Rewolucja i rodzina cz. 2

W pierwszym w XX w. państwie totalitarnym, czyli w Rosji bolszewickiej, odnajdujemy wzorce antyrodzinnej polityki, powielane potem przez kolejnych naśladowców Lenina – nawet takich (jak Hitler), którzy oficjalnie odżegnywali się od komunizmu, a nawet deklarowali się jako jego zaprzysięgli wrogowie.

W gronie swoich najbliższych współpracowników nie kryli oni jednak swojego podziwu z powodu „inżynierii społecznej” uprawianej od 1917 r. przez bolszewików.

Nie tylko w tym przypadku chodziło o masowy terror jako narzędzie uprawiania polityki, ale również o całkowitą destrukcję chrześcijańskiego modelu rodziny.

W totalitarnej rzeczywistości rodzina przestawała być wspólnotą, w której małżonkowie wraz z dziećmi wzrastają we wzajemnej miłości nieoddzielonej od miłości do Boga.

W państwie „nowego typu” rodzina jest podporządkowana innym, ideologicznie wyznaczonym celom: albo państwu klasowemu (Związek Sowiecki), albo państwu rasowemu (III Rzesza Niemiecka).

Nad rodziną ma dominować kolektyw, definiowany albo jako dyktatura jednej klasy społecznej (por. marksistowską koncepcję „dyktatury proletariatu”), albo jako wspólnota „czystych rasowo”.

Rodzina nic nie znaczy. Kolektyw znaczy wszystko

O prymacie kolektywu nad rodziną pisał już Fryderyk Engels:

„Opieka nad dziećmi i ich wychowanie stanie się sprawą społeczną; społeczeństwo będzie się opiekować wszystkimi dziećmi jednakowo – zarówno ślubnymi, jak i nieślubnymi. Tym samym odpada obawa »następstw«, które stanowią dzisiaj najistotniejszy moment społeczny – moralny i ekonomiczny – powstrzymujący dziewczynę od bezwzględnego oddania się ukochanemu mężczyźnie. Czy nie będzie to dostateczną przyczyną dla stopniowego powstania nieskrępowanych stosunków płciowych?” (Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa).

Zauważmy, że dla cytowanego twórcy „socjalizmu naukowego” istnieje ścisły związek między „uspołecznieniem rodziny” w przyszłej komunistycznej rzeczywistości a propagowaniem rozwiązłości obyczajowej.

Tę myśl Engelsa podjęli potem i „twórczo” rozwinęli bolszewicy. Jak pisał Nikołaj Bucharin – nie ma czegoś takiego, jak bezwzględnie obowiązujące normy moralne. Wszystko ma być podporządkowane interesowi klasowemu:

„Dla proletariatu »etyka« przemienia się krok po kroku w proste i zrozumiałe zasady postępowania koniecznego do osiągnięcia komunizmu i w gruncie rzeczy przestaje być etyką”.

Warto również przytoczyć tutaj wnioski, do których doszedł w 1923 r. Jewgienij Prieobrażeński – inny bolszewicki „myśliciel”. W swojej książce O moralności i klasowych normach głosił on, że życie rodzinne i moralność seksualna mają być podporządkowane nie tylko interesom społeczeństwa, ale i „rasy”.

„W interesie zachowania rasy” – jak pisał na 10 lat przed dojściem Hitlera do władzy bolszewicki działacz – społeczeństwo ma prawo pozbywać się tych wszystkich osób (np. chorych wenerycznie), które »zatruwają krew«. Pozbyć się przez zamknięcie w obozach koncentracyjnych (gułagach) albo poprzez politykę sterylizacji”.

Rodzina na służbie „czystości rasy”

Jak więc widać, między komunizmem a niemieckim narodowym socjalizmem istnieje o wiele więcej punktów wspólnych, niż ktoś mógłby wcześniej przypuszczać.

Postulaty bolszewickiego pisarza zostały spełnione w 1935 r. w hitlerowskich Niemczech – w postaci uchwalonych wtedy przez Reichstag tzw. ustaw norymberskich. W formie aktów prawnych odzwierciedlały one ideologiczne założenie, wedle którego rodzina miała służyć interesom rasowym państwa niemieckiego.

Historycy zajmujący się polityką społeczną w Niemczech hitlerowskich zwracają uwagę na rozbudowaną tam politykę zabezpieczeń (zasiłków) społecznych adresowanych do rodzin, zwłaszcza rodzin wielodzietnych. Jednak odbiorcami tej pomocy miały być jedynie rodziny „czyste rasowo”, a kryteria tej „czystości” ustalały wspomniane „ustawy norymberskie”.

Rodzina godna pomocy ze strony państwa niemieckiego to zatem tylko rodzina „aryjska”. Zakazywano więc „hańbienia rasy” przez związki małżeńskie Niemców i Niemek z Żydami, a później także z innymi „podludźmi” – na przykład ze Słowianami…

„Ustawy norymberskie” zakazywały również wchodzenia w związki małżeńskie z osobami, wobec których zastosowano przymusową sterylizację lub miano ją u nich przeprowadzić (np. osoby z zaburzeniami psychicznymi, ale również przewlekle chore).

Te godzące w podstawy prawa naturalnego akty prawa stanowionego potępił papież Pius XI w 1937 r. w swojej encyklice Mit brennender Sorge, gdy za Cyceronem podkreślał, że

„nie jest moralnie słuszne to, co jest pożyteczne, ale pożyteczne jest to, co jest moralnie słuszne”.

W tym samym czasie tzw. postępowe środowiska po obu stronach Atlantyku od dziesięcioleci propagujące przymusową sterylizację osób „społecznie nieprzystosowanych” publicznie dawały wyraz podziwu dla realizowanej przez Niemcy hitlerowskie polityce eugenicznej wymierzonej w rodzinę.

Dla III Rzeszy Niemieckiej życie rodzinne miało więc tylko relatywną wartość. Rodzina była dobra, o ile była „czysta rasowo”.

W analogiczny sposób władze niemieckie podchodziły do ochrony życia. W samych Niemczech hitlerowskich aborcja była zakazana. Jednak w czasie II wojny światowej na terenach okupowanych przez Niemcy – na przykład w Generalnej Guberni – aborcja została wprowadzona i nawet władze okupacyjne do niej zachęcały.

Nie kryto przy tym, że celem jest tutaj doprowadzenie do jak najszybszego zmniejszenia populacji „słowiańskich podludzi”. Nietrudno się domyślić, co by się działo w samej Rzeszy, gdyby w latach 30. XX wieku postęp w rozwoju diagnostyki (USG) umożliwił szczegółowe badania prenatalne…

„Uspołecznianie” dzieci – na rzecz klasy i rasy

Każdy reżim o ambicjach totalitarnych chce odseparować dzieci od rodziców. Widzieliśmy to w przypadku rewolucji francuskiej (zob. „Miłujcie się!”, nr 5-2017).

Nie inaczej było w bolszewickiej Rosji. Jak pisała w 1921 r. Złata Lilina z Ludowego Komisariatu do spraw Narodowościowych:

„Czyż miłość rodzicielska w dużym stopniu nie szkodzi dziecku? […] Rodzina ma charakter indywidualistyczny i egoistyczny i jeśli dziecko wychowuje się w niej, to staje się w dużej mierze aspołeczne i nabiera egoistycznych skłonności […]. Wychowanie dzieci nie jest prywatną sprawą rodziców, lecz zadaniem społeczeństwa”.

Przez kolejne dziesięciolecia w Związku Sowieckim nie szczędzono wysiłków, ażeby na różne sposoby „uspołeczniać” dzieci. Temu właśnie celowi służył rozbudowany system kontrolowanych przez partię komunistyczną organizacji młodzieżowych – od poziomu przedszkolnego i wczesnoszkolnego („jukos”) przez szkolny („pionierzy”) po licealny i studencki („komsomolcy”).

Jak mówił w październiku 1920 r. na III Wszechrosyjskim Kongresie Komunistycznych Organizacji Młodzieżowych twórca bolszewickiej ideologii,

celem komunistycznego państwa jest zaprzęgnięcie „całego wychowania, wykształcenia i szkolnej edukacji dzisiejszej młodzieży” na rzecz wpojenia jej „komunistycznej moralności”.

Na czym jednak miała polegać ta „komunistyczna moralność”, która z pominięciem rodziny (albo do czasu powstania „socjalistycznej rodziny”) miała być wpajana sowieckiej młodzieży już od przedszkola? Lenin w tym samym przemówieniu wyjaśniał:

„odrzucamy każdą moralność, która jest wywiedziona z jakiegoś stojącego ponad człowiekiem bezklasowego pojęcia. […] Mówimy, że moralnym jest to, co służy zniszczeniu starego społeczeństwa wyzyskiwaczy. […] Nie wierzymy w wieczną moralność i demaskujemy oszustwo wszystkich możliwych bajek o moralności”.

Także pod tym względem Hitler okazał się pojętnym naśladowcą Lenina i Stalina, tworząc Hiltlerjugend – hitlerowską młodzieżówkę, do której należał monopol na organizowanie niemieckiej młodzieży.

Wszystkie inne organizacje (np. katolickie organizacje młodzieżowe), mogące być konkurencją, zostały zakazane w Niemczech jeszcze przed 1939 r.

W Hitlerjugend i w opanowanych przez narodowosocjalistyczne państwo niemieckie instytucjach edukacyjnych młodzież niemiecka miała także się uczyć, że nie ma moralności wywiedzionej ze stojącego ponad człowiekiem źródła (prawo naturalne jako emanacja ładu Bożego).

W III Rzeszy Niemieckiej moralne było to, co służyło zniszczeniu starego społeczeństwa „nieczystego rasowo”, wszystko to, co służyło utwierdzeniu „czystości rasowej” narodu niemieckiego. Temu celowi miało być całkowicie podporządkowane wszystko, w tym życie rodzinne.

Stąd brały się poważnie rozważane przez elitę hitlerowską w czasie II wojny światowej pomysły (Himmler), by wprowadzić w Niemczech wielożeństwo. W ten sposób chciano umożliwić „czystym rasowo” mężczyznom – przede wszystkim z SS – „spełnienie ich rasowego obowiązku wobec ojczyzny”.

Zresztą na planach się nie skończyło. Z inicjatywy Himmlera (dowódcy SS) pod koniec wojny prowadzono akcję Lebensborn, która redukowała ludzi do „nosicieli wartościowego materiału genetycznego”.

Antywychowanie

Od początku też antyrodzinny zamysł tkwił za polityką totalitarnych państw – zarówno Związku Sowieckiego, jak i hitlerowskich Niemiec – „socjalizowania” dzieci poprzez żłobki, przedszkola i szkoły.

Otwarcie pisał o tym Lenin, stwierdzając, że „publiczne jadalnie, żłobki, przedszkola – to są wzorcowe przykłady” komunistycznej polityki. Wprost nazywał je „zalążkami komunizmu”.

Oddzielaniu dzieci od rodziców miało również służyć propagowanie donoszenia na własnych rodziców jako na „wrogów klasowych”. Podobnie jak w odniesieniu do innych aspektów antyrodzinnej polityki, także w tym wypadku pierwowzór zaistniał w Związku Sowieckim.

Jako „jeden z małych cudów naszej epoki” sowiecka propaganda reklamowała postać 14-letniego Pawkę Morozowa (1918–1932) z syberyjskiej wsi Gierasimowka, członka komunistycznej organizacji „pionierów”, który zadenuncjował własnego ojca jako uczestnika „spisku kułaków”.

Ojciec Pawki wraz z innymi uczestnikami „spisku” został wówczas skazany na karę śmierci. Kara nie ominęła jednak również małego donosiciela, który został znaleziony głową do dołu w studni. Według oficjalnej wersji była to zemsta zdemaskowanych przez chłopaka „kułaków”.

Długo po śmierci Stalina wznoszono w Związku Sowieckim pomniki ku czci małego donosiciela, pisano o nim powieści dla młodzieży, komponowano opery i robiono filmy. Przekaz dla młodzieży był jasny: jeśli macie wybierać między rodzicami a władzą sowiecką, macie wybrać tę drugą.

Wybór ten stał w jawnej sprzeczności z naturą człowieka oraz z nauczaniem Kościoła. Jak przypominał św. Jan Paweł II:

„Miłość małżeńska wyraża się w wychowaniu jako prawdziwa miłość rodzicielska. »Komunia osób«, która stoi u początku rodziny jako miłość małżeńska, dopełnia się poprzez wychowanie i rozprzestrzenianie się na dzieci.

Chodzi o to, aby podjąć całe to potencjalne bogactwo, jakim jest każdy człowiek rozwijający się pośród rodziny; chodzi o to, aby nie pozwolić mu zginąć albo ulec degeneracji, natomiast zaktualizować je w coraz dojrzalsze człowieczeństwo” (List do rodzin, 16).

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Mity i fakty. Zeszyty historii Kościoła (4)Mity i fakty. Zeszyty historii Kościoła (3)Mity i fakty. Zeszyty historii Kościoła (1-2)