Święta noc w Annai

Staliśmy przed posągiem św. Szarbela, znajdującym się przed wejściem do klasztoru. Nagle posąg zaczął się poruszać: ręka świętego zaczęła błogosławić tłumy. Co więcej, figura zaczęła obficie wydzielać mieszaninę potu i krwi

Nazywam się Szarbel Maron. Jestem maronickim księdzem z Libanu. Posługuję w USA, dokąd przybyłem w 1983 r., aby studiować informatykę. Tam odkryłem powołanie do kapłaństwa i w Waszyngtonie wstąpiłem do klasztoru Najświętszej Maryi Panny, Pani Libanu.

Byłem świadkiem cudów, które miały miejsce przed klasztorem w Annai 9 października 1977 r. Tej pamiętnej niedzieli papież Paweł VI odprawiał uroczystą Mszę św. w Watykanie, podczas której kanonizował bł. o. Szarbela.

W Libanie toczyła się wówczas krwawa wojna domowa, rozpoczęta przez palestyńskich terrorystów z Organizacji Wyzwolenia Palestyny (OWP). Nie mogliśmy wyjechać z kraju, dlatego zorganizowaliśmy pielgrzymkę ze Żbejlu (Byblosu) do Annai. Przeszliśmy 17 kilometrów i dołączyliśmy do tłumów, które już tam były.

Przez całą noc na placu żarliwie modliły się dziesiątki tysięcy ludzi, a z tłumu dobiegały błagalne okrzyki. Staliśmy przed posągiem św. Szarbela, znajdującym się przed wejściem do klasztoru. Nagle posąg zaczął się poruszać: ręka świętego zaczęła błogosławić tłumy. Co więcej, figura zaczęła obficie wydzielać mieszaninę potu i krwi.

Posąg i grób św. Szarbela oddzielał od tłumu solidny płot. Pewien mężczyzna przeskoczył ogrodzenie, wziął szybko na ręce swą kaleką od urodzenia córkę, starł trochę potu i krwi z figury, po czym namaścił tym dziecku nogi. Następnie, błagając Boga o cud, postawił dziewczynkę na nogi, a ona zaczęła chodzić na oczach tłumu! Wszystkich ogarnęła euforia.

Kanonizacja o. Szarbela w czasie wojny, która od wielu lat rozrywała Liban, była powodem do wielkiego wybuchu radości. Przez kilkanaście minut puszczano fajerwerki, dziękując Bogu za cud dokonany przez wstawiennictwo św. Szarbela.

Na placu przed klasztorem stali libańscy skauci. Postanowili podzielić plac na pół, tak aby wszyscy chorzy, kalecy, sparaliżowani i chromi, którzy przyjechali na wózkach inwalidzkich albo przyszli o kulach, mogli dojść do figury św. Szarbela.

W tym gronie byli tacy, którzy zostali uzdrowieni, a ich przypadki były tak ewidentne, że przyciągały uwagę wszystkich. Widziałem na własne oczy siedem cudownych uzdrowień i jestem przekonany, że w ciągu tej nocy było ich znacznie więcej.

Po skończonym nocnym czuwaniu w Annai wracaliśmy w grupie 45 młodych chłopaków, w całkowitej ciszy! Wszyscy byli tak głęboko poruszeni tym, co widzieli. Dopiero po powrocie zaczęliśmy rozmawiać o cudach, które widzieliśmy. To była święta noc.

Uzdrowienie w Nab’a

Niedługo potem w Nab’a niedaleko Bejrutu miał miejsce inny cud. Mieszkał tam wraz z matką pewien sparaliżowany chłopiec. Nie mógł chodzić, a jego matka codziennie wystawiała go na podwórko, by mógł obserwować przechodniów.

Pewnego dnia chłopiec przebywał jak zwykle na zewnątrz. Nagle wrócił biegiem do domu! Matka, zszokowana, zaczęła wypytywać go, co się stało. A on na to:

„Stary mnich – powiedział, pokazując na zdjęcie św. Szarbela – przyszedł do mnie, mówiąc, bym wstał i zaczął chodzić”.

Tam, gdzie chłopcu objawił się św. Szarbel, wszystko wokół zaczęło pachnieć kadzidłem: drzewo, metalowe elementy płotu, a nawet worki z piaskiem. Wieść o tym rozeszła się wśród ludzi lotem błyskawicy.

W ciągu dwóch – trzech dni przyszło do tego miejsca wielu potrzebujących, którzy wzięli stamtąd wszystko, co pachniało jak kadzidło. Rozebrali całe drzewo aż do korzenia, a nawet podzielili między sobą metalowe elementy płotu. Przyszli po błogosławieństwo, które zostawił św. Szarbel, i nie odeszli z pustymi rękami.

Uzdrowienie mojego brata, Marona

Wraz z bratem słyszeliśmy wszędzie o cudach za wstawiennictwem św. Szarbela. Mój starszy brat, Libnen, poszedł odwiedzić ten dom w Nab’a. Jedyna rzecz, jaką był w stanie tam znaleźć, to mały kamyk pachnący kadzidłem. Zabrał go do domu; mama rozbiła go na drobne części, wzięła rozpalony węgielek, na który posypała drobiny kamyka, po czym okadziła cały dom, podwórze i drób.

Mój młodszy brat, Maron, miał na jednej ręce brodawki. Wyglądały one paskudnie. Lekarze próbowali to leczyć, ale żadne leki ani maści nie skutkowały. Libnen zawsze mu dokuczał z tego powodu. Mówił do niego:

„Jak tam dzisiaj, brodawkowy człowieku?”.

Maron z kolei był przewrażliwiony na tym punkcie. W szkole inne dzieci gapiły się na tę jego rękę i też mu dokuczały.

Kiedy zyskaliśmy tę niezwykłą relikwię, mama powiedziała do Marona:

„Zanim pójdziesz spać, pomódl się, prosząc św. Szarbela o uzdrowienie. Ja ci zawinę te drobiny wokół ręki”.

Następnego dnia siedzieliśmy wszyscy przy śniadaniu, a Libnen, jak zwykle, zaczął dokuczać Maronowi:

„Jak tam dzisiaj, brodawkowy człowieku?”.

Wówczas mój młodszy brat spojrzał na swoje ręce i nagle spostrzegł, że obie wyglądały tak samo: brodawki całkowicie zniknęły!

Święty Szarbel poruszył nas wszystkich do głębi tym, co się stało, i do dzisiaj mu za to dziękujemy. Te nadzwyczajne, nadprzyrodzone znaki umocniły moją wiarę w Chrystusa i pomogły mi odkryć powołanie do kapłaństwa.

Jezus Chrystus, który przez swoją śmierć i zmartwychwstanie wybawił nas ze śmierci i grzechu, jest z nami i działa w katolickim Kościele przez sakramenty oraz przez pośrednictwo świętych.

Święty Szarbel jest wyjątkowym świętym, przez którego wstawiennictwo zmartwychwstały Jezus nieustannie dokonuje na całym świecie spektakularnych cudów. Módlmy się za wstawiennictwem św. Szarbela o umocnienie swojej wiary, abyśmy w każdej sytuacji swego życia wierzyli, bezgranicznie Bogu ufali i całym sercem pełnili Jego wolę.

o. Szarbel Maron
(świadectwo spisał i opracował Bartłomiej Grysa)


Modlitwa do Świętego Szarbela

Święty Szarbelu, który nosiłeś w swoim ziemskim życiu troski ludzi i modliłeś się za nich, z nieba wypraszałeś wciąż dobro dla ziemi, a przez Twe ręce dokonywały się wielkie cuda i wielu uzyskało wielkie łaski. Proszę Cię teraz szczególnie, byś wstawiał się w intencji […]. Ty jesteś moim prawdziwym przyjacielem. Naucz mnie, bym poddawał(a) się zawsze woli Pana, akceptował(a) z radością życiowe trudności i nie zboczył(a) z Jego drogi, cokolwiek stałoby się w tym świecie, ponieważ z Niego i w Nim jest tylko pełnia miłości i życie wieczne, na tym świecie i po nim. Pozostań ze mną, mój wzorze i patronie, Święty Szarbelu. Amen.
Ojcze nasz…
Zdrowaś, Maryjo…