Moja droga do Mesjasza

Dwa tygodnie przed śmiercią dziadek zapytał mnie: „Czy babcia jest ochrzczona?”. Odpowiedziałem mu, że nie wiem, a on na to: „Nie kłam. Wiem, że wszyscy się ochrzcili… Nie chcę porzucić swojej rodziny. Chcę być razem z wami, gdziekolwiek będę”

Rodzina

Stanisław jest Żydem urodzonym na Litwie. Czas okupacji jego babcia przeżyła dzięki sąsiadom: polski ksiądz wystawił jej fałszywą metrykę chrztu, a ukrywała ją litewska rodzina katolików. Babcia Stanisława do końca życia była wdzięczna katolikom za swoje ocalenie.

Po jakimś czasie rodzina przeniosła się na Ukrainę. Babcia Stasia mówiła po polsku i w jidysz. Znała także język rosyjski, ale go nie lubiła, stąd Staś od małego chował się w duchu polskiej kultury.

Jego rodzina była – jak przyznał Stanisław – „niereligijna, ale tradycyjna. Praktykującym Żydem był tylko pradziadek. Kiedy umarł, tradycja w rodzinie zaczęła zamierać. Obchodziliśmy najważniejsze święta żydowskie – Purim, Paschę, Jom Kippur i Chanukę – ale jako dziecku kojarzyły mi się tylko z dobrym jedzeniem lub jego brakiem, jak w przypadku postu Jom Kippur”.

W wieku 11 lat Stanisław zaczął mieć poważne problemy z dwunastnicą. Musiał przejść operację, na którą nie chciała wyrazić zgody jego matka, gdyż na stole operacyjnym umarła jej siostra.

Lekarz jednak przekonał ją, że jeśli jej syn nie zostanie zoperowany, wówczas na pewno umrze. Ostatecznie matka Stasia się zgodziła, ale najpierw postanowiła objechać z nim całą rodzinę w ZSRR. To miała być wizyta pożegnalna…

Modlitwa do żydowskiego Boga

„Pojechaliśmy do Rygi, Wilna i Pskowa” – wspomina Stanisław. „Po przyjeździe do Pskowa trafiliśmy do monasteru Pskowsko-Pieczerskiego (prawosławnego klasztoru męskiego). Jako dzieciak byłem wszystkiego ciekaw. Rodzice oddalili się na chwilę, a ja wszedłem do kaplicy, w której jakiś mnich restaurował obrazy.

Popatrzył na mnie i spytał: »Kim jesteś?«.

Odpowiedziałem mu, że Żydem.

»A znasz modlitwę do żydowskiego Boga?«.

»Nie« – odpowiedziałem.

»Chcesz, to cię nauczę«.

I napisał mi na kartce słowa Ojcze nasz.

»Jak będzie ci ciężko, spróbuj modlić się tą modlitwą«.

Odtąd czyniłem tak, gdy przychodziły ciężkie chwile.

Gdy miałem 14 lat, umarła moja niania. Zajmowała się mną po szkole i byłem z nią bardzo zżyty. Mieszkaliśmy wtedy w Winnicy.

W dzień jej śmierci przyszedłem jak co dzień do jej domu po szkole. Zdziwiło mnie, że było tam pełno ludzi. Przepchnąłem się do niani i zobaczyłem, że leży na łóżku z uśmiechem na twarzy. Dowiedziałem się, że gdy krewni próbowali ją ratować, powiedziała: »Puśćcie mnie. Ja idę do Ojca«.

Od razu skojarzyłem to z modlitwą Ojcze nasz. Zacząłem dopytywać, kim była ta kobieta, i okazało się, że była ona katoliczką. To był moment, kiedy zapragnąłem po raz pierwszy się dowiedzieć, kim są katolicy. Bałem się śmierci, słysząc od 11. roku życia, że umrę – a ta kobieta miała tak radosną twarz!

Babcia miała znajomą katoliczkę. Nawiązałem z nią w kontakt i we wrześniu 1989 r. poszedłem po raz pierwszy do kościoła. Tam przyjął mnie ks. Jarosław Giżycki, chrystusowiec.

Poczułem się od razu jak w domu. Oprócz kilku osób nikt nie wiedział, że jestem Żydem. Po pewnym czasie mama jednak zaczęła robić mi problemy z tego powodu, że chodzę do kościoła. Przyszła nawet do księdza z pretensjami, żeby oddał jej mnie, tak jakbym był trzymany tam siłą – a ja chodziłem tam zawsze nieprzymuszony przez nikogo.

Babcia trzymała moją stronę, mówiąc: »Jak czujesz potrzebę, to chodź tam«. W ten sposób 14 lutego 1990 r. zostałem ochrzczony.

Wykluczony

W tradycji żydowskiej, kiedy ktoś przyjmie chrzest, zostaje wykluczony ze wspólnoty. Pomimo tego reszta najbliższej rodziny zaakceptowała jakoś mój wybór, ale najgorzej było z dziadkiem.

Pewnego dnia, już po chrzcie, dziadek spytał mnie – ni z tego, ni z owego – gdzie byłem. Odpowiedziałem, że u przyjaciół. Wtedy on rzucił we mnie kijem i powiedział, że wie, iż chodzę do kościoła.

Nie dało się tego ukryć, bo kościół był położony przy głównej ulicy w Winnicy i pewno ktoś mnie zobaczył i mu doniósł. Powiedział, że jestem zdrajcą, i wypędził mnie z domu.

Poszedłem od razu do ks. Jarosława. Powiedziałem mu, co się stało, a on od razu mnie przygarnął. Sprawa była na tyle poważna, że w ciągu trzech dni rodzice musieli zamienić dom na dwa mieszkania, żebym miał gdzie mieszkać. Dziadek z babcią zamieszkali w jednym, a my w drugim.

Po jakimś czasie moja ciocia wraz z kuzynką także przyjęły chrzest. Później ochrzciły się także moja mama i babcia.

Dwa tygodnie przed śmiercią dziadek wyraził pragnienie spotkania się ze mną i rozmowy – pierwszy raz po pięciu latach! Kiedy wcześniej przychodziłem do babci, dziadek wychodził do innego pokoju. Przyszedłem do niego do szpitala, a on zapytał mnie: »Czy babcia jest ochrzczona?«.

Odpowiedziałem mu, że nie wiem, a on na to: »Nie kłam. Wiem, że wszyscy się ochrzcili… Nie chcę porzucić swojej rodziny. Chcę być razem z wami, gdziekolwiek będę«.

Bardzo się tym ucieszyłem. Zaprosiłem do szpitala o. Pawła Wysockiego, kapucyna, i w ten sposób przed śmiercią dziadek po rozmowach z nim zdecydował się ochrzcić.

Słowo rabina przeciw słowu Boga

Od czasów rabina Akiwy (ok. 50–135 po Chr.) ochrzczonych Żydów traktuje się jak zdrajców. Żyd, który przyjął chrzest, według judaizmu nie jest już Żydem. Z punktu widzenia świeckiego prawa w Izraelu ochrzczony Żyd nie ma prawa nawet do pracy.

W pewnym liście rabin Akiwa napisał: »Niech każdy, kto idzie za tym człowiekiem (tj. za Jezusem), zostanie odłączony od wspólnoty żydowskiej«.

To weszło w halachę (żydowską tradycję) i trwa do dzisiaj.

W wieku 14 lat przeczytałem całe Pismo św. Gdy doszedłem do 53. rozdziału Księgi Izajasza, poszedłem zapytać rabina: »Rebe, o czym tu jest napisane?«.

A on na to, że to o żydowskim narodzie, który cierpi z powodu grzechów całej ludzkości.

»Ale, rebe, tu jest mowa o kimś w liczbie pojedynczej. Wiem, o kim tu jest napisane, bo sprawdziło się to wszystko dokładnie w jednej osobie – w Jezusie«.

Rabin nie wiedział, co na to odpowiedzieć.

Wspomniany wcześniej rabin Akiwa wydał postanowienie, że jeśli Pismo św. stoi w sprzeczności z jednogłośną opinią pięciu rabinów, to ich opinia jest ważniejsza niż słowo Boże. W myśl tej logiki dla Żydów komentarze mają pierwszeństwo przed słowem Bożym.

Współcześni bohaterowie wiary

W Izraelu jest dziś wielu prawdziwych bohaterów wiary, którzy się nawracają – jak na przykład Zoja, 14-letnia dziewczyna. Gdy inne dzieci w szkole się dowiedziały, że Zoja została katoliczką, omal jej nie zabiły, obrzucając ją kamieniami. Przed niechybną śmiercią dziewczynę uratowała ochrona.

Innym razem dzieciaki złapały Zoję, rozebrały ją do naga i w takim stanie musiała piechotą wracać do domu! Kiedy tam przyszła, ze wstydu połknęła wszystkie tabletki i trafiła do szpitala psychiatrycznego. Przez dwa miesiące miała próby samobójcze, ale Bóg ją wyratował. To jest cena, którą Zoja musi płacić za oddanie życia Jezusowi.

Innym przykładem jest o. Daniel Rufeisen, karmelita. Nie chciano mu wpisać w dokumenty narodowości żydowskiej tylko dlatego, że jest katolikiem, choć oboje jego rodziców było Żydami. Przyznano mu obywatelstwo tylko dlatego, że ratował innych Żydów.

Kiedy o. Daniela pytano w urzędzie, jaką narodowość wpisać mu w paszport, powiedział zgodnie z prawdą, że jest Żydem. Urzędnicy jednak odpowiedzieli: »Nie możesz być Żydem, bo jesteś katolikiem«, i wpisali mu »Katalończyk«…

W 2006 r. w Izraelu zmarł znany rabin, Icchak Kaduri, w wieku ok. 106 lat. Był on ortodoksyjnym rabinem i kabalistą. Krótko przed swoją śmiercią zostawił jednozdaniową notatkę o następującej treści: »Jarim ha’am wejochiach szedwaro wetorato ‘omdim«, co się tłumaczy: »Podniesie On lud i udowodni, że Jego słowo i prawo są ważne«.

Pierwsze litery hebrajskich wyrazów tego zdania kryją imię Jezus w rozszerzonej formie »Jehoszua«. Rabin Kaduri wybrał tę formę zamiast »Jeszua«, gdyż imię »Jeszua« jest zakazane w tradycji żydowskiej. Po Jezusie Chrystusie imię to nie było już używane, co więcej – zostało ono zniekształcone do formy »Jeszu«, którą traktuje się jak skrót przekleństwa: »Jimach szmo we-zichro«, w tłumaczeniu: »Niech imię Jego i pamięć będą wymazane«.

Nie muszę mówić, że świadectwo tego znanego w Izraelu rabina, pomimo jego śmierci, ma wciąż wpływ na innych, którzy zaczynają wierzyć, że Jezus jest Mesjaszem.

Opowiem Wam jeszcze jedną historię. Miriam, 13-letnia dziewczyna, doszła do wiary w Jezusa, czytając wyłącznie księgi Starego Testamentu. Dziewczynka przyjechała do Izraela, wraz z rodziną, w wieku czterech lat, nie znając innej religii niż judaizm.

Ojciec jej zaczął pić i wrócił z powrotem na Ukrainę, a matka wyszła ponownie za mąż za człowieka, który okazał się gorszy niż pierwszy mąż.

Kiedy Miriam skończyła dziewięć lat, ojczym tak ją bił, że aż traciła przytomność. Nie traktował jej jak swoje dziecko. Doprowadziło to do tego, że dziewczyna uciekła z domu i mieszkała na ulicy. Pewnego razu, gdy błąkała się tak, trafiła do kościoła. Tam usłyszała słowa z 1 Listu św. Jana (4,8): »Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością«.

Słysząc to, Miriam uciekła stamtąd, bo pomyślała, że jeśli Bóg jest miłością, to Boga nie ma. Tak właśnie to wówczas przeżywała. Niemniej wydarzenie to zapadło jej w pamięć, tak że powracało do niej potem cały czas.

Miriam zaczęła szukać tego Boga, czytać księgi prorockie, w których odnalazła Chrystusa. Po pewnym czasie wróciła do kościoła i po okresie przygotowania przyjęła chrzest. Teraz ma 21 lat, założyła rodzinę i mieszka pod Hajfą.

Jej przemiana jest dowodem na to, że kiedy Żyd zaczyna czytać słowo Boże z otwartym sercem i umysłem, wówczas widzi, że wszystkie proroctwa spełniają się jedynie w Jezusie. To, co Paweł powiedział o zasłonie na ich sercach, to prawda, jak jest napisane: »Aż po dzień dzisiejszy, gdy czytają Mojżesza, zasłona spoczywa na ich sercach. A kiedy ktoś zwraca się do Pana, zasłona opada« (2 Kor 3,15-16).

Wiara

Izrael jest krajem, który »sprawdza« autentyczność wiary. Wraz z grupą ukraińskich Żydów przybyło do tego kraju według moich szacunków ok. 30 tys. katolików.

W całym Izraelu oficjalnie żyje ok. 60 tys. katolików, z czego prawie połowa mieszka w Hajfie. Ale nieoficjalnie jest o te 30 tys. więcej.

Katolicy stanowią ok. 1% mieszkańców Izraela na 2% żyjących tam dziś chrześcijan. Ich sytuacja jest niełatwa i część z nich ukrywa swoją wiarę.

Kiedy modlę się za jakiegoś żydowskiego przyjaciela, by został chrześcijaninem, proszę, »Panie Boże, postaw na jego drodze świadków swojej miłości«.

Proszę Was o modlitwę, ażeby takich świadków wiary było w Izraelu coraz więcej, a wtedy: »[…] cały Izrael będzie zbawiony, jak to jest napisane: Przyjdzie z Syjonu wybawiciel, odwróci nieprawości od Jakuba. I to będzie moje z nimi przymierze, gdy zgładzę ich grzechy« (Rz 11,26-27)”.

Stanisław z Hajfy

(spisał i opracował Bartłomiej Grysa)