Wiara Zobacz

Oficer śledczy na tropie zmartwychwstania

Kwi 08, 2020 Bartłomiej Grysa

Wszystko, co czytamy w Ewangeliach, zwłaszcza opisy męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, opiera się na relacjach naocznych świadków. Czy świadkowie ci są jednak prawdomówni? Na to pytanie odpowiada nam w swojej pracy detektyw Wallace – były ateista, sceptyk i zarazem profesjonalista w swoim fachu.

Wierzyć, że…

„Miałem trzydzieści pięć lat, gdy po raz pierwszy z uwagą wysłuchałem kazania pastora. Znajomy policjant od miesięcy zapraszał mnie do kościoła i o ile udawało mi się przez jakiś czas go zniechęcać, o tyle w końcu ustąpiłem i w niedzielę poszedłem z rodziną na poranne nabożeństwo.

Większej części tego, o czym mówił pastor, udawało mi się nie słuchać, aż do chwili, w której zaczął opisywać Jezusa w sposób, który przykuł moją uwagę. Opisał Chrystusa jako naprawdę mądrego człowieka, który miał do powiedzenia parę wyjątkowo sensownych rzeczy na temat życia, rodziny, związków z innymi ludźmi i pracy.

Zacząłem wierzyć, że to, o czym mówił, mogło być prawdą. Nie mając zamiaru zginać kolan przed Jezusem jako Bogiem, chciałem przynajmniej posłuchać Jezusa jako nauczyciela. Tydzień potem kupiłem swoją pierwszą Biblię”.

Jim był znany wśród znajomych jako wojujący ateista i sceptyk, który chrześcijański światopogląd starannie kwestionował.

W wieku trzydziestu pięciu lat miał na koncie służbę jako funkcjonariusz patrolowy, pracownik komórki do walki z gangami, członek oddziału ścigającego uliczny handel narkotykami, SWAT (oddziałów specjalnych) oraz zespołu do spraw przestępczości zawodowej.

Przesłuchał tysiące osób, dobrze orientując się w tym, na czym polegają zeznania naocznych świadków i wybiegi przez nich stosowane.

„Na drodze precyzyjnego stosowania metodologii zwykle byłem w stanie ustalić, czy osoba popełniła dane przestępstwo. Często byłem przy tym w stanie określić porę dnia, o jakiej miało to miejsce!

Jeżeli ta technika mogła dostarczyć mi środków, dzięki którym byłem w stanie aż tak głęboko wniknąć w zeznania podejrzanych i świadków, to dlaczego nie miałaby posłużyć mi również do zbadania przekazu Ewangelii?”.

Odrzucić uprzedzenia

Wallace jeszcze jako ateista zrozumiał, że najistotniejszą deklaracją apostołów jest świadectwo o zmartwychwstaniu Chrystusa.

Na początku jednak Jim musiał uporać się z kilkoma kwestiami: czy istnieją w ogóle jakieś wiarygodne zeznania świadków ewangelicznych, które można poddać weryfikacji? Czy Ewangelie są wiarygodne? Co stało się z Jezusem z Nazaretu? Jak można wyjaśnić to, że Jego grób był pusty? Może uczniowie Jezusa wykradli Jego ciało? A może na krzyżu Jezus doznał tylko jakichś obrażeń, z których się potem wyleczył? Czy naprawdę umarł, a potem zmartwychwstał?

Najważniejsze pytania dotyczące wiarygodności znalazły się akurat w polu kompetencji zawodowych Wallace’a. Jim chciał podejść do wyzwania, jakie sobie postawił, z intelektualną uczciwością.

Minimum faktów

Jim, zgłębiając literaturę naukową na temat zmartwychwstania, zwrócił uwagę na publikację dwóch naukowców, którzy zadali sobie trud zidentyfikowania minimum dowodów związanych ze zmartwychwstaniem, co do których zgadzają się praktycznie wszyscy badacze:

  1. Jezus umarł na krzyżu i został pogrzebany.
  2. Grób Jezusa był pusty i nikt nigdy nie pokazał Jego ciała.
  3. Uczniowie Jezusa uważali, że widzieli zmartwychwstałego Jezusa.
  4. Uczniowie Jezusa po swoich domniemanych doświadczeniach związanych ze zmartwychwstaniem doznali przemiany.

Problem wiarygodności świadków

Wallace uważał, że wiarygodność Ewangelii w temacie zmartwychwstania musi znaleźć potwierdzenie w pierwotnej dokumentacji. Takie źródła istnieją, pochodzące z pierwszych wieków naszej ery:

  1. Wiele nieprzychylnych chrześcijaństwu źródeł z I i II wieku n.e. (jak Tallus, Tacyt, Mara Bar-Serapion, Flegon i in.), potwierdza, że Jezus rzeczywiście został ukrzyżowany i umarł.
  2. Następcy apostołów dokumentują fakt, że zmartwychwstanie było najważniejszym elementem naocznego świadectwa apostołów.
  3. W najwcześniejszym znanym nam chrześcijańskim wyznaniu wiary zmartwychwstanie jest elementem kluczowym:
    „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem, i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli” (1 Kor 15,3-6).
    Gdyby uczniowie mijali się z prawdą, miejscowi wiedzieliby, że to kłamstwo, a św. Paweł nie mógłby spokojnie napisać, że Jezus „zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd” (1 Kor 15,6).
  4. Twierdzenia o zniekształceniach przekazu Ewangelii nie tłumaczą faktu, że nigdy nie odnaleziono ciała Jezusa w celu „udowodnienia fałszerstwa apostołów”.

Motywacje podejrzanych

Kolejnym elementem, który przestudiował Jim w swoim śledztwie, była motywacja apostołów. W praktyce zawodowej detektywów ukrywanie prawdy przez podejrzanych sprowadzało się zawsze do co najmniej jednego z trzech motywów: żądzy pieniędzy, motywu seksualnego (relacyjnego) bądź pragnienia władzy.

Wśród świadectw o apostołach nie ma śladu, który ukazywałby któregokolwiek z nich jako człowieka majętnego. Wręcz przeciwnie – Święty Paweł opisuje ich marną sytuację finansową:

„Aż do tej chwili łakniemy i cierpimy pragnienie, brak nam odzieży, jesteśmy policzkowani i skazani na tułaczkę” (1 Kor 4,11).

Przeganiani z miasta do miasta apostołowie musieli niejednokrotnie tracić to, co mieli. Oskarżenie o motywy relacyjne jest również niedorzeczne. Takie „skandale” natychmiast zostałyby podchwycone przez adwersarzy i powielane tak długo, jak się da.

Trzeci potencjalny motyw to pragnienie władzy. W początkowej fazie historii chrześcijaństwa przewodzenie wspólnocie chrześcijańskiej oznaczało zdecydowanie częściej wystawienie się na prześladowania i śmierć: publiczne krzyżowanie, śmierć na arenach od dzikich zwierząt czy palenie żywcem. Bycie liderem zatem znaczyło zatem gotowość do oddania życia za wiarę, a nie władzę tyrana.

Chrześcijański spisek?

Jim przed nawróceniem twierdził, że apostołowie kłamali:

„Być może przez to, że byłem sceptyczny i przez to, że jako detektyw już swoje w życiu widziałem. […] Sądziłem, że po to, by wypromować swoją sprawę i wzmocnić pozycję we wspólnocie religijnej, dwunastu mężczyzn obmyśliło, przeprowadziło i uklepało najbardziej skomplikowany i wpływowy spisek w dziejach świata”.

Przeciwko takiej argumentacji przemawiają jednak dwie kwestie:

  1. By spisek się udał, musi w nim uczestniczyć niewielka liczba osób. Tutaj mamy ich setki, i to od razu;
  2. Apostołowie mieli niewielkie lub prawie żadne szanse na porozumiewanie się między sobą po wniebowstąpieniu Jezusa. Oddaleni od siebie często o tysiące kilometrów, ewangelizowali w różnych częściach świata. Gdyby kłamali, nie mieliby pojęcia, czy którykolwiek z nich nie zdążył już „sypnąć”, ratując „własną skórę” i przyznać, że Jezus nigdy nie zmartwychwstał.
    Ostatecznie najmocniejszym znakiem potwierdzającym to, że mówili prawdę, była ich męczeńska śmierć. W swoich zeznaniach nie polegali na innych, bo ich świadectwa były „z pierwszej ręki”. Pisze on tym m.in. św. Jan w swoim liście:

„[To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce” (1 J 1,1).

Wierzyć w…

„Apostołowie wiedzieli, że głoszone przez nich przesłanie to ratujące życie lekarstwo na to, co zabijało i nadal zabija nas wszystkich. Oddali życie, by ocalić życie nam, a także po to, byśmy i my mogli ocalić jeszcze więcej istnień.

Zanim zostałem chrześcijaninem, przez osiem lat byłem policjantem. W tamtym okresie stopniowo traciłem wiarę w ludzi. Byłem podejrzliwy. Wszystko zmieniło się, kiedy moją wiarę złożyłem w Jezusie.

Gdy zacząłem rozumieć, czego mi było trzeba i pojmować, co otrzymałem, coraz bardziej potrafiłem współczuć i być wobec innych cierpliwym. Jako ktoś, komu wybaczono, nauczyłem się wybaczać, a mój entuzjazm stał się zaraźliwy”.

Obrazy życia, śmierci i zmartwychwstania Jezusa, które ukazują Ewangelie, noszą znamiona autentycznego, naocznego świadectwa, nie przypominając w niczym karykatur ukazywanych przez sceptyków.

Jezus rozumiał znaczenie i wartość dowodów i uważał za ważne to, by wiara w Niego miała na nich oparcie. Czyż nie dlatego pokazał swoje ręce Tomaszowi po zmartwychwstaniu?

Ten sam Chrystus Pan, który przemawia do nas z kart Pisma Świętego, jest dziś żywy i obecny w swoim Kościele, prowadzonym przez następców apostołów. Zmartwychwstały oczekuje na nas dziś, zwłaszcza w sakramentach pokuty i Eucharystii, chcąc być tak blisko nas, jak to tylko możliwe.

Bartłomiej Grysa
(na podstawie i cytaty za:
J.W. Wallace,
Sprawa chrześcijaństwa – śledztwo wznowione)

Książka Sprawa chrześcijaństwa – śledztwo wznowione dostępna jest w naszej księgarni.