Miłość cierpliwa jest

„Miłość” to pierwsze i najważniejsze słowo przysięgi małżeńskiej. Małżeństwo to dla małżonków droga do świętości, która daje im najlepsze warunki do wzrastania w miłości Boga i bliźniego, aż do pełnego zjednoczenia z Nim.

Pan Jezus dał nam nowe przykazanie, abyśmy się miłowali tak, jak On nas umiłował (por. J 13,34), dlatego państwo młodzi, składając przysięgę małżeńską, podejmują się realizowania przykazania miłości we wspólnym życiu. O miłości wiele pisano, ale chyba nikt nie opisał jej tak pięknie jak św. Paweł w 1 Liście do Koryntian (por. 1 Kor 13,4–7). Warto się pochylić nad kolejnymi frazami tego hymnu, by zrozumieć jego sens i przesłanie.

Cierpliwość jako imię miłości

Pierwsze stwierdzenie z Hymnu o miłości dobrze znamy: „Miłość cierpliwa jest”.

Skoro cierpliwość pojawia się jako pierwsza cecha miłości, możemy uznać, że jest ona jej pierwszym imieniem. Zwróćmy uwagę, że rdzeń tego słowa, nie tylko w języku polskim, wiąże się z cierpieniem.

Chodzi o postawę znoszenia nie tylko niesprzyjających okoliczności zewnętrznych, ale też o wyrozumiałość wobec inności, trudności charakteru oraz zapatrywań drugiego człowieka. Możemy zauważyć, że wiele rozstań i rozwodów ma swoje korzenie w braku cierpliwości narzeczonych czy małżonków do siebie.

Z pomocą przychodzi nam św. Katarzyna: „Teraz powiem ci, że przez bliźniego doświadcza się w sobie cnoty cierpliwości przy sposobności krzywdy, której się od niego doznaje. […] Wszystkich cnót doświadcza się i spełnia przez bliźniego […]. Sprawiedliwy trwa w sprawiedliwości przez cnotę cierpliwości” (św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności).

Wiemy dobrze, że nawet jeśli okres narzeczeństwa przebiegał bezkonfliktowo, to po ślubie niemal od razu dochodzi do starć z powodu uwidocznienia się różnic charakterów. Na ogół dotyczą one modelu małżeństwa i rodziny, osoby współmałżonka czy jego/jej rodziców, a nierzadko i spraw związanych z płciowością, bo oczekiwania były inne.

Tymczasem wspólne życie to nie ziemia obiecana, mlekiem i miodem płynąca, ale „ciężka orka na ugorze” dana nam, małżonkom, jako zadanie. Trzeba ten przysłowiowy „ugór” powoli uprawiać i oczyszczać z chwastów, aby z czasem został on przekształcony w żyzną ziemię.

Bóg uczy nas cierpliwości

Wzorem dla nas będzie zawsze Bóg „nieskory do gniewu” (Wj 34,6; Lb 14,18). Nieraz możemy doświadczyć, że im bardziej lgniemy do Boga, tym bardziej On zadziwia nas swoją nieskończoną cierpliwością i miłosierdziem. Boża cierpliwość wobec nas ukazuje prawdziwą moc miłości.

Także Maryja – nasza najbardziej cierpliwa Matka – będzie zawsze dla każdego z nas najdoskonalszym ludzkim przykładem cierpliwości wobec Boga i bliźniego.

Święty Józef starał się Ją naśladować w sytuacjach prób wiary, cierpliwie i w cichości serca znosząc trudności, jak to możemy zobaczyć m.in. w scenie odnalezienia Pana Jezusa w świątyni.

W małżeństwie wcześniej czy później pojawią się przejawy zniecierpliwienia, szczególnie kiedy runie wyidealizowany obraz męża lub żony, który sobie stworzyliśmy. Skupiamy się na tym, by „po ludzku” było dobrze, by nasze relacje były poukładane, nasz egoizm usatysfakcjonowany.

Znamy to wszystko z własnego doświadczenia: podniesiony ton głosu, nadęta mina, inne reakcje psychofizyczne, złość lub narzekanie, pycha („bo to ja mam rację”).

Po latach bycia razem nadal borykamy się z problemem niecierpliwości. Wszystko może stać się powodem do rozdrażnienia. Często chodzi o rzeczy, których nie do końca jesteśmy świadomi.

Może to wynikać z wielu przyczyn, na przykład z różnic temperamentów i sposobu reagowania, inności kulturowej, ze zwyczajów wyniesionych z naszych rodzin, z przeróżnych nawyków: w kwestii porządku, punktualności, spraw finansowych i planowania wydatków, a nawet planowania wolnego czasu.

Ciągle trzeba uczyć się akceptować bliźnich takimi, jakimi są, i po prostu być z nimi, modlić się za nich.

Pan Jezus przekazuje nam przez mistyczkę Alicję Lenczewską następującą zachętę: „Bądź taka jak Ja wobec ludzi, których ci przysyłam: ciągle kochająca, wyrozumiała, nieskończenie cierpliwa, gotowa zrobić wszystko, by ratować i ubogacać ich dusze” (Świadectwo, 211).

Gdy trudności dnia codziennego zaczynają nas przygniatać, pamiętajmy, że w sakramencie małżeństwa zaprosiliśmy do swojego związku Chrystusa i że jest On prawdziwie w nim obecny.

Czasami warto spojrzeć na krzyż wiszący w mieszkaniu, by uzmysłowić sobie, jak wielkim ratunkiem jest dla nas ofiara Jezusa i jak dzięki Niemu i Jego mocy możemy na nowo powstawać z upadków.

Cierpliwość rodzica

Nowe powody do zniecierpliwienia pojawiają się w małżeństwie, gdy na świat przychodzą dzieci: odmienne poglądy na wychowanie potomstwa, zmęczenie i nieprzespane noce. Nadmiar obowiązków domowych sprawia, że nie możemy już korzystać z dawnych wentyli bezpieczeństwa, jakimi były nasze ulubione rozrywki. Mnożą się sytuacje prób wiary: choroby dzieci, kłopoty w pracy, lęk przed utratą źródła utrzymania.

Życie rodzinne odsłania coraz bardziej nasze osobiste słabości, przejawy egoizmu i pychy, stąd pojawia się również wezwanie, aby być cierpliwym wobec siebie samego: „Ale największą cierpliwość powinna mieć dusza sama z sobą” (Dz. 115).

Wszystkie te sytuacje, z którymi sobie nie radzimy, możemy wykorzystać jako okazje do ćwiczenia się w cierpliwości. Chodzi nie tyko o wyrabianie tej cnoty podczas pracy nad sobą, ale przede wszystkim o zrozumienie Bożej pedagogii, która prowadzi zawsze do ufnego powierzania się Bożej Opatrzności.

„Trwaj we Mnie, cierpliwie a cicho znoś i wykonuj to, co przychodzi, bo przychodzi ode Mnie, choć dane jest przez ludzi” (Ś. 635).

Pomocą w patrzeniu „po Bożemu” na odkrywaną trudną prawdę o sobie może być dzielenie się świadectwami wiary we wspólnocie, a także korzystanie z posługi spowiednika. Szukajmy wartościowych książek i porad mądrych ludzi.

Bywają okoliczności bardzo trudne, np. choroba alkoholowa członka rodziny czy jakiś inny nałóg, kiedy potrzebujemy wsparcia, by się nie załamać pod ciężarem krzyża.

Pamiętajmy, że bywa fałszywa cierpliwość, kiedy szukając spokoju wewnętrznego, zamykamy się we własnym świecie i nie przejawiamy inicjatywy w poszukiwaniu rozwiązań, nie podejmujemy działania zgodnego z wolą Bożą, a przede wszystkim, gdy się nie modlimy, gdy nie pokładamy nadziei w Bogu.

Alicja Lenczewska zapisała pouczenie Pana Jezusa: „Świętość jest w codzienności, w znoszeniu tego, co małe i niepozorne. W dziękowaniu za to, co nudne i męczące. W znoszeniu ludzi: ich pędu ku dominowaniu, ich gadatliwości, ich małostkowości, ich nieopanowania. Rozwijaj w sobie cechy przeciwne i Moją miłość dla nich – cierpliwość i współczucie” (Ś. 192).

Kiedy brakuje nam cierpliwości, jest to dla nas znak, że nie wierzymy w to, że Bóg jest miłością i że Opatrzność Boża wszystkim kieruje. Bóg przecież zawsze daje to, co jest dla nas najlepsze, nawet jeśli dopuszcza zło lub trudne sytuacje, które bywają dla nas niezrozumiałe. Niecierpliwość jest aktem niewiary w to, że Pan Bóg nad wszystkim czuwa. Akt niecierpliwości może przerodzić się w nieposłuszeństwo.

Jak poradzić sobie z niecierpliwością?

Co robić, gdy ujawnia się jakakolwiek forma niecierpliwości? Zwrócić się jak najszybciej do Jezusa w postawie skruchy i pokornie prosić Go o miłosierdzie! Za każdym razem, kiedy niecierpliwość się pojawi, należy traktować ją jako oznakę nieposłuszeństwa. Jeśli szczególnie brak nam cierpliwości, bądźmy wdzięczni, bo ten objaw naszej słabości jest okazją do biegnięcia do Jezusa i przylgnięcia do Niego!

Pan Jezus kieruje do nas słowa napomnienia: „Unikaj oceniania ludzi, zwłaszcza jednostronnego. Staraj się dostrzegać ich zalety. Dostrzegaj w nich ślady Mojej miłości, która ich stworzyła. Szukaj Mnie w nich, otaczaj miłością miłosierną, wyrozumiałą i cierpliwą – zawsze gotową pomóc. Bądź dla nich taka, jaki Ja jestem dla ciebie” (Ś. 245).

Warto też oddać Matce Bożej swoją niecierpliwość. Najprościej to uczynić, gdy w momencie zniecierpliwienia podziękujesz Jej z góry, że Ona jest cierpliwa i wobec Ciebie, i za Ciebie wobec bliźniego.

Warto brać przykład ze świętych, na przykład ze św. Faustyny, która mówiła: „Cierpliwość w przeciwności daje moc duszy” (Dz. 607).

W małżeństwie, w miarę wzajemnego poznawania siebie, coraz bardziej doświadczamy Boga i Jego cierpliwości wobec nas obojga. Boża cierpliwość często ujawnia się poprzez współmałżonka.

Ile razy musimy uznać, że przesadziliśmy, usiłując udowodnić własne racje? Z kolei wtedy, kiedy byśmy się spodziewali kolejnej burzy, zamiast zarzutów doznajemy dobroci i zrozumienia!

Powinniśmy wówczas wzbudzić w sobie wdzięczność i umocnić wiarę w obecność Jezusa w naszym małżeństwie. Także pojawienie się dzieci umacnia nas i w sposób naturalny rozwiązuje wiele małżeńskich trudności, wygasza wcześniejsze pretensje, zniecierpliwienia i rozdrażnienia. Łaska rodzicielstwa wnosi w relację małżeńską nową serdeczność, opiekuńczość, czułość i cierpliwość.

W miarę jak dzieci rosną, odkrywamy, że są inne, niż oczekiwaliśmy, i nie do końca rozumiemy sposób ich funkcjonowania. Postępują, jak chcą, nie chcą słuchać naszych rad, dając nam wiele okazji do ćwiczenia się w cierpliwości. Ich świat wewnętrzny jest dla nas kolejną próbą.

Przeżywamy z troską oddalenie się naszych bliskich od Kościoła czy ich zrezygnowanie z uczestnictwa w życiu sakramentalnym. Starajmy się przyjąć także i te ciemności wiary jako zaproszenie do ćwiczenia się w cierpliwości.

Cierpliwość, jako najważniejsza cecha miłości, jest mostem łączącym świat naszych wyobrażeń i oczekiwań ze światem realnym. Sprawia ona, że jesteśmy w stanie budować trwałe związki pomimo różnic.

Cierpliwość jest umiejętnością znoszenia cierpienia bez buntu. Oznacza niesienie swojego krzyża z nadzieją, z godnością i miłością, idąc śladami Pana i będąc w zjednoczeniu z Nim. Gdy traktujemy swój krzyż jako drogę miłości ku pełni życia, rozszerzają się horyzonty naszego myślenia, pojawia się wyrozumiałość i wspaniałomyślność.

Pan Jezus przekazuje: „Doskonałość polega także na tym, aby z pokorą i cierpliwością znosić własną niedoskonałość i niedoskonałość bliźnich” (Ś. 413).

Zawsze trzeba wierzyć, że Bóg nas kocha, że Jego miłość jest silniejsza od naszych słabości.

Doświadczyła tego św. Faustyna: „Pośród największych trudności i przeciwności nie tracę wewnętrznego spokoju, ani równowagi na zewnątrz i to doprowadza przeciwników do zniechęcenia. Cierpliwość w przeciwności daje moc duszy” (Dz. 607).

Zarówno nasza miłość do Boga, jak i miłość małżeńska oraz miłość rodzicielska są skażone egoizmem. Nie zniechęcajmy się jednak swymi upadkami. Bóg przychodzi do wzgardzonych i najbardziej niegodnych, by uczynić ich swoimi przyjaciółmi. Wiara w niezwykłą miłość Boga powinna być dla nas źródłem nadziei i podnosić nas na duchu w chwilach niepowodzeń czy zniecierpliwienia.

O wiele więcej znajdziesz w naszym sklepie!

slowo-pouczenia-v2_550x781786-Wiezniowie_Iranu_550x781Matka-Teresa-komplet