Rodzina Zobacz

Kryzysy małżeńskie – fałszywa koncepcja małżeństwa

Lut 10, 2020 Jacek Pulikowski

Marzenie, wizja i tęsknota są motorami aktywności człowieka. Gdy człowiek prawdziwie czegoś pragnie, nie straszny mu trud wysiłku, by to marzenie spełnić. Problem zaczyna się wtedy, gdy pragniemy czegoś, co wcale nie jest dla nas dobre czy jest wręcz niszczące. Wówczas, nie szczędząc sił i środków, konsekwentnie zmierzamy do… niszczenia samych siebie.

Sposoby niszczenia człowieka

Świat generuje wiele pragnień. W szczególności wmawia człowiekowi, że jak się wyzwoli z przykazań Bożych, to będzie wolny i szczęśliwy. Przesadzam?

A kto, zamiast czci dla rodziców i przykazania „Nie zabijaj!” razem wziętych, wymyślił eutanazję, nazywając ją „dobrą śmiercią”, głosząc przy tym, że jest to postęp ludzkości, a wszystkich przeciwników odsyłając do ciemnogrodu?

Kto z mordowania dzieci, ukrytego pod nazwą „aborcja”, próbuje uczynić prawo człowieka?

Kto, odrzucając przykazanie „Nie cudzołóż!”, zachęca wszelkimi sposobami do nieczystości przedmałżeńskiej, do „wolnych związków”, do zdrad małżeńskich? Kto legalizuje i chroni prostytucję oraz pornografię? Kto głosi pochwałę samogwałtu? Kto żąda specjalnych praw dla pogubionych ludzi o orientacji homoseksualnej? Kto planowo demoralizuje nasze dzieci, wprowadzając programową seksualizację w szkołach i… przedszkolach?

Kto nieustannie kłamie, bezczelnie zarzucając kłamstwo swoim przeciwnikom? Kto prowadzi całe kampanie zachęcające do pożądania rzeczy i… ludzi? To zły duch, który posługuje się ludźmi i wykorzystuje najnowocześniejsze środki przekazu.

Tak, propaganda tego świata stała się całkowicie sprzeczna z przykazaniami Bożymi. Tym samym wzywa ona człowieka do działań sprzecznych z jego własną naturą, do działań wynaturzonych, pociągających człowieka dokładnie w przeciwną stronę do tej, w której leży jego szczęście.

Szczęście człowieka płynie z bycia sobą w możliwie najczystszy sposób. Bycie sobą określają przykazania miłującego Stwórcy. Nie są one niczym innym, jak tylko drogowskazem najprostszej drogi do pełni szczęścia na ziemi i… w niebie.

Czy zły duch rzeczywiście święci triumfy? A czym przykładowo były marsze na czarno ubranych kobiet, nierzadko z małymi dziećmi, tak naprawdę żądających nieograniczonego prawa do zabijania swoich dzieci, zanim się urodzą?

Najbardziej bezpiecznym miejscem na świecie w zamyśle Stwórcy miało być łono matki. Dziecko otoczone jest dosłownie ciałem swej mamy, niejednokrotnie gotowej bronić go nawet za cenę własnego życia. I dziś ta mama żąda prawa do zabijania swojego bezbronnego, powierzonego jej opiece, dziecka…

Tymczasem naturalny obrońca dziecka – jego ojciec – czasem nawet nie wie o istnieniu dziecka, a czasem sam wydaje na nie wyrok śmierci. Gdyby ojciec poczętego dziecka wziął je w obronę, wówczas żadna kobieta na świecie nie zabiłaby dziecka w swoim łonie!

Trudno o większe zagubienie i wynaturzenie… Pewnie większość kobiet uczestniczących w takim marszu była oszukana i zmanipulowana, ale jednak dała się oszukać!

Zafałszowana koncepcja życia małżeńskiego

Podobnie jest z wizją małżeństwa. Wiele jest osób, które już na starcie snują złe, niszczące je plany. Te osoby też są oszukane – tysiące młodych, żyjących bez ślubu, nie dających sobie nawzajem żadnych gwarancji, a więc rezygnujących z tak potrzebnego (zwłaszcza kobiecie) poczucia bezpieczeństwa.

Wielu już na początku dopuszcza myśl o rozwodzie, o zdradzie swojej lub współmałżonka, nie planuje prawdziwej wspólnoty, wprowadzając rozdzielność majątkową.

Jakie jednak fałszywe wizje są dla zakładanego małżeństwa najsmutniejsze i najtragiczniejsze w skutkach?

Jako pierwszą wymieniłbym egoistyczną (często nie uświadamianą) wizję wygodnego urządzenia się kosztem współmałżonka. Wystarczy, że jedno ma taką destrukcyjną wizję, by od początku skutecznie niszczyć związek. A co dopiero, gdy oboje tak do małżeństwa podchodzą.

Druga niezwykle niszcząca wizja (występująca po stronie mężczyzn) to zamiar niczym nieograniczonej seksualnej eksploatacji współmałżonki, nierzadko połączony z odrzuceniem rodzicielstwa i narzuceniem antykoncepcji. Bywa, że wizja ta podbudowywana jest wyrwanymi z kontekstu słowami z Pisma Świętego, np.:

„Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona” (1 Kor 7,4).

Kolejny pomysł to „niewinne” flirty przez internet. Już przed ślubem jest to niemądre i szkodliwe, natomiast po ślubie jest karygodne i niedopuszczalne.

Za dużo widziałem tragedii małżeńskich zaczynających się od niewinnych flirtów, by stanowczo nie przestrzegać przed tym wszystkich, którzy zachowali choćby odrobinę zdrowego rozsądku.

Nierzadko się zdarza, że małżonkowie po ślubie zamierzają żyć każdy swoim odrębnym życiem, mają zamiar zachować dla siebie swoje towarzystwo i w niczym nie zmieniać swego dotychczasowego stylu życia, czyli pozostać „wolnym”.

Czasem oboje dają sobie nawzajem prawo do „swojego” życia. Czasem nawet oboje przyzwalają na… kochanków! Ba, aranżują zdrady! Za zgodą wszystkich, dla zabawy wymieniają się małżonkami w łóżkach czy zabawiają się seksualnie we czworo. Uważają się za nowoczesnych i niepruderyjnych…

Wreszcie istnieje jeszcze inna, bardzo powszechna wizja źle rozumianego „partnerstwa”. Niestety, nie chodzi tu o wspólnotę równych sobie ludzi, w którą każdy inwestuje swoje talenty i predyspozycje, ale w której „równość” polega na identyczności, na dzieleniu obowiązków według zasady „raz ty, raz ja”. Nie jest to ani mądre, ani pożyteczne. Niech lepiej tradycyjnie mąż rąbie drewno, a żona niech karmi piersią.

Bywa, że małżonkowie mają sprzeczne, niemożliwe do pogodzenia ze sobą wizje funkcjonowania w codzienności małżeńskiej. Przykładowo: każdy chciałby mieszkać blisko swoich rodziców (albo nawet razem z nimi – co samo w sobie nie jest dobrym pomysłem); jedno planuje jedynaka, drugie drużynę piłki nożnej; jedno nie wyobraża sobie życia poza dużym miastem, a drugie za nic nie wyprowadzi się ze wsi; jedno chce prowadzić bogate życie towarzyskie, a drugie chce siedzieć w domu; jedno chce spędzać wakacje w błogim lenistwie na plaży, a drugie, aktywnie chodząc po górach… Można by tak wymieniać w nieskończoność.

Oczywiście to wszystko powinno być omówione przed ślubem i w razie potrzeby poddane twardym negocjacjom. Unikanie drażliwych tematów, by nie psuć miłej atmosfery, nie jest dobrym pomysłem. Uzyskany w ten sposób święty spokój i błoga nieświadomość przed ślubem stokrotnie się nie opłacają, bo owocują wielkimi trudnościami po ślubie.

Te negocjacje są nauką potrzebnych ustępstw i rezygnacji ze „swojego”, uczą pokonywać egoizm. Właśnie rezygnacja ze „swojego” i dostosowywanie się do współmałżonka jest podstawą budowania więzów miłości. Przy okazji każda mądra rezygnacja „z siebie” owocuje rozwojem osoby i jej zdolności do ofiarnej miłości, a ta jest podstawą szczęścia.

Problem odmiennego patrzenia na codzienność i istnienia własnych przyzwyczajeń (mówi się, że są one drugą naturą) narasta z wiekiem. „Stara” panna i „stary” kawaler mają zazwyczaj więcej przyzwyczajeń i są mniej elastyczni od młodszych osób w podejściu do koniecznych zmian w funkcjonowaniu przy zawieraniu małżeństwa.

Tak więc moda na długoletnie „chodzenie” i odwlekanie zawierania małżeństwa (nieraz przez długie lata, mimo podjętej już decyzji!) jest kiepskim, szkodzącym dobru przyszłego małżeństwa pomysłem.

Oczywiście nastolatki mogą poczekać spokojnie kilka lat do ślubu, lecz na przykład zdecydowani na małżeństwo 35-latkowie powinni pobierać się jak najszybciej i m.in. ze względów zdrowotnych czym prędzej decydować się na pierwsze dziecko.

Dobre marzenia o małżeństwie

Jakie marzenia o małżeństwie skutecznie chronią przed tak licznymi niebezpieczeństwami płynącymi z bezbożnego i wynaturzonego świata?

Kiedy dwoje ludzi marzy o małżeństwie zbudowanym na fundamencie dziesięciu przykazań Bożych i jest zdolnych do wypełnienia tych marzeń, to są oni całkowicie bezpieczni.

Wydaje się, że choć podejście do czystości przedmałżeńskiej i małżeńskiej zawsze było ważne, to dziś nabiera ono fundamentalnego znaczenia. Wynika to z szerzącej się deprawacji seksualnej i wręcz mody na rozwiązłość.

Przyjrzyjmy się, co Kościół katolicki mówi o miłości małżeńskiej. W encyklice Humanae vitae (1968 r.) czytamy, że miłość małżeńska powinna być ludzka, pełna, wierna i wyłączna oraz płodna. Ludzka – czyli ma obejmować całego człowieka: zarówno jego ciało, jak i wymiar psychiczny i duchowy.

Miłosna więź małżeńska ma obejmować całą osobę zarówno męża, jak i żony. Nie samo ciało, ale też nie wyłącznie ducha. Jan Paweł II wręcz powiedział, że:

„Celem małżeństwa jest wspólna droga do świętości przez budowę komunii osób na wzór komunii Osób Boskich”.

Słowa: „jedność”, „miłość” zastąpił słowem „komunia”, wcześniej zarezerwowanym wyłącznie dla Najświętszego Sakramentu i Eucharystii. Tym samym podkreślił świętość miłości małżeńskiej.

Miłość pełna znaczy, że ma ona obejmować całą rzeczywistość małżeńską, bez żadnych egoistycznych rachub i wyjątków. Wszystko wspólne: łoże i stół, pieniądze i rozrywki, praca i odpoczynek, codzienność i świętowanie. Kłopoty dzielone na dwoje, a radości mnożone przez dwa.

Miłość wierna nie jest idealistycznym wymysłem, lecz realną koniecznością ze względu na szczęście małżeńskie. Wierność musi być jednoznaczna i radykalna właśnie dziś, kiedy została tak bardzo nadwyrężona. Patrzenie na wierność powinno być jasne i bezkompromisowe – do końca życia takie, jakie małżonkowie mieli w chwili składania przysięgi małżeńskiej.

Czy zachowałbyś się tak samo, gdyby żona była obok ciebie? Jeśli tak – jesteś wierny. Jeśli nie – to już jesteś niewierny, choćby to była tylko „niewinna” zdrada psychiczna.

Wreszcie miłość jest płodna, czyli powinna być nastawiona na zrodzenie i wychowanie potomstwa, przy czym decyzja o poczęciu kolejnych dzieci winna być roztropna i wielkoduszna. Dziś w tej dziedzinie małżeństwom brakuje znacznie bardziej wielkoduszności niż roztropności.

By móc w ogóle uczciwie planować poczęcia swoich dzieci (lub odkładać poczęcie z ważnych powodów), trzeba poznać naturę własnej płodności i umieć dopasować zbliżenia małżeńskie do aktualnych planów prokreacyjnych. Zresztą, umiejętność odłożenia współżycia jest konieczna dla każdego małżeństwa (również do zachowania wierności).

Zaangażowanie rozumu i woli w realizację planów prokreacyjnych jest dla samych małżonków ważnym elementem ich wzrostu ku pełnej wolności i szczęściu.

Wolność człowieka jest zdolnością podporządkowania wszystkich decyzji życiowych rozumowi i woli. I to bez względu na skutki. W wyjątkowych wypadkach nawet za cenę życia. Wolność doskonała, oparta na prawdziwej (Bożej) hierarchii wartości, jest świętością!

Dwoje świętych małżonków może stworzyć prawdziwie miłosną, świętą komunię osób. To najwyższe (zaraz po relacji miłości z Bogiem) źródła szczęścia człowieka na ziemi.

Problem w tym, że w poszukiwaniu szczęścia w tym skażonym bezbożnością i wynaturzeniami świecie wielu nigdy nie zamarzyło nawet ani o własnej świętości, ani o zbudowaniu świętej komunii małżeńskiej. Szukają szczęścia tam, gdzie go nie ma.

Gdybyśmy dołożyli do powyższego miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz wolę wytrwania do śmierci, które małżonkowie ślubują sobie, wypowiadając słowa roty przysięgi małżeńskiej, to mamy najpiękniejszą wizję małżeństwa. Powinna ona być przedmiotem marzeń, ale też podstawą planu działań wszystkich mądrych (nie tylko wierzących) małżeństw.

Konkretne postanowienia

Plan zmiany swojego życia nie powinien pozostać pięknym (zwykle nierealnym) pragnieniem typu: od jutra wszystko zmienię w swoim życiu, będę lepszym i bardziej wierzącym człowiekiem, mężem, ojcem czy żoną, matką.

Mądry plan powinien być przełożony na konkretne czyny. Jeżeli chcesz być lepszym człowiekiem, wymyśl konkretny czyn, który wprowadzisz w życie. Czyn, którego dotychczas nie wypełniałeś, a wiesz, że jest dobry, choć nie masz ochoty na jego wykonanie.

Dobrze jest nałożyć sobie egzekwowalną przez siebie samego karę za zaniedbanie zaplanowanego czynu. To ułatwia konsekwentne wypełnianie planu. Przypilnowanie wypełnienia tego czynu spowoduje, że ten zewnętrzny czyn się „uwewnętrzni” i przemieni „sprawcę czynu” (por. Karol Wojtyła, Osoba i czyn).

Podobnie, chcąc zmienić relację z Bogiem, zaplanuj konkretny czas, który dla Niego poświęcisz, i mądrze go zagospodaruj (1% czasu daje 14 minut i 24 sekundy na dobę). Jeżeli chcesz naprawiać relację małżeńską (a pragnąc własnego szczęścia, powinieneś marzyć o tym całym sobą), to przeznacz na to konkretny czas i… pieniądze. Ta inwestycja opłaci się stokrotnie.

Opłaci się małżonkom, ich dzieciom, bliskim i w ogóle całemu światu. Wszak „przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę”, a przyszłość rodziny zależy od trwałości i jakości więzi małżeńskiej oraz od dzietności małżeństw.

Marząc o Bożej wizji małżeństwa i dodatkowo korzystając na co dzień z łaski sakramentu małżeństwa, ze wszystkich dostępnych łask sakramentalnych i oczywiście uczciwie pracując nad sobą i nad relacją z Bogiem oraz nad relacją małżeńską, mamy największe szanse na osiągnięcie pełni szczęścia w życiu już tu na ziemi i w wieczności.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Modlitwnik dla małżonków i rodziców	s. Maria KwiekDuchowa Pedagogia Miłości. ks. Jan KochelMały poradnik życia rodzinnego