Trudna misja s. Michaeli

Zmiany społeczno-ustrojowe w Polsce zapoczątkowane w latach 80. XX wieku przyniosły ze sobą nową, bardzo liberalną interpretację ustawy o wolności sumienia i wyznania. Umożliwiła ona w sposób niekontrolowany rejestrację i działalność nowych nieznanych praktyk i ruchów religijnych zwłaszcza tych, które niosły światopogląd Dalekiego Wschodu. Właśnie wtedy większość sekt zaznaczyła swoją aktywność w Polsce.

Niektóre rodziny zostały postawione przed bardzo trudnymi problemami w związku z porzucaniem przez dzieci nauki i ucieczką z domu do sekt, albo ich całkowitym zaginięciem. Wspierając się wzajemnie w tym nieszczęściu, rodzice tych dzieci założyli w 1993 r. Stowarzyszenie Ruch Obrony Rodziny i Jednostki (RORiJ), by temu zapobiegać.

Właśnie z obserwacji szerzącego się Orientu w Polsce wynika, że propagatorzy antychrześcijańskiego światopoglądu manipulują szczególnie młodym pokoleniem, by wychować je w duchu New Age. Niestety, ich metodą wychowawczą jest najczęściej psychomanipulacja.

Organizacje o charakterze psychomanipulacyjnym, zarówno religijne jak i pozareligijne, uzależniające człowieka psychicznie i fizycznie stosują takie same, jak w sektach, techniki i metody. Jest to głębokie manipulowanie świadomością człowieka. Każda z definicji psychomanipulacji wskazuje na celowość działania i skrytość manipulatorów ze szkodą dla osoby manipulowanej.

Jednym z wielu przykładów manipulacji werbującej młodzież do wschodnich religii jest „zabawa” na Woodstocku, z propagandą kultu Kriszny, znany jako ruch „Hare Kriszna”, wciągający młodzież do Misji Czaitanii i Towarzystwa Świadomości Kriszny. W ośrodkach kultu Kriszny podstawą jest wegetarianizm, wiara w reinkarnację dusz, praktyka „gurupudża” (oddawanie boskiego hołdu swemu liderowi, jako guru) i rytmiczna, nieustanna recytacja mantry zawierająca tylko słowa: Hare Rama, hare Kriszna.

W Polsce jest wiele ruchów i ośrodków medytacji, które oparte są na wschodniej duchowości. Mają one okultystyczne i ezoteryczne podłoże i praktyki o duchowości demonicznej.  Dziś okultyzm i ezoteryzm z wiarą w reinkarnację rozprzestrzenia się w całym świecie. Nastąpił powrót do poglądów i praktyk pogańskich. Jak dawniej była w użyciu różdżka czarodziejska, tak dziś używa się wahadełek; miejsce zaklęć zajęły mantry, a alchemię zastąpiono psychodeliką, czyli stosowaniem środków halucynogennych; często nie rozróżnia się zjawisk fizycznych np. z dziedziny energetyki i biologii od zjawisk duchowych.

Poza tym, mylone bywają nie tylko postacie boskie i ludzkie, ale także mitologiczne i historyczne; a nawet Jezus Chrystus utożsamiany bywa z czarnoksiężnikami lub stawiany na równi z pogańskimi bożkami, jak Budda czy Kriszna.

Aby w tym duchowym chaosie nie pobłądzić RORiJ poprosił o współpracę s. Michaelę Pawlik, ze Zgromadzenia Sióstr Dominikanek Misjonarek Jezusa i Maryi, która od 25 lat jest dla nas rodzin, poszkodowanych przez sekty, niekwestionowanym autorytetem, jeżeli chodzi o rozeznania doktryn i sekt pochodzenia hinduistycznego, czy buddyjskiego.

Na początku trudno nam było zrozumieć tak szybki proces odejścia naszych dzieci oraz młodych ludzi od wiary katolickiej i wejścia w zupełnie inną duchowość. Siostra nam wyjaśniała, iż dzieje się to poprzez stopniowe oswajania z nowymi pojęciami i wprowadzanie nowej obcej doktryny przy jednoczesnej początkowo akceptacji zasad wiary chrześcijańskiej.

Sekty przystosowały religie Orientu dla społeczeństw zachodnich dokonując zafałszowań tworząc synkretyczne quasi filozofie, aby treści były bardziej strawne dla młodych ludzi wychowanych w wierze katolickiej. Siostra Michaela nieustannie to demaskuje.

My rodziny ofiar sekt doskonale rozumiemy, że s. Michaela jest dla wielu propagatorów zafałszowanych religii niewygodna, więc rozpowszechniają przeciw niej różne kalumnie, dlatego chcemy wziąć ją w obronę.

Nie jest bez znaczenia nazwa jakiegokolwiek ruchu czy organizacji. Jak wykażę w dalszej części obrony, ma to fundamentalne znaczenie. Wprowadzenie w krąg kultury chrześcijańskiej słowa maitri to otwarcie się na duchowość wschodnią oraz oswajanie i przygotowywanie do akceptacji Maitrei – głowy Hierarchii Okultystycznej.  Z pewnością w ten oto sposób pojawienie się Maitrei nie będzie budziło obaw i sprzeciwów, bo etymologia słowa Maitreja będzie miała związek z nazwą ruchu Maitri ze szlachetną działalnością.

Wielu nie rozumie krytyki nazwy ruchu Maitri przez s. Michaelę, która bądź co bądź spędziła w Indiach kilkanaście lat i poznała dokładnie hinduizm, buddyzm w praktyce i nie tylko.  Siostra ma bardzo ciepły i serdeczny stosunek do każdego człowieka, ale jest stanowcza i jednoznaczna, szczególnie jeżeli chodzi o prawdy wiary nauki Ewangelii Jezusa Chrystusa.

W dalszej części artykułu dokładnie wykażę kompetencje s. Michaeli Pawlik i uzasadnienie jej sprzeciwu wobec nazwy Maitri danej katolickiemu ruchowi.

Obserwujemy w Polsce duże zainteresowanie indyjską kulturą i duchowością. Spotykamy już tych, którzy odwiedzili Indie i przekazują na ich temat przeróżne informacje – często kontrowersyjne.

Wśród wielu informacji na temat Indii, bardzo interesujące są relacje s. Michaeli, która będąc pielęgniarką, ukończyła także Instytut Wyższej Kultury Religijnej na KUL-u i jako świecka woluntariuszka wyjechała do Indii, gdzie ponad trzynaście lat prowadziła na wsi ambulatorium. Tam, poza pracą w służbie zdrowia, studiowała eksternistycznie nauki humanistyczne na Uniwersytecie Karnatak w Dharwad i po ich ukończeniu otrzymała dyplom: „Bachelor of Arts”.

Życie na wsi wśród najuboższych, a także kontakt ze światem uniwersyteckim, dało jej unikalną możliwość poznania warunków, mentalności, religii i relacji społecznych w Indiach.

Pracując na wsi, nauczyła się miejscowego języka, więc nie potrzebowała korzystać z anglojęzycznych tłumaczy, którzy – jak siostra twierdzi – zwykle ukrywają przed Europejczykiem ich negatywne praktyki i skutki rodzimych wierzeń. Dlatego jej wykłady, prelekcje czy katechezy są oryginalne, chociaż często niezgodne z obiegową opinią na dany temat, i to nie wszystkim się podoba, więc zrozumiałe są kalumnie na jej temat.

Wiadomo, że np. czciciele Kriszny, nie mogą być zadowoleni, gdy s. Michaela wykazuje ich niewiedzę nawet dotyczącą imienia Kriszny, gdy np. pokazuje fotokopię z indyjskiego słownika sanskrycko – angielskiego, gdzie jest podane, że „Kriszna” znaczy: „black”, „dark”, „wicked”, „evil”, „darkness – moral also”, (co w jęz. polskim znaczy: „czarny”, „ciemny”, „nikczemny”, „zły”, „ciemnota – także w znaczeniu moralnym”), a nie „wszechatrakcyjny” – jak podają ich polskie słowniki. Dlatego bardzo wcześnie rozpoczęto zapobieganie jej opiniom.

Poważne zarzuty

Najwcześniej tam, gdzie było zaproszenie na spotkanie z s. Michaelą, dostarczano informację, że ona wcale w Indiach nie była. Na „dowód” tego, okazywano kserokopię pisma biskupa indyjskiego, gdzie było podane, że „…nigdy w Indiach nie było polskiej dominikanki imieniem: s. Michaela”… Argument był nie do zbicia dla tych, którzy nie wiedzieli, że w Indiach znana była jako misjonarka świecka – Zofia Pawlik, a nie s. Michaela. Dopiero po powrocie do Polski, gdy wstąpiła do Zakonu, otrzymała to imię.

Później, gdy sprawa imienia została wyjaśniona, rozrzucane były ulotki, że ktoś drogą telefoniczną rozmawiał z rektorem podanego przez nią uniwersytetu i dowiedział się, iż na tym uniwersytecie nie było studentki pod jej nazwiskiem, że po prostu ona kłamie(!) Ale ten zarzut łatwo było zdemontować okazaniem jej indyjskiego dyplomu, dlatego potem próbowano odebrać i zniszczyć jej dyplom. Poza tym grożono jej nawet śmiercią (por. „Nasz Dziennik” 25.06.1999 r., s.10).

Jak powiedziałam, nie dziwię się czcicielom Kriszny czy jakimkolwiek sekciarzom, że mogą ją nienawidzić, gdy spotykają się z krytyką ich poglądów. Ale pojawiły się też zarzuty, że s. Michaela, będąc w Indiach, szkodziła polskiemu misjonarzowi, a teraz krytykuje naukę soboru Watykańskiego II, papieża Jana Pawła II i oczernia katolicki Ruch „Maitri”, przez co rzekomo szkodzi przede polskiemu Kościołowi.

Szczególnie dziwne dla mnie było też twierdzenie, że: „kompetencje s. Pawlik do wypowiadania się na temat religii Wschodu zostały już dawno zakwestionowane w kręgach naukowych”. Jednak nie podano uzasadnienia podstaw tego zakwestionowania.

Natomiast co do uwag s. Michaeli odnośnie Ruchu Maitri, akurat zgadzają się one z tym, co wcześniej pisał w kwartalniku Papieskiej Unii Misyjnej pt. „Światło Narodów” ówczesny jego redaktor naczelny, ks. dr Antoni Kmiecik, który w swym obszernym artykule ostrzegał przed błędną, antychrześcijańską i antymisyjną formacją młodzieży zrzeszonej w Ruchu Maitri (por. nr 64, 1.I – 28.II 1989, s. 13-17).

Przyznam się, że dziwiły mnie wszystkie w/w zarzuty pod adresem s. Michaeli, ale szczególnie zdziwiły mnie zastrzeżenia „naukowców” co do jej kompetencji, bo miałam okazję słuchać jej wykładów, a nawet mam kilka książek jej autorstwa, które opublikowane zostały przez Wydawnictwo Diecezjalne w Sandomierzu, lecz nie zetknęłam się z takimi jej wypowiedziami czy tekstami, które potwierdzałyby prawdziwość stawianych jej w/w zarzutów.

Siostra twierdzi, że na podstawie tychże zarzutów, bez zweryfikowania faktów, nawet niektórzy biskupi w listach adresowanych do członków ruchu Maitri, wyrażali współczucie, że siostra ich krzywdzi. Potem te listy ruch rozpowszechniał, jako rzekomy dowód, że biskupi siostrę potępiają.

Przekonałam się jednak, że biskupi błędne mieli o siostrze informacje, gdy w jednej z gazet przeczytałam artykuł pt. „Wojna zakonnicy”, w którym biskupi zarzucają siostrze, że ona Ruch Maitri zalicza do sekt… Tymczasem nigdzie nie spotkałam się z wypowiedzią s. Michaeli, by go do sekt zaliczała, chociaż miała zastrzeżenia co do jego niechrześcijańskiej nazwy i niektórych teozoficznych poglądów zawartych w ich broszurkach.

Jednak pomimo tego zawsze twierdziła, że ruch ten „jako katolicki, bardziej szkodliwy jest, niż sekta(!), ponieważ sekta rozsiewa fałsze religijne poza obrębem naszego Kościoła, więc kto jest dobrym katolikiem, ten błędu sekciarskiego nie przyjmie”. W jej ocenie mniej groźne są sekciarskie herezje, niż – jak powiada – „zatrucie wiary wewnątrz Kościoła”, co dzieje się między innymi przez błędy, jakie rozpowszechnione zostały przez publikacje ruchu Maitri, szczególnie gdy jego członkowie bezpodstawnie powoływali się na błogosławieństwo papieża Jana Pawła II, współpracę z Matką Teresą i wydawnictwo papieskiej uczelni Gregorianum, co siostra dokładnie sprawdziła i wykazała, że jest to fałszerstwem. Siostra Michaela wielokrotnie stawiała pytanie: czy pomoc głodującym z krajów Trzeciego Świata musi być związana z szyldem: „Maitri”?

Sprawdzone fakty

Wobec tak różnorodnej opinii na temat s. Michaeli, postanowiłam bliżej zapoznać się z tą sprawą, ponieważ zasada sprawiedliwości nakazuje, by słysząc zarzuty oskarżycieli, przesłuchać także osobę oskarżoną, więc w tej sprawie spotkałam się z nią osobiście.

W wyniku weryfikacji faktów, m.in. tego, że s. Michaela krytykuje Sobór i papieża. Często, podczas swych wykładów, siostra powołuje się na dokumenty soborowe, ale jeżeli krytykuje, to krytykuje sprzeczne z nimi obiegowe opinie. Krytykuje także błędne komentarze niektórych wypowiedzi św. Jana Pawła II i pokrętne rozumienie soborowej nauki o ekumenii.

Zdecydowanie twierdzi, że ekumenia ma dotyczyć tylko starań o zjednoczenie wszystkich chrześcijan, a nie zjednoczenia religii pogańskich np. buddyzmu czy hinduizmu z chrześcijaństwem, bo twierdzi, że tego połączyć się nie da. Dlatego czasem można od niej usłyszeć twarde zdanie: „niemożliwa jest ekumenia Boga z demonami czy diabłami”. I to może się komuś nie podobać…

Charakterystyczne jest to, że s. Michaela czarne na białym (merytorycznie) udowadnia sprzeczne z wiarą katolicką poglądy zawarte m.in. w materiałach formacyjnych Ruchu Maitri (Por. cytaty z ich materiałów i komentarz do nich, w książce s. Michaeli pt. „Nie dajcie się uwieść”, Sandomierz 2008, s. 114-132).  Niestety, zachwyceni tym ruchem katoliccy księża, często misjonarze, przekonują, że słowo „maitri” jest tożsame ze słowem „caritas”, podczas gdy s. Michaela w sposób niepozostawiający złudzeń udowadnia, że tak nie jest. Tak samo jak Bóg nie jest tożsamy z Buddą czy Kriszną, chociaż te bożki wśród swoich czcicieli uchodzą z „bogów”.

Poza tym, siostra ostrzega, że w Rzymie sprawdzone było wydawnictwo broszurek Ruchu Maitri sygnowane: „Gregorianum Roma”, i okazało się, że jest zafałszowane. Dlatego s. Michaela proponuje, by te publikacje, które ktoś u siebie posiada, oraz te, które do tej pory są w bibliotekach,  zaopatrzyć notatką, że to są falsyfikaty, a nie rzeczywiste publikacje papieskiego uniwersytetu Gregorianum(!) Albowiem publikacje zakłamanych tekstów religijnych, znajdujące się w bibliotekach, z podrobionym wydawnictwem papieskiego uniwersytetu Gregorianum, są szczególnie niebezpieczne dla zainteresowanych religioznawstwem i studentów, zwłaszcza dla tych, którzy opierając się na nich, piszą prace naukowe i w ten sposób błędy dalej powielają.

Siostra Michaela przypomina, że nazwę „maitri od dawna mają instytucje buddyjskie, a także głowa Hierarchii Okultystycznej zwany „Maitreja”, uchodzący za wcielenie maitri. Poza tym w Indiach istnieje Upaniszad, jedna z końcowych ksiąg wedyjskich, pt. „Maitri”, zawierająca poglądy sprzeczne z Bożym Objawieniem.

Zatem nazwa katolickiego Ruchu Maitri nawiązuje właśnie do tej konkretnej duchowości. Więc jeżeli założyciele tej organizacji zdecydowali się zaadoptować to słowo do chrześcijaństwa, pozwala domniemywać, iż jednym z celów było wprowadzenie tego słowa do katolickiej nomenklatury, by łatwiej przybliżyć uczucia wiernych do osoby Maitrei.

Więc niebezpieczne jest nie tylko to, że słowo maitri przybliża wschodnią duchowość (jak wspomniano wyżej), lecz groźniejsze jest to, że upowszechnianie tego słowa łatwiej otworzy ich serca wiernych na przyjęcie Maitrei, jako wcielenia maitri. A ponieważ Maitreja stoi na czele okultystów i twierdzi, że jest postacią boską, oczekiwaną przez wyznawców wszystkich religii, więc pretenduje do totalnej duchowej, ogólnoświatowej władzy (por. w internecie hasło: „Maitreya” i „Budda przyszłości”).

Niestety, pogańskie religie są zagrożeniem dla sakralnej duchowości katolickiej, gdyż wiadomo, że okultyzm, chociażby występował pod piękną nazwą, jest związany z duchowością demoniczną, a niejednokrotnie z ruchami satanistycznymi, całkowicie ubliżającymi świętości Boga!

Tymczasem na oficjalnej stronie internetowej Ruchu Maitri możemy przeczytać, iż jego duchowość „skupia się wokół osoby cierpiącego Chrystusa. Jego udręczone ciało zawisło na krzyżu, kiedy za każdego z nas oddał swoje życie (…). Cierpiącego i umierającego Jezusa uosabiają także najbiedniejsi, którym uczestnicy Ruchu starają się służyć”.

Poza tym, w imię haseł, że członek ruchu Maitri: „czuje się równy z tymi, którym pomaga, szanuje ich godność, szuka dróg zbliżenia się do nich”.

Toteż gorliwsi członkowie byli dokształcani w pogańskich religiach tych, którym pomagają. Bo przecież nic złego, w tym, by poznać poglądy swych podopiecznych. Tylko cała trudność w tym, że dawane im instrukcje były tendencyjne i nieprawdziwe, co s. Michaela w swych wystąpieniach i publikacjach wyraźnie wykazuje.

W internecie spotykamy bardzo szeroką reklamę Maitrei, którego otacza tajemnica – nieznane jest jego nazwisko i pochodzenie. Jedni uznają go za postać boską, inni za Antychrysta (por. w internecie).

W 1988 roku w Kenii Maitreja pojawił się publicznie – rzekomo w „cudowny” sposób – jako postać rzekomo boska. Od tamtej pory występuje jako „Nauczyciel świata” i „Mistrz mądrości”. Jego nauczanie podawane jest w piśmie zatytułowanym: „Share International”.

Szczególnie wiele miejsca Maitreja poświęca przekazom skierowanym ku wyznawcom Chrystusa. Nawet w jednym numerze w/w pisma przekonuje, by chrześcijanie ustanowili papieżem właśnie jego (nowego Chrystusa). On zaś zajmie należne mu miejsce na tronie Piotra i będzie sprawiedliwie sprawował władzę nad wszystkimi kościołami.

Poza tym, szczególnie sensacyjna jest informacja w internecie zapowiadająca jego rychłe publiczne wystąpienie, podczas którego Maitreya ma telepatycznie łączyć się z ludzkością całego świata i przekazać ważną tajemną wiedzę, która może zmienić nawet bieg historii….

Wobec tak szerokiej propagandy odnośnie Maitrei, jako wcielenia maitri, mogą niektórzy uwierzyć, że to faktycznie paruzja Miłosiernego Chrystusa. Rozpowszechnienie tego słowa przez ruch Maitri uchodzący za katolicki, łatwo może otworzyć serca ich członków oraz ich podopiecznych, na przyjęcie orędzia Maitrei. Dlatego s. Michaela zapobiega, by ponownie nie było ofiar okultystycznych seansów dokonywanych przez Maitreyę, które mogą być jeszcze bardziej podstępne i niebezpieczne niż te, jakich w XX w. dokonywał słynny „uzdrowiciel” Clive Harris, który wyznał, że uzdrawia mocą tajemną, a nie boską.

Natomiast Maitreya, jako głowa Hierarchii Okultystycznej, na ogół nie tyle zajmuje się uzdrawianiem, lecz rozpowszechnianiem zdecydowanie antychrześcijańskich poglądów i wprowadza okultystyczną (demoniczną) duchowość. Dlatego nie tylko s. Michaela, ale wszyscy katolicy powinni mieć poczucie troski o wierność objawionej przez Boga Prawdzie i ochronę sakralnej duchowości z niej wynikającej.

Szczęść Boże!