List do chłopców

Kochani Bracia!
Czasami z pewnością się zastanawiasz, jaka będzie Twoja przyszłość. Chciałbyś skończyć szkołę, może studia, znaleźć mieszkanie, ożenić się, założyć rodzinę, odnieść jakiś sukces… I to wszystko ma służyć Twojemu szczęściu. Bo chciałbyś być szczęśliwy. Tak prawdziwie! A nie tylko robić dobrą minę do złej gry. Każdy chce być szczęśliwy… Ale nie każdy jest! Myślisz, że Ty na pewno będziesz? Na pewno? Czujesz się bezpieczny? Bardzo bym chciał, żeby tak było. Ale widzę też zagrożenie dla Twojego szczęścia… Od czego ono zależy?

Jak będziesz miał znakomitą posadę, dużo pieniędzy, seksowną żonę, willę i mercedesa, to będziesz szczęśliwy? Może i tak. A może i nie.

A może ktoś być na przykład listonoszem, zarabiać 1200 zł, nie mieć ani superszybkiego internetu, ani najnowszego smartfona, jeździć autobusem albo rowerem, mieć pięcioro dzieci, a żonę nie tyle seksowną, ile dobrą i mądrą, i być najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Prawda? Prawda!

Szczęście nie zależy przede wszystkim od tego, ile będziesz miał pieniędzy, przyjemności, władzy, tytułów itd., itd. Możesz dużo „mieć” i być bardzo nieszczęśliwy, możesz mało „mieć” i być bardzo szczęśliwy.

Masz jakąś konkretną receptę na szczęście? Nie zastanawiałeś się? Masz ważny cel. Musisz się także zastanowić, jak go osiągnąć, i dążyć do jego osiągnięcia. Sensowne?

Jesteś ochrzczony, bierzmowany, wierzący. Wierzysz więc w to, co mówi Pismo Święte? Wierzysz! A mówi tak:

„Znajdzie szczęście – kto zważa na przykazania, kto zaufał Panu – szczęśliwy” (Prz 16,20).

„…szczęśliwi, co dróg mych strzegą” (Prz 8,32);

„Szczęśliwy mąż, który nie idzie za radą występnych, nie wchodzi na drogę grzeszników (…), lecz ma upodobanie w Prawie Pana” (Ps 1,1-2).

Tylko Bóg jest źródłem, Dawcą szczęścia. Tego prawdziwego! Bo są różne szczęścia, prawda?

Pamiętasz przypowieść o dobrym Ojcu i synu marnotrawnym z Ewangelii wg św. Łukasza (15,11-32). Pewien człowiek miał dwóch synów. Żyli razem dostatnio, spokojnie, szczęśliwie. Pewnego dnia młodszy syn postanowił zabrać swoją część majątku i wyjechać w dalekie strony.

Może ktoś podsunął mu tę myśl: „Sam przecież wiesz, co jest dla Ciebie dobre. Tu jest tak nudno, tam jest dopiero życie”.

I właśnie „tam” roztrwonił swój majątek („z nierządnicami” – jak powiedział jego brat). Zaczął cierpieć niedostatek. Najął się do pasania świń i nawet gotów był jeść to, co one…

Pewnego dnia się zastanowił. Przypomniał sobie pokój, dostatek, bezpieczeństwo, miłość rodzinnego domu. Postanowił wrócić i przeprosić Ojca.

Pewien obraz uniwersalny, zawsze aktualny. Może się odnosić do każdego. Ojcem jest Bóg. Jego dziećmi – my. Młodzi posiadają pewien majątek. Mam na myśli duchowy majątek. Prawdziwe skarby: idealizm, optymizm, odwagę, bezinteresowność, umiłowanie dobra, tęsknotę za wielkimi wartościami, chęć poszukiwania prawdy. To wszystko przecież pochodzi od Boga. To jakaś część Bożego majątku otrzymana na chrzcie i pomnażana w Eucharystii.

Może ktoś jednak odejść od Ojca i roztrwonić ten majątek. Utracić optymizm, utracić umiłowanie prawdy i dobra, utracić ideały i pragnienie ich osiągnięcia. Utracić pokój, radość, wiarę i miłość. Co wtedy pozostaje? Duchowa nędza. Tę nędzę ilustruje obraz pasania świń i chęć jadania z nimi. To obraz stanu duszy, w jakim każdy może się znaleźć.

Wielu młodych, niestety, znajduje się na etapie trwonienia majątku duchowego, który dał im Bóg. Najczęściej zostali skuszeni jakąś propagandą złych ludzi. Na razie jest jeszcze wesoło, można się bawić, jeszcze konto duże. Ale się nie powiększa. Mogłoby się powiększać! Pomniejsza się zaś, powoli, powoli…

Przypowieść kończy się „happy endem”. Syn powrócił do Ojca, który go z radością przyjął. Nie było to z pewnością łatwe. Sama decyzja powrotu nie była łatwa, a potem jeszcze droga daleka, trudna, bo człowiek rozbity, słaby, wycieńczony… Wszystko dobre, co się dobrze kończy.

Pan Bóg ma bardzo wielu synów. Nie jeden odchodzi – wielu. Nie dla wszystkich jednak to odejście, jak widzimy z własnych obserwacji, kończy się tak szczęśliwie…

Niektórzy odchodzą, trwonią majątek, ale nie wracają (choć mogliby to zawsze zrobić). Wstydzą się przyznać do swojej porażki? Może przyzwyczaili się po prostu do pasania świń i jadania z nimi i teraz nawet chwalą sobie ten „styl życia”.

„Ależ tak jest nam dobrze” – mówią. Nie chcą nigdzie iść. Zdają się rzeczywiście zadowoleni. Rechoczą ze śmiechu, pewni siebie. Starają się zatrzymać tych, którzy się opamiętali… „Jesteście szczęśliwi?”. Odpowiadają: „Tak! Tak!”. Co byś powiedział: to jest prawdziwe szczęście?… Mam nadzieję, że nie chcesz być tylko w ten sposób szczęśliwy.

Bóg jest jedynym dawcą prawdziwego szczęścia (i tego tu na ziemi, i tego wiecznego). Przez grzech i trwanie w nim odwracamy się, oddzielamy się od Boga, opuszczamy dom Ojca…

A jeśli grzech najbardziej zagraża młodemu mężczyźnie? Tobie?… Oczywiście grzech nieczystości – tutaj są najsilniejsze pokusy.

Może Ci się zdaje, że w seksie jest właśnie Twoje szczęście? Nie! Odwrotnie! Tu jest jedynie chwila przyjemności. Chwila przyjemności a trwałe szczęście to przecież dwie różne rzeczy. I jeżeli przyjemność jest grzeszna, to odbiera szczęście!

Seks nie zawsze jest grzeszny, oczywiście. W małżeństwie może być bardzo dobry, miły Panu Bogu i błogosławiony przez Niego. Choć i małżonkowie mogą zgrzeszyć przeciwko VI i IX przykazaniu.

Wśród grzechów nieczystości największym zagrożeniem dla chłopaka jest pornografia. Niektórzy mówią, że nie ma nic złego w pornografii albo nawet, że jest dobra.

Mądrości przybywa przeważnie wraz z wiekiem, ale nie zawsze. „Starzec” w tradycji kultury chrześcijańskiej to ktoś pełen pokoju, harmonii, dobroci, mądrości, cieszący się owocami swego życia, dzielący się doświadczeniem dla dobra innych. W tradycji kultury ateistycznej starzec jest niespokojny, bluźniący, deprawujący, lubieżny albo zmartwiony, że nie jest dość podniecony seksualnie.

A więc w pornografii nie ma nic złego – twierdzą niektórzy. Teraz dwa malutkie pytanka: czy chciałbyś, żeby Twoja siostra wystąpiła w Panu Tadeuszu albo Potopie? Jasne, dlaczego nie!

A czy chciałbyś, żeby wystąpiła w filmie pornograficznym? No bo przecież nie ma w nich nic złego – twierdzą niektórzy… Oczywiście nie chciałbyś, żeby Twoja siostra się rozbierała ku uciesze jakichś facetów, którzy akurat mają ochotę się podniecić. A tym bardziej, żeby się ktoś nią zabawiał wulgarnie, prymitywnie, zwierzęco ku uciesze jakichś facetów…

Zetknięcie się z pornografią jest dla chłopaka w okresie dojrzewania katastrofą (dla każdego jest złem). Pornografia jest jak tajfun dla jego słabej, niedojrzałej jeszcze psychiki. Rozbudza pożądanie, z którym nie potrafi sobie radzić.

Oglądanych obrazów nie można zapomnieć. Pojawiają się w wyobraźni, czy się tego chce, czy nie. Pobudzają na nowo myśli, uczucia, pragnienia, dążenia. Trudno skupić się na czymś innym, nawet ważnym.

Zresztą inne rzeczy wydają się teraz w porównaniu z seksem mało atrakcyjne. Nic nie jest atrakcyjne w porównaniu z seksem. Zapomina się o ideałach, ambicjach, planach, zasadach… Istnieje tylko jedna zasada: jak najwięcej zmysłowej przyjemności. Wszystkie inne rzeczy mają jej służyć. Nawet rzeczy najważniejsze się robi tylko dlatego, że trzeba, z przymusu, z obowiązku, dla zachowania pozorów, oczekując na nową porcję przyjemnych, zmysłowych wrażeń…

Pożądanie stale się rozrasta. Myśli i pragnienia stają się coraz bardziej wyuzdane i perwersyjne. O kobiecie myśli się wyłącznie w kategoriach zabawki… Ten proces spustoszenia duchowego może zostać, choć z wysiłkiem, przerwany. Im później podejmie się decyzję porzucenia pornografii, tym trudniejsze jej zrealizowanie, a wyrządzone szkody trudniej naprawić.

Pornografia pociąga za sobą inne grzechy. Jeśli chłopak ogląda dobrowolnie pornografię, także się masturbuje. Ogląda się gołe panienki i się onanizuje. Głupie, co…?

I cóż to ma niby być, ta „wolność”, o której się tyle mówi? Ten „nowoczesny styl życia”? Praktyczne uczenie się właściwych relacji z kobietami? Przygotowanie do małżeństwa? Do wierności małżeńskiej? Takie ma się relacje z kobietami, m.in. ze swoją żoną, jakich się nauczyło. Myśli i czyny je formują.

Czego uczy oglądanie pornografii?… Kobieta służy do podniecania mężczyzny i zaspokajania go seksualnie. Koniec lekcji. Nic poza tym.

Pod wpływem takiej edukacji seksualnej nałóg masturbacji nazywają obecnie niektórzy „potrzebami seksualnymi”, a zaspokajanie tego nałogu przy pomocy kobiety „kochaniem się”… Myślisz, że Twojej żonie wystarczy, jak będziesz ją tak „kochał?” A Tobie wystarczy taka „miłość?” Oczywiście, że nie! Ty chcesz żyć pięknie, szlachetnie, kochać prawdziwą miłością!

Wiedz, że pornografia rozbudza w mężczyźnie pożądanie, które zabija zdolność miłowania, a przez to zabija właściwe relacje z kobietami, czyni kobietę zabawką, przedmiotem, którego można używać, nie biorąc za niego odpowiedzialności.

Święty Paweł pisze: „Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w waszych członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy…” (Kol 3,5).

Musisz wyzbyć się pożądania, żeby umieć kochać, żeby zobaczyć, co kobieta może dać mężczyźnie, żeby zobaczyć, czym jest małżeństwo i współżycie małżeńskie. Musisz wyzbyć się pożądania, żeby być wolnym, odpowiedzialnym za życie swoje i innych, żeby zrealizować swoje ideały.

Musisz wyzbyć się pożądania, żeby być szczęśliwym, bo jak można być szczęśliwym, a równocześnie: zniewolonym, ślepym, nieodpowiedzialnym, egoistycznym, poniżać i ranić innych, nawet najbliższych?…

Owo wyzbycie się pożądliwości nie jest łatwe. Podbudowuje je pornografia, nagość, zmysłowa moda, zachęta do „życia na luzie”, które są wszechobecne. Otoczenie, w którym żyjesz, nie chce Ci ułatwić tego zadania wzrastania w człowieczeństwie. Przeciwnie, żyjesz w „kulturze śmierci”, która chce uśmiercić to, co w Tobie szlachetne.

Dorośli, politycy, dysponenci telewizji, prasy itd., którzy powinni troszczyć się o Twoje dobro, mówią, że mamy przecież „wolność” i pornografia musi być. Swoją obojętność wobec zła ubrali w ładne słówka i nazywają ją „wolnością” albo „tolerancją”.

Umywają ręce jak Piłat. Ale nie możesz po prostu zrzucić odpowiedzialności za swoje życie na innych i zadowolić się takim „rozwiązaniem problemu”, bo to nie jest żadne rozwiązanie. Oni zdadzą przed Bogiem rachunek m.in. ze swojej wolności i tolerancji, Ty zdasz rachunek ze swoich wyborów, ze swojego życia. Nie musisz przegrywać! Nie jesteś skazany na porażkę!

Co zrobić, by zwyciężyć?

Ojciec św. Jan Paweł II tak mówił: „Czystość serca jest każdemu człowiekowi zadana. Musi on stale podejmować trud opierania się siłom zła, tym działającym z zewnątrz i tym wewnątrz – siłom, które chcą go od Boga oderwać. I tak w sercu ludzkim rozgrywa się nieustannie walka o prawdę i szczęście. Aby zwyciężyć w tej walce, człowiek musi się zwrócić ku Chrystusowi. Może zwyciężyć tylko umocniony Jego mocą…” (Sandomierz, 12.06.1999).

Niech Ci Pan błogosławi w Twoim poszukiwaniu szczęścia i walce o nie.

Twój brat, Jan Bilewicz

O wiele więcej znajdziesz w naszym sklepie!

1360-Miod_ze_skaly_awczy-rzeczywiscie-Jezus-jest-Bogiem_550x781alicja-lenczewska-biografia_550x781