Naukowy bubel

W świadomości sporej części społeczeństw zachodnich homoseksualizm funkcjonuje nie tylko jako nowa norma obyczajowa, ale także jako potwierdzona naukowo orientacja seksualna. Zakłada się, że homoseksualna miłość niczym nie różni się od heteroseksualnej, nie różnią się także małżeństwa homoseksualne czy homoseksualne rodzicielstwo.

Kiedy jednak, szukając naukowych podstaw tych opinii, sięgnie się do badań naukowych – można ujrzeć konstrukcję skleconą z poszlak, powierzchownych tez, na wpół udowodnionych wniosków ignorujących sporą część danych naukowych, opartą na błędach interpretacyjnych oraz zaniechaniach warsztatu naukowego. Co więcej, konstrukcję tę, maskując jej niedostatki, przykryto błyszczącymi draperiami manipulacyjnej strategii PR.

Homoseksualizm jako inna orientacja seksualna jest więc naukowym bublem, co szczegółowo dokumentuję w książce pt. Homoseksualizm. Przegląd światowych analiz i badań. Przyczyny, objawy, terapia, aspekty społeczne.

Jest to najobszerniejsza monografia naukowa na temat homoseksualizmu w Polsce; liczy ona ponad 900 stron, z czego ok. 50 stron zajmuje spis bibliograficzny, w 85-90% złożony z badań naukowych. Wspominam o tym, ponieważ książka ta bardzo szybko została zaatakowana.

Nie jest to tylko raport naukowy – publikacja ta zawiera także rozdziały poradnikowe oraz porusza ważne kwestie społeczne i duszpasterskie. Poniżej przedstawię jej zasadnicze konkluzje; po materiał empiryczny odsyłam do tekstu książki.

Co z tą orientacją seksualną?

Obserwując obraz, jaki wyłania się z tego przeglądu badań, nawet laik zauważy, iż trudno nazwać homoseksualizm inną orientacją seksualną, że skupiono się jedynie na subiektywnym objawie głównym, którym jest odwrócony popęd seksualny.

Kiedy weźmiemy pod uwagę jeszcze dodatkowo teorie rozwoju psychoseksualnego, które w zdecydowanej większości wskazują na wpływ czynników środowiskowych, rozległe normy seksuologiczne czy dynamikę samych relacji homoseksualnych, przybywa nam argumentów na „nie”.

Żeby zwizualizować mylące poleganie na subiektywnych odczuciach, weźmy pod uwagę na przykład anoreksję, w której to chorobie zagłodzona dziewczyna, wręcz chodzący kościotrup, nadal twierdzi, że jest „za gruba”…

Podobnie skłonności homoseksualne są rodzajem psychicznej protezy. Nazywam więc homoseksualizm złożoną dezorientacją seksualną, ponieważ wiele różnych co do natury przyczyn oraz za pomocą zupełnie odmiennych mechanizmów psychicznych doprowadza tutaj do tego samego objawu: skłonności homoseksualnych.

Homoseksualizm może być więc obronnym efektem traumy, niedorozwoju tożsamości płciowej, kompensacji dysfunkcjonalnych relacji, a wreszcie, u niektórych osób, o czym się dotychczas nie mówiło – wyborem wynikającym z braku oporów moralnych (najczęściej wówczas mamy do czynienia z biseksualizmem). Istnieje więc tak naprawdę wiele różnych „homoseksualizmów”.

Szczególnie narażona na popchnięcie w stronę homoseksualizmu jest młodzież, której tożsamość (w tym tożsamość seksualna) jest labilna i jeszcze nieukształtowana. Dlatego tak niebezpieczne są wszelkie warsztaty antydyskryminacyjne.

Owszem, słusznie zapobiegają one przemocy, ale na takich zajęciach nie podaje się prawdy na temat natury zjawiska homoseksualizmu, nie zachęca się tam do terapii, a przede wszystkim nie ostrzega przed rozległym ryzykiem związanym z homoseksualnym stylem życia.

Cztery filary koncepcji homoseksualizmu

Koncepcja homoseksualizmu jako innej orientacji seksualnej opiera się na czterech głównych założeniach:

  1. Rzekomo homoseksualizm jest wrodzony.
  2. Rzekomo jest trwały i niezmienny.
  3. Rzekomo wszelkie negatywne skutki homoseksualizmu wynikają z dyskryminującej postawy społeczeństwa.
  4. Rzekomo homoseksualne związki w niczym nie różnią się od heteroseksualnych.

Żadna z tych tez nie jest jednak prawdą.

Po pierwsze, nie ma dowodów na to, że homoseksualizm jest wrodzony. Nie twierdzi tak nawet Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, które zapoczątkowało bałagan nozologiczny wokół homoseksualizmu, wykreślając go bezpodstawnie z listy zaburzeń DSM w 1973 r. Takiej tezy nie znajdziemy też na stronie Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrów Gejów i Lesbijek.

Mówią za to o tym media lub niektóre organizacje, bo lansowane półprawdy stwarzają rzeczywiście takie wrażenie.

Na stronach wspomnianych wpływowych towarzystw znajdziemy raczej oświadczenie, że „nikt nie wie, co powoduje homoseksualizm”, a w wielu gremiach naukowych przeważa pogląd, iż najbardziej prawdopodobny jest jednoczesny wpływ czynników biologicznych oraz oddziaływań psychospołecznych.

Obszerny przegląd badań naukowych, którego dokonałam, wskazuje jednak, że główne przyczyny leżą w oddziaływaniach środowiskowych, a dokładniej w ich indywidualnym odbiorze. Są to czynniki nie tylko lepiej udokumentowane, ale także bardziej bezpośrednie i jednoznaczne.

Należą do nich: fizyczna lub psychiczna nieobecność jednego lub obojga rodziców, wszelkie zaburzenia więzi w rodzinie, ale także z rodzeństwem czy rówieśnikami, nauczycielami,  molestowanie seksualne, przemoc oraz wiele rzadszych zmiennych, jak pogarda dla własnego ciała czy ekstremalna nieśmiałość.

Bardzo silnym czynnikiem są wczesnodziecięce zaburzenia identyfikacji płciowej (u 50%, a nawet u ¾ chłopców, u których zdiagnozowano nonkonformizm płciowy, rozwijają się potem skłonności homoseksualne – por. Zucker i Bradley, 1995, Ritter K.Y., Terndrup A.I., 2002).

Co ważne, żaden z tych czynników nie ma charakteru determinującego, to znaczy, że homoseksualizm może, ale nie musi się pojawić (pamiętamy tu o indywidualnej reakcji jako zasadniczej).

Owszem, znaleziono pewne korelacje czynników biologicznych (korelacja kilku genów, odwrócona dla danej płci wielkość jąder podwzgórza czy ciała modzelowatego w mózgu, częstsza leworęczność, badania rozkładu homoseksualizmu wśród rodzeństwa). Wszelkie wątki biologiczne są jednak słabsze, pośrednie.

Teorie zaprzeczają tu sobie częściowo nawzajem, mają alternatywne wytłumaczenie środowiskowe. Z pewnością sprzyjają rozwojowi homoseksualizmu wszelkie nietypowe dla własnej płci cechy uwarunkowane biologicznie, jak cechy temperamentu, nietypowe zdolności, rodzaj wrażliwości psychicznej, ale także budowy fizycznej, które ułatwiają sfeminizowanie chłopców oraz zmaskulinizowanie dziewczynek.

Jeśli na to nałożą się niekorzystne lub traumatyczne oddziaływania środowiska, związane z odrzuceniem, lękiem, poczuciem wstydu czy brakiem pozytywnych wzorców kulturowych dla danej płci – wówczas rozwija się homoseksualizm, który jest tak naprawdę mechanizmem adaptacyjnym. Jak mówi Janelle Hallman:

„służy ukończeniu zatrzymanego procesu wzrostu i rozwoju, rozwiązania głębokich konfliktów wewnętrznych i spełnieniu podstawowych niezaspokojonych potrzeb”.

Zasadniczym dowodem na pośredni wpływ czynników biologicznych są badania nad bliźniętami, które zawsze wypreparowują czynnik biologiczny. W przypadku homoseksualizmu są to związki bardzo słabe do średnich (średnia z największych badań: u mężczyzn znaleziono korelacje na poziomie 
22 [± 20]%, u  kobiet 33 [±16]%  – Whitehead N.E., 2011).

Jak należy je interpretować? Zależności na poziomie 25% są słabe, 50% średnie, a dopiero 75% mówi o mocnej zależności. Dla porównania zgodność wagi czy wzrostu w okresie dojrzewania wśród bliźniąt kształtuje się na poziomie 91-97%.

Przejdźmy do filaru drugiego – homoseksualizm nie jest także stabilny. Obserwuje się olbrzymią labilność skłonności prehomoseksualnych u młodzieży, fluktuacje sytuacyjne, zwłaszcza u kobiet, samoczynne zanikanie skłonności homoseksualnych w przypadku terapii zupełnie innych zaburzeń, a wreszcie homoseksualizm ponad wszelką wątpliwość podlega skutecznej i wbrew oskarżeniom bezpiecznej terapii. Choć są tu pewne małe różnice.

Nieprawdą jest powtarzane jak mantra twierdzenie, że jak dotąd nie odnaleziono żadnego wiarygodnego przypadku wyjścia z homoseksualizmu.

Stosunkowo łatwo doszukałam się odwołań do 3500 indywidualnych przypadków zupełnego lub przynajmniej częściowego wyjścia z homoseksualizmu. Mówię tu o filmach, relacjach spisanych.

Sama poznałam wielu byłych gejów, którzy cieszą się długoletnimi związkami z kobietami, mają dzieci, a nawet sami pomagają osobom o niechcianych skłonnościach homoseksualnych.

No dobrze, ktoś powie, ale to nie są standaryzowane badania naukowe. Tak, ale mają one wartość dokumentującą. Naukowe analizy też oczywiście istnieją.

Najobszerniejsza lista badań na temat terapii homoseksualizmu, do której dotarłam, liczy 182 pozycje (niektóre starsze badania miały oczywiście gorszą metodologię).

Analizy te wskazują na co najmniej 350 przypadków pełnej reorientacji, to jest z zupełnego homoseksualizmu na zupełny heteroseksualizm, nie licząc doniesień o częściowych zmianach.

Oczywiście, jak w każdej terapii, nie zawsze i tu osiąga się sukces (brak zmian lub pogorszenie stanu na poziomie ok. 20%). Najważniejszym jednak efektem terapii jest zawsze poprawa funkcjonowania, większa pewność siebie, mniejsza depresyjność itp.

Podliczając, dotarłam do 1128 przypadków osób, które relacjonują w badaniach pozytywny wpływ terapii, kontra 276, które mówią o jakimkolwiek negatywnych oddziaływaniach – często związanych ze zbyt krótkim uczestnictwem w terapii lub błędami sztuki.

Nie są to dowody na negatywny wpływ terapii reparatywnej jako takiej, co oczywiście nie zwalnia nas tu z czujności. Wiele na to wskazuje, że taka terapia jest dłuższa w stosunku do terapii innych zaburzeń psychicznych, ale im dotyczy młodszych osób oraz takich, które w mniejszym stopniu zaangażowały się wprost seksualnie, tym szybciej osiąga się tu efekty.

Istnieje także bardzo wiele świadectw wyjścia z homoseksualizmu na drodze religijnej, dzięki nadprzyrodzonej Bożej interwencji i modlitwie.

Natomiast ze zdziwieniem odkryłam, że w zasadzie konkurencyjna terapia afirmatywna nie ma wcale udowodnionej skuteczności! A powinna, bo osoby homoseksualne mają średnio 2–4 razy większe/częstsze zaburzenia psychiczne, takie jak lęk, depresja, uzależnienia wszelkiego rodzaju, zaburzenia jedzenia, skłonności samobójcze itp.

Dodajmy do tego kłopoty ze zdrowiem wynikające z nienaturalnego dla ludzkiego ciała seksu drogą analną, który często dominuje wśród mężczyzn (według danych ONZ z 37 krajów 55% mężczyzn homoseksualnych nie używa prezerwatyw). Mamy więc tu częściej wszelkie zakażenia przenoszone drogą płciową, czy wręcz synergię kilku zakażeń.

Zupełnie katastrofalny jest wskaźnik zakażeń HIV: mężczyźni homoseksualni 123 razy częściej zakażają się HIV niż mężczyźni heteroseksualni. Dodajmy do tego wprost uzależnienie od seksu (ok. trzech razy częściej niż wśród innych mężczyzn manifestuje się tu kompulsywność seksualna).

Pomimo rozpowszechnienia poglądu, że za obniżone wskaźniki zdrowia psychicznego u osób homoseksualnych odpowiada jedynie nieprzychylność społeczna czy tzw. dyskryminacja (przechodzimy do trzeciego filaru), zupełnie brakuje na to empirycznych dowodów.

Świadczą o tym wysokie wskaźniki akceptacji ze strony otoczenia w krajach wysoce tolerancyjnych, brak różnic w obrębie wskaźników zdrowia psychicznego pomiędzy osobami homoseksualnymi z mniejszości etnicznych i spoza nich, sięganie po pomoc fachową z innych przyczyn niż tzw. „akty dyskryminacji”, np. kłopoty z partnerem czy rodziną oraz fakt, że przemoc, czy to fizyczna, czy psychiczna, ze względu na orientację seksualną nie dotyka jednak większości osób z tej grupy.

Tak więc tzw. dyskryminacja nie może być jedynym wytłumaczeniem wysokich wskaźników neurotyczności osób o skłonnościach homoseksualnych. Z pewnością należy potępić wszelkie formy przemocy, ale nie są one główną zmienną.

W badaniach najczęściej niesłusznie pyta się także o przemoc na tle domniemanej orientacji seksualnej, co znacznie może podnosić jej wskaźniki; nie pyta się także o przemoc w związkach homoseksualnych, która jest znacznie częstsza niż wśród ogółu populacji.

Dodajmy do tego, że najczęstsza trwałość związków homoseksualnych wynosi 2–4 lata, że obserwuje się w nich często wprost ustalany brak wierności seksualnej, toksyczne uzależnienie partnerów od siebie, zazdrość, zaborczość…

W tym kontekście nie dziwią na przykład badania holenderskie (czyli w kraju o wielkiej tolerancji, który jako pierwszy w 2001 r. wprowadził małżeństwa homoseksualne) – i tu najczęściej nowe przypadki HIV stwierdza się w tzw. stałych związkach homoseksualnych (86% nowych przypadków), właśnie ze względu na fizyczną niewierność (M. Xiridou, 2006).

Czy te wszystkie powyższe nieprawidłowości dotyczą wszystkich osób homoseksualnych? Nie, istnieją tu spore różnice, także między krajami. Polskie statystyki są tu bardziej korzystne. Brak zalegalizowania małżeństw homoseksualnych i kultura powściągliwości działają na korzyść.

Jak można najlepiej pomóc osobom homoseksualnym?

Przede wszystkim nie należy się bać homoseksualizmu. Z punktu widzenia psychologii to takie samo zaburzenie jak każde inne. Osoby o skłonnościach homoseksualnych nie są same w sobie ani lepsze, ani gorsze od reszty społeczeństwa. Każdej osobie należy okazać szacunek i zrozumienie, każda osoba jest wartościowa.

Po drugie, trzeba przekazać aktualną wiedzę na temat homoseksualizmu, jego natury oraz perspektywy terapii. Zachęcić do niej, ale nigdy przenigdy nie zmuszać. Decyzja o terapii musi być podjęta świadomie i dobrowolnie.

W przypadku młodzieży nieoceniona jest rola rodziców. Rodzic tej samej płci powinien spędzać z dzieckiem więcej czasu, a przeciwnej płci nieco się wycofać. Warto także rozwijać nieseksualne kontakty z rówieśnikami tej samej płci.

Zapewnić o bezwarunkowym wsparciu, ale postawić także chrześcijańskie granice życia w czystości, nie zgadzać się na publiczne gloryfikowanie homoseksualizmu.

Ostrzec przed uwiedzeniem przez starszych gejów i ukazywać wielką wartość i piękno życia w czystości.

Zachęcać do społecznego zaangażowania się, które pozwoli nie tylko zrobić coś pożytecznego, ale także odciągnie od nadmiernego koncentrowania się na sobie, typowego dla osób wrażliwych.

Przede wszystkim jednak starać się pokazywać szerszą perspektywę życiową, wielką wartość codziennej modlitwy oraz osobistej relacji z Jezusem. Odkrycie prawdy, że Bóg kocha bezwarunkową miłością, że przebacza wszystkie grzechy, jest fundamentem.

Skłonności homoseksualne nie powinny nigdy być główną siłą definiującą człowieka, zawsze jest się czyimś dzieckiem, krewnym, przyjacielem, sąsiadem, pracownikiem, obywatelem, a przede wszystkim Bożym stworzeniem powołanym do roli dziedzica Bożego. To wspaniała perspektywa!

Nie należy także oczywiście minimalizować czy lekceważyć rozterek homoseksualnych. Najlepsze miejsce na ich przepracowanie to gabinet terapeutyczny. Nieprofesjonaliści czy wspólnoty kościelne mogą odegrać tu znaczącą towarzyszącą lub wspierającą rolę.

Życzliwe i nieoceniające wysłuchanie, przyjaźń zawsze pomaga. Na świecie wypracowano także modele specjalnych grup wsparcia, o których piszę w książce. Oczywiście pozostaje jeszcze profilaktyka!

Dlaczego tak trudno bada się homoseksualizm?

Chodzi o jego wyjątkowo złożoną i wielowątkową naturę. Koniecznym wymogiem staje się więc interdyscyplinarność podejścia z nadrzędną rolą psychologii.

Wiele zamieszania spowodował fakt, że do całościowej interpretacji wyników badań oraz tworzenia koncepcji homoseksualizmu zabierali się socjologowie, lekarze, pedagodzy, czy nawet seksuolodzy (najczęściej z przygotowaniem medycznym), którzy nie doceniali np. uwarunkowań środowiskowych lub wadliwie je interpretowali.

Po drugie, fakt, że istnieje wiele typów homoseksualizmu (badania powinny tu jeszcze postawić kropkę nad „i”),  wyjaśnia dlaczego badania  o podobnej metodologii dochodzą do sprzecznych wyników.

Na etapie ich projektowania nie zadbano po prostu o jednakową reprezentację różnych typów homoseksualizmu. Dodajmy do tego kontrowersje społeczne i intymność sfery seksualnej. Poza tym osób wyłącznie homoseksualnych w Polsce jest niezmiernie mało (tylko około 1,33%) i trudno do nich dotrzeć.

Odpowiedź społeczna

Docieranie do prawdy na temat homoseksualizmu to nie tylko porządkowanie stanu wiedzy czy chęć postawienia adekwatnej diagnozy, a potem udzielenia adekwatnej pomocy osobom homoseksualnym. Niestety, homoseksualizm stał się sprawą wyraźnie polityczną i zdominował życie społeczne na Zachodzie.

We wspomnianej książce wymieniam około 200 przypadków represji wobec osób mających poglądy sprzeczne z interesami lobby LGBTQI, w tym zwłaszcza prześladowania chrześcijan.

Ludzie są zwalniani z pracy, udziela im się w pracy nagany lub obniża pensję, wyrzucani są ze studiów, płacą olbrzymie, wielotysięczne kary finansowe (aż ponad 100 tys. dolarów), czasem są także wtrącani do więzienia, odmawia się im certyfikatów zawodowych, zastrasza się ich, nie mówiąc o aktach wandalizmu, jak rzucanie ekskrementami, podrzucanie zdechłego królika czy przystawianie tuby nagłośnienia do szyb kościelnych pomieszczeń.

Eskalacja żądań lobby LGBTQI w wielu krajach zazwyczaj zaczynała się niewinnie, a po osiągnięciu pełni przywilejów grupa ta zakrzykuje lub metodami administracyjnymi zwalcza także przejawy na przykład normalnej dyskusji naukowej, nie dopuszczając do głosu zwolenników konkurencyjnej opcji.

Doszło do tego, że obecnie np. na Malcie, w Niemczech, częściowo w Kanadzie oraz w 18 stanach USA już zabroniono terapii homoseksualizmu, a trwają na to zakusy w innych krajach.

Byli geje muszą zakładać stowarzyszenia w swojej obronie, ponieważ są prześladowani w przestrzeni publicznej (Voice of the Voiceless – znamienna nazwa „głos pozbawianych głosu”).

Dodajmy do tego tzw. tęczowe chrześcijaństwo, które w sposób wybiórczy interpretując Biblię, zwodzi osoby homoseksualne oraz resztę społeczeństwa obietnicami homoseksualnego raju.

Zapomina się, że prawdziwa miłość stawia także wymagania i jest oparta na obiektywnej prawdzie i społecznej sprawiedliwości oraz dalekowzroczności.

Nie mylmy jednak sfery prywatnej ze społeczną. Zawsze szanujmy osoby o skłonnościach homoseksualnych, ale w przestrzeni publicznej mówmy wyraźne „stop” obalaniu fundamentów społeczeństwa, którym jest rodzina naturalna – dla dobra samych osób homoseksualnych.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Twoje życie. Nowe rozmowy z dziewczyną o życiu, rodzinie, małżeństwie, płciowości, miłościBóg kocha homoseksualistów