Poprzez ojcostwo odkrywam, co to znaczy być mężczyzną

Mamy z żoną pięcioro dzieci. Dzięki nim odkrywam, co to jest człowieczeństwo. Poprzez ojcostwo poznaję, co to znaczy być mężczyzną. Uczę się pokonywać swoje słabości.

Mój tata miał wojskowy styl wychowania i ja również mam raczej twardy, porywczy charakter. Moje dzieci cały czas jednak mnie uczą, że nie taka jest droga do ich serc. Jedynie poprzez ciągłe pochylanie się nad nimi, wybaczanie sobie i zaczynanie od nowa można wiele osiągnąć. Można tego dokonać przez uśmiech i przez miłość. Tylko dzięki takiemu wychowaniu dzieci mogą się stawać normalnymi, szczęśliwymi ludźmi.

Rodzina – niesamowita przygoda

Rodzina to jest wzajemne dawanie i branie. Nie jest tak, że my, rodzice, tylko dajemy. Coraz częściej zauważam, że to dzieci więcej nam dają. Nieraz znacznie więcej. Kim bym był bez swoich dzieci? Byłbym bardzo ubogim człowiekiem…

Z roku na rok odkrywam coraz bardziej, że każde kolejne dziecko jest wielkim ubogaceniem dla nas. Każde jest inne, ma swój charakter, a w sumie wszystkie razem dają niezwykłą „kompozycję” – olbrzymią ilość wrażeń, emocji i poruszeń. Nie ma większej radości niż radość wzrastania z taką rodziną.

Prowadzimy dzieci przez ten czas do ich dorosłości, ale i one wiele nas uczą. Gdy dzieci były małe, to nie bardzo wiedziałem, co z nimi robić, jak z nimi rozmawiać, zwłaszcza z tymi pierwszymi. Powoli mnie tego uczyły. Teraz one stają się naszymi przyjaciółmi. Zaczynamy rozmawiać na coraz głębsze tematy.

Często zauważam w nich nasze – żony czy moje – „odbicie”. Widzę w nich pewne nasze zachowania. To jest taka wielka przygoda na co dzień, która przynosi nam niesamowitą radość.

Ludzie obcy, którzy nas spotykają z piątką dzieci, zwracają uwagę wyłącznie na ogrom pracy i zastanawiają się, jaki to musi być wysiłek i ile to musi kosztować. Nigdy nie stawiałem sobie takich pytań ani się nad tym nie zastanawiałem. Inne rzeczy są dla nas priorytetem, głównie radość bycia razem z dziećmi.

Dla nas słowo „rodzina” ma wielką głębię. Czuję, że z każdym kolejnym dzieckiem jeszcze bardziej tę głębię odkrywamy.

Obecność mamy w domu

Zauważamy, jak bardzo mama jest potrzebna w domu. Mamy takie szczęście, że żona nie musi pracować zawodowo – jest w domu i pracuje w domu. Często się mówi, że kobieta wychowująca dzieci nie pracuje. To nieprawda – ona haruje!

To ciągłe przebywanie żony z dziećmi sprawia, że wyczuwa się w naszym domu cały czas wielkie ciepło. Kiedy dzieci wracają ze szkoły czy z podwórka, ciągle mają blisko siebie bijące serce, uśmiech, radość ich mamy.

Nasz dom tętni życiem, jest tu prawie jak w ulu – ciągle przychodzą koleżanki i koledzy. Mama zawsze jest w centrum, zawsze w domu. Jest oparciem dla wszystkich.

Dom, do którego z chęcią się wraca

Staram się (jak dalece to jest możliwe) nie pracować ponad to, co jest potrzebne, żeby utrzymać rodzinę. Pozbyłem się wszelkich lęków o przyszłość, bo poprzez różne doświadczenia Pan Bóg pokazał nam, że naprawdę się o wszystko troszczy. Widzę, jak szybko przemija czas i jak szybko rosną nasze dzieci. Wiem, że za kilka lat pójdą na studia i założą własne rodziny.

Dlatego właśnie teraz staram się jak najwięcej czasu spędzać z nimi w domu oraz wspólnie z nimi przebywać. Wiele naszych przyjaciółek skarży się, że mężowie uciekają w jakiś sport, gry komputerowe lub wychodzą z kolegami na piwo, bo „muszą się po pracy zrelaksować”. Ja się najlepiej relaksuję w domu, najradośniej odpoczywam, kiedy jestem w domu razem z dziećmi i z żoną.

Pielęgnowanie więzi małżeńskiej

Wiem, że nigdy nie może mi zabraknąć czasu dla mojej żony. Naszą metodą na podtrzymanie więzi małżeńskiej są wieczory. Codziennie organizuję żonie kolację przy świecach. Ja ją przygotowuję – tak jak na święto. Ona nic nie musi robić.

Zapraszam ją do stołu, siedzimy i rozmawiamy o różnych sprawach i to jest nasz czas, w którym możemy wszystko sobie powierzyć i rozważyć.

Błogosławieństwo i moc od Boga

Oczywiście musiałem do tego dojrzeć. Moc do wychowywania dzieci, do stawiania czoła wielu trudnościom i zagrożeniom czerpiemy z sakramentu małżeństwa. Pierwszy raz zdałem sobie sprawę z tego, czym jest sakrament małżeństwa, dwa tygodnie po swoim nawróceniu, które przebiegało bardzo gwałtownie, można powiedzieć, spektakularnie.

Wtedy też nawróciła się – także w sposób gwałtowny i niezależnie ode mnie – moja żona. Zdałem sobie wówczas sprawę z tego, że Pan Bóg traktuje małżeństwo bardzo poważnie. Gdybym nawrócił się sam, a ona nie, to nasze drogi by się rozeszły.

To, że Pan Bóg dwa tygodnie później dał jej tę samą łaskę, było dla mnie znakiem, że Stwórca chce, byśmy wspólnie ku Niemu kroczyli. W sakramencie małżeństwa Bóg obdarzył mnie błogosławieństwem jako męża i ojca, a Gosię – jako żonę i matkę.

Od pewnego czasu staram się codziennie uczestniczyć w Eucharystii. Codziennie konfrontuję swoje życie z tą wielką Tajemnicą oraz ze słowem Bożym. Pomaga mi to patrzeć na rodzinę z perspektywy wiary. Dostrzegam, że Pan Bóg ma dla nas i dla naszych dzieci plan.

Wiara daje mi siłę do wypełniania codziennych zadań. Pozwala też dostrzegać własne błędy. Myślę, że nigdy bym nie powiedział swojemu dziecku „przepraszam”, gdybym nie miał takiego odniesienia, jakie daje wiara.

Pan Bóg nawołuje do tego, by w ten sposób postępować. Wiem, że jako człowiek mam dużo słabości, ale mam też nadzieję, że stanę się lepszym mężem i ojcem, lepszym człowiekiem.

Chciałbym, aby dzieci wyniosły z domu wiarę

Życie z Panem Bogiem daje niesamowitą siłę. My tego doświadczamy. Odkrywamy, że dzięki wierze i codziennej modlitwie jesteśmy szczęśliwi. Nie jest dla nas przede wszystkim ważne to, jaki zawód będą w przyszłości wykonywały nasze dzieci, jaką życiową drogę wybiorą: czy będą kapłanami, siostrami zakonnymi, czy też zdecydują się na małżeństwo. Najważniejsze jest to, żeby nie utraciły wiary w Boga.

Tę wiarę chciałbym im przekazać. Obawiam się najbardziej tego, że moje ułomności mogą zniekształcić u nich obraz Boga. Chciałbym, żeby w naszym domu doświadczyły one tego, że wiara nie jest tylko jakąś teorią, lecz jest ona czymś, z czego czerpie się siły.

Chciałbym, żeby dzieci nasze dostrzegły, że Bóg jest realny, że jest On miłością i że chce je w życiu wspierać, tak jak wspiera ich rodziców.

Dzięki wierze i codziennej modlitwie wiemy, jakie granice można przekroczyć, a jakich nie wolno. To wiara porządkuje całe nasze życie, daje nam nadzieję, radość i pokój. Tam „na górze” jest Ktoś, kto ma dla nas wspaniały plan, a my mamy ten plan odkrywać i realizować.

Dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez wiary i codziennej modlitwy. Żyłem bez niej wiele lat, a kiedy teraz patrzę na swoje ówczesne życie, to widzę tylko pustkę, przerażenie, strach przed życiem, bezsens i pogoń za głupstwami… To wszystko ukrywałem pod maską radości i bycia kimś ważnym.

Wartość ojcostwa

Warto odważyć się być ojcem całym sercem. Warto próbować odkryć wartość ojcostwa, które jest zarazem odkrywaniem siebie w pełnym, bardzo głębokim wymiarze. Jest ono odkrywaniem zamierzeń Pana Boga względem mnie jako mężczyzny. To oczywiście długi proces, który nie przebiega z dnia na dzień.

Świat produkuje w mężczyznach lęk przed byciem ojcem. Bardzo często chłopcy nie dorastają, zostają na poziomie dziecka. Bycie ojcem daje możliwość stania się prawdziwym mężczyzną, stanięcia w prawdzie i walki z przeciwnościami.

Bóg daje siłę. Ojciec mocno zakorzeniony w Bogu jest silny i jest dla całej rodziny wsparciem. Trzeba walczyć o rodzinę, o małżeństwo i o dzieci. Warto to robić, bo z tego płynie niesamowita radość i pokój. Poprzez bycie ojcem odczuwam głębokie spełnienie siebie jako człowieka.

Leszek Dokowicz