Kochając, odkryjesz drogę

Poznała Guida, gdy miała 18 lat. Zaręczyli się po kilku miesiącach, rozpoczynając wspólne rozeznawanie powołania. Dziś Sandra Sabattini – choć trwa jeszcze jej proces beatyfikacyjny – często nazywana jest „świętą narzeczoną”…

Mogę zaświadczyć, że ten czas narzeczeństwa przeżyła nie jako metę, lecz jako początek. Jako czas, w którym osoba wezwana jest, by pytać: Panie, co chcesz, abym czynił?… Nie jako czas wspólnego urządzania się, szukania domu etc. Wychodziła poza pewien standard, którym młodzi w jej wieku kierują się w tych okolicznościach” – wspominał Guido, który poznał Sandrę na spotkaniach Wspólnoty Jana XXIII.

Co stymulowało ją, by wychodzić poza standard? Sekretem była jej relacja z Bogiem, pielęgnowana od najmłodszych lat.

„Dla niej Jezus był rzeczywistą osobą, z którą stale przebywała, od rana do wieczora. Najgłębszym jej pragnieniem było to, by Mu się podobać” – opowiadała jej bliska przyjaciółka.

Fundament

Guido wspominał, że bardzo często rozmawiali ze sobą o relacji z Bogiem i że właśnie to zbliżało ich do siebie coraz bardziej:

„Tym, co sprawiło, że się w niej zakochałem, była jej czystość, która z niej emanowała. Pociągała mnie swoją relacją z Bogiem. Ja, w przeciwieństwie do niej, byłem typem intelektualisty. Dla mnie Bóg był Bogiem dalekim, obiektem strachu, poszukiwania, refleksji. Dla niej był Ojcem, któremu z radością można się powierzyć”.

Jej wujek, proboszcz parafii w Misano, przy której Sandra mieszkała ze swoimi rodzicami i bratem, wiele razy znajdował ją wcześnie rano zanurzoną w modlitwie przed tabernakulum.

„To nie ja szukam Boga, to Bóg szuka mnie” – mawiała.

„Jeśli nie modlę się przynajmniej godzinę dziennie, nie pamiętam nawet, że jestem chrześcijanką. Jeśli chcę poznać głębiej jakąś osobę, muszę z nią przebywać, tak samo jest z Jezusem” – pisała.

Każda chwila była dla niej szansą, darem, dzięki któremu, poprzez tysiące sytuacji, mogła jeszcze bardziej przybliżać się do Niego.

Wspólna podróż

Doświadczać Boga, ale i dzielić owoce tej bliskości z Bogiem i pomóc innym jej doświadczać – oto, czego pragnęła Sandra. Któregoś razu napisała na małym pudełku czekoladek, które podarowała Guidowi:

Człowiek w rzeczywistości jest skromną istotą i staje się wielkim tylko wtedy, gdy rezygnuje ze swoich ambicji i staje się jedno z Bogiem. Kropla oddzielona od oceanu do niczego się nie przydaje, lecz pozostając w oceanie, unosi ciężar statku. Musimy walczyć, dopóki nasz egoizm nie zostanie unicestwiony i zjednoczymy się w miłości z Bogiem. Musimy każdego dnia stawać przed Nim z pustymi rękoma, jak żebracy”.

W głąb

Sandra poznała Wspólnotę Jana XXIII, gdy miała 12 lat. Kiedy wróciła ze zorganizowanych przez to stowarzyszenie wakacji – wymagających od niej fizycznego trudu, ponieważ uczestniczyły w nich również osoby na wózkach, którym pomagała – powiedziała swej mamie

„Prawie połamałam sobie ręce, ale to ludzie, których nigdy już nie opuszczę”…

Odkryła Chrystusa ubogiego.

„Jezusa Sługę, który cierpi, by odkupić grzechy świata. Który przestaje z ubogimi i umiera śmiercią zarezerwowaną dla potępieńców poza murami miasta. Jezusa, który w wolności wybiera to, co my bylibyśmy zmuszeni znosić. Jezusa identyfikującego się z tymi wszystkimi naszymi braćmi, którzy mają jakiekolwiek potrzeby” (ks. Oreste Benzi, założyciel wspólnoty).

Z czasem Sandra postanowiła naśladować styl życia Jezusa: dzieląc swe życie z ostatnimi, by świadczyć, że Bóg istnieje i że jest miłością, wybierając w wolności to, co ubodzy są zmuszeni znosić, mając tylko jeden przywilej: modlitwę i kontemplację, które pozwalają pogłębić relację dzieci z Ojcem i żyjąc w realnej jedności z Bogiem, ponieważ tylko ten potrafi całkowicie oddać się ubogim, kto potrafi całkowicie oddać się Jezusowi. Tak pisała o swoim wyborze:

„Czego chcę od swojego życia? Albo raczej czego chcesz Ty? Teraz mogę powiedzieć tylko tyle: wybieram Ciebie. Wierzę, że mój wybór z czasem się utwierdzi. […] W tej chwili czuję radość, ogromną chęć kroczenia tą drogą, lecz kiedy przeminie początkowy entuzjazm, będzie naprawdę trudno. I dlatego konieczna jest modlitwa, ponieważ tylko wtedy, gdy moja wiara będzie prawdziwa, dam radę wypełnić to, czego ode mnie pragniesz; to, do czego mnie powołałeś”.

Strategia

Wybór, którego dokonała, krok po kroku zaprowadził ją do odnalezienia tak upragnionej, w doświadczeniu wewnętrznej pustki, odpowiedzi. Odtąd dzieliła wszystko, co miała, z potrzebującymi. Podarowała swoje talenty, rzeczy materialne i swój czas osobom niepełnosprawnym, a także uzależnionym w resocjalizacyjnej wspólnocie terapeutycznej.

„Przebywać razem z nimi oznacza pójść za Jezusem, zostawiając wszystko: moje wygodne życie, moje ambicje, moją samowystarczalność”.

Formacja we wspólnocie była dla niej przede wszystkim czasem wzrastania, zarówno przez podarowanie się innym, jak i przez podjęcie intensywnej pracy nad sobą:

„W ostatnim czasie, pomimo mojej słabości, próbowałam przekładać na praktykę to, co zrozumiałam, oraz to, co podpowiadało mi moje sumienie. Nie robiłam niczego wyjątkowego, ale próbowałam wykonać najlepiej, jak potrafię, zwykłe codzienne czynności. Modliłam się lepiej niż zazwyczaj i pomimo wielu moich ograniczeń udało mi się być bardziej uważną na potrzeby innych.

Próbowałam w każdej sytuacji pamiętać o pokorze i dyspozycyjności. […] I chociaż to, co mi się udało, jest ziarnkiem piasku, czułam, że rodzi we mnie głęboki pokój. Przebywanie z Chrystusem ubogim przywraca mi radość życia. W odróżnieniu od tego, co czułam dawniej, doświadczam, że żadne moje działanie nie jest bezużyteczne, [przeciwnie] wszystko, co robię, ma swój sens, jasno określony cel”.

Czynić Bożą wolę

W tym czasie Sandra skończyła liceum i stanęła przed pewnym dylematem. Ksiądz Oreste tak o nim opowiadał:

„Z jednej strony pragnęła podarować się natychmiast i całkowicie ubogim, dzieląc bezpośrednio ich życie, z drugiej strony niektórzy radzili jej ukończyć studia, zanim podaruje się ubogim i misjom. Ona, wierna drodze, którą podjęła we Wspólnocie Jana XXIII, poprosiła mnie o radę, a ja potwierdziłem jej, by studiowała. Była szczęśliwa, nie tyle dlatego, że miała podjąć studia na medycynie, lecz z pewności, że czyni Bożą wolę”.

Pisała: „Sandra, kochaj każdą rzecz, którą robisz! Kochaj dogłębnie minuty, które dane ci jest przeżyć. Szanuj chwilę obecną, jakakolwiek by była, by nigdy nie stracić okazji”.

Część większego projektu

Sandra potrafiła wygospodarować momenty zarówno na modlitwę, jak i na przebywanie z ubogimi, dla rodziny i na naukę. Jak wspominał Guido, w każdym wolnym czasie wyciągała z torby książkę lub brewiarz, które zawsze miała przy sobie, by nie stracić ani minuty. Na studiach otrzymywała najwyższe oceny. Miała czas również na spotkania ze swoim narzeczonym.

Guido podkreślał, że ich „narzeczeństwo nie było przeżywane w zamknięciu. Było otwarte na innych, na wyższe cele”.

Ksiądz Oreste tymi słowami opisywał ich związek: „Narzeczeni tak, jakby nimi nie byli według kryteriów świata. W czasie wolnym od nauki byli widziani wśród potrzebujących braci. Ten sposób życia umacniał i pogłębiał ich relację”.

„Czas naszego narzeczeństwa nie był tylko [czasem] zwykłej ludzkiej radości, lecz radości, która wynikała z faktu, że ta relacja jest częścią większego projektu” – wyjaśniał Guido.

Sandra pisała: „To, czego doświadczam, będąc dyspozycyjna wobec innych i próbując ich kochać, jest dokładnie tym, co czuję również wobec Guida; te dwie rzeczywistości przenikają się, są na tym samym poziomie, nawet jeśli są zupełnie różne. […] To uczucie staje się coraz pewniejsze, dzięki, Panie!”.

Kluczowe pytanie

W dzienniczku, sporządzonym z notatek, które Sandra zapisywała w swoich zeszytach czy w kalendarzach, znajduje się następujący fragment ilustrujący jej duchowe zmagania:

„Pomóż mi być szczerą, czystego serca wobec braci, którzy dzielą ze mną swoje życie. […] Chcę rozliczyć się z moim wszechobecnym egoizmem i moją obojętnością. Toczę przeciw nim niemiłosierną walkę. Zanim cokolwiek robię, zadaję sobie pytanie: dla kogo to robię? Dla mnie samej czy dla innych? […] Być czystą oznacza czynić wszystko ze względu na innych, czyli dla Ciebie, a nie ze względu na moją pychę i moją marność”.

Gdy Bóg wypełnia wszystko

Nowy styl życia pozwalał jej odkryć sekrety wyjawione temu, kto ryzykuje i wprowadza w życie słowa Ewangelii.

Pisała: „Tego, co mi dałeś – miłości, rodziny, przyjaciół, mych rąk i nóg – nie mogę zatrzymać tylko dla siebie, by służyły wyłącznie mnie samej. Tylko wtedy, gdy daję je do dyspozycji drugim, spełniają cel, w jakim mi je podarowałeś. […] Teraz wiem, co prowadzi do szczęścia: miłość bliźniego i podarowanie się całkowicie innym. […] Moją radością jest być z Tobą, być z Tobą w moich braciach, z Tobą w ubogich. […]

Kiedy udaje mi się kochać naprawdę, przez ułamek sekundy czuję, że Bóg wypełnia wszystko i wszystkich. […] Panie, dziękuję Ci, że nie zraziłeś się moimi ograniczeniami i miałeś cierpliwość, by być obok mnie. Dziękuję Ci, że mnie kochasz. Tej radości, którą czuję wewnątrz siebie, nie da się porównać z żadną inną. To radość tego, kto wie, że nigdy nie będzie sam”.

Marzenie

Marzeniem Sandry, które Guido podzielał i które po ślubie oboje zamierzali zrealizować, były misje w Afryce. Sandra chciała być „instrumentem Bożej miłości”, by zanieść Ją tam, gdzie Jej brak. Być ewangelicznym zaczynem w środowisku, gdzie brakuje chrześcijan.

Pisała: „Chciałabym biec z jednego kontynentu na drugi, by głosić wszystkim Jezusa. Chciałabym wyrównać wszystkie nierówności, zwyciężyć każdą nienawiść, uciszyć każdą wojnę. […] Utopia? Tak, ale i nadzieja, która może zrealizować się tylko wtedy, gdy będziemy umieli – chociażby tylko w jednym procencie – miłować się taką miłością, którą Ty, Panie, nas umiłowałeś”.

Rankiem 28 kwietnia 1984 r. Sandra wraz z Guidem i innym kolegą pojechała na trzydniowe rekolekcje. Zaraz po wyjściu z samochodu została potrącona przez jadące z naprzeciwka auto. Nie odzyskała już przytomności… Odeszła cztery dni później.

Kilka dni przed wypadkiem zapisała słowa: „Nie ma niczego na świecie, co byłoby twoje. Sandra, pamiętaj o tym. Wszystko jest darem. Dawca może zainterweniować, jak i kiedy chce. Dbaj o dany ci podarunek i uczyń go jeszcze piękniejszym, by stał się diamentem, gdy nadejdzie twoja godzina”…

Cudowne uzdrowienie

10 lat temu u Stefana Vitalego, sekretarza ks. Oreste Benzego, zdiagnozowano raka jelit. Lekarze pozostawiali mu od 6 do 12 miesięcy życia. Pacjenta skierowano na operację. W wieczór przed zabiegiem chorego odwiedził w szpitalu ks. Oreste, który zapewnił go, że powierzył wszystko wstawiennictwu Sandry i że poprosił całą wspólnotę o modlitwę. Po operacji i trzymiesięcznym leczeniu organizm Stefana nie nosił jakichkolwiek znamion przebytej choroby.

„Z punktu widzenia klinicznego nowotwór zniknął” – mówił lekarz Vitalego, który w swej wieloletniej karierze medycznej po raz pierwszy spotkał się z takim przypadkiem całkowitego cofnięcia się choroby.

Uzdrowienie Stefana Vitalego badane jest obecnie przez watykańską komisję medyczną. Jeśli zostanie uznane, stanie się podstawą beatyfikacji Sandry, której papież Franciszek 6 marca 2018 r. nadał tytuł czcigodnej służebnicy Bożej.

Kochając, odnajdziesz pokój

„Prawda jest taka, że w naszej wierze musimy nauczyć się oczekiwać Boga. I to wcale nie jest mały wysiłek dla duszy. To »oczekiwanie«, to »nieukładanie swoich planów«, to »odczytywanie nieba«, to »czynienie pustki« jest naszym fascynującym zadaniem. Potem przyjdzie także »godzina powołania« i bylibyśmy ślepi, myśląc wtedy, że to my jesteśmy autorami tych niesamowitych rzeczy. Niesamowity jest Bóg, który posługuje się nami, tak słabymi i ubogimi. Miłość jest syntezą kontemplacji i akcji, jest nicią wiążącą niebo z ziemią i człowieka z Bogiem. Kochając, odkryjesz twoją drogę; kochając, usłyszysz Głos, kochając, odnajdziesz pokój”.

O wiele więcej znajdziesz w naszym sklepie!

od-jarmulki-do-krzyza_550x781slowo-pouczenia-v2_550x781Z002-komplet-a-lenczewska-slowo-pouczenia-swiadectwo