jak ta łódka, uderzana falami z bezczelną niemal siłą? Bywa, że kiedy jesteś na samym środku Twojego Jeziora Genezaret, ciosy są tak silne, że chwilami tracisz przytomność, z trudem łapiesz oddech. Że wpadasz w rozpacz i zaczynasz się jej kurczowo trzymać jak jedynej deski ratunku: zostawiła Cię żona, zdradził mąż, może fałszywie Cię o coś oskarża, brat na Ciebie doniósł, ojciec lub matka nie chce Cię widzieć, ktoś inny oszukał, a przez to wpadłeś w długi, straciłeś pracę, ktoś nie chce Ci od lat wybaczyć…

Ksiądz Dolindo pisze: w burzach naszego życia nigdy nie wolno się nam poddawać, skoro jest z nami Jezus. Czasem wydaje się, że On śpi, wszystko wtedy zdaje się stracone. Tak się dzieje, jeśli pokładamy nadzieję w ludziach lub środkach ziemskich.  Tymczasem Jezus widzi. On wie, że apostołowie się boją, że walczą i mają dość. Jezus doskonale wie, co się dzieje, kiedy na Jeziorze Tyberiadzkim (jak nieraz w Twoim sercu i życiu) szaleje wicher. Widzi, że w Kościele i świecie szaleje sztorm.

Co musisz zrobić by Jezus interweniował w Twoim życiu?

Z siłą, pewnością i wiarą z sanktuarium Twojego serca ma się wydostać ta decyzja: „Jezu, ratuj! Jezu, Ty się tym zajmij!”. Ale to, „jak” ma się tym zająć, pozostaw już tylko Jemu. Mistyk z Neapolu pisze: Jeśli śpisz, Panie, to jest to wyłącznie moja wina. Obudź się! O Panie, obudź się w moim sercu! To jest ciekawy szczegół. Przewija się przez chyba wszystkie świadectwa, jakie usłyszałam od osób, których życiowe nawałnice ustały pod wpływem aktu Jezu, Ty się tym zajmij!:

Czu­ łam/czułem się tak, jakby ktoś wkładał rękę do mojego serca”. Bóg ma dostęp do serca. Twojego i mojego. Twoje serce jest jak barka. Jezus chce do niego wejść. Jezusowi jest dobrze w Twoim sercu. Na tyle, że układa się do snu… A kiedy podniosą się fale, On czeka tylko na… decyzję. Na twoje zdecydowane: „Ratuj!”.

Tekst opracowany na podstawie książki „Jezu, ratuj!” Joanny Bątkiewicz-Brożek

Książka objęta jest patronatem medialnym „Miłujcie się!”

Premiera książki: 9 listopada 2020 r., Wydawnictwo Esprit

DOSTĘPNA TUTAJ