Ucząc się od św. Jana Pawła II – cz. 1

Nauczanie pozostawione Kościołowi powszechnemu przez św. Jana Pawła II to niezwykle bogata spuścizna duchowa i teologiczna. Zamierzeniem cyklu, który rozpoczynamy na łamach „Miłujcie się!”, jest przypomnienie tej części nauczania świętego papieża, które odnosiło się wprost do dziejów wzrostu i kryzysu cywilizacji chrześcijańskiej, tej cywilizacji, która powstała jako produkt uboczny ewangelizacyjnej pracy Kościoła.

Potrzeba pamięci o naszym „duchowym zapleczu”

Na początku naszych refleksji należy podkreślić, że św. Jan Paweł II zwracał uwagę na pilną konieczność swoistego renesansu pamięci wśród Europejczyków.

W opublikowanej w 2003 r. posynodalnej adhortacji Ecclesia in Europa Ojciec Święty zauważał zjawisko „utraty pamięci i dziedzictwa chrześcijańskiego, któremu towarzyszy swego rodzaju praktyczny agnostycyzm i obojętność religijna, wywołująca u wielu Europejczyków wrażenie, że żyją bez duchowego zaplecza, niczym spadkobiercy, którzy roztrwonili dziedzictwo pozostawione im przez historię”.

Zwróćmy uwagę, że 10 lat później papież Franciszek potwierdził diagnozę postawioną przez św. Jana Pawła II, pisząc w swojej pierwszej encyklice, iż „możemy mówić o wielkim braku pamięci współczesnego świata. Pytanie o prawdę jest bowiem kwestią pamięci, głębokiej pamięci, ponieważ odnosi się do czegoś, co nas poprzedza i w ten sposób może potrafić nas zjednoczyć ponad naszym małym i ograniczonym »ja«” (Lumen fidei, 25).

Czym jest więc to „duchowe zaplecze”, z którego wyrosła cywilizacja europejska? Przemawiając w 1988 r. przed Zgromadzeniem Parlamentarnym Rady Europy w Strasburgu, św. Jan Paweł II wskazywał na trzy zasadnicze fundamenty naszej cywilizacji, które pochodzą z chrześcijaństwa.

Jednym z nich była „biblijna wizja człowieka”, która „pozwoliła Europejczykom rozwinąć głębokie poczucie godności osoby ludzkiej, pozostającej podstawową wartością także dla tych, którzy nie wyznają żadnej wiary religijnej. Kościół stwierdza, że istnieje w człowieku świadomość, której nie można sprowadzać do oddziałujących na nią warunków. Jest to świadomość zdolna do poznania swej godności i otwarcia się na absolut, świadomość będąca źródłem fundamentalnych wyborów, którymi kieruje poszukiwanie dobra – zarówno dobra innych, jak i własnego; świadomość ta jest miejscem odpowiedzialnej wolności”.

Dogmat o Trójcy Przenajświętszej a europejska cywilizacja

To nauczanie znalazło swoje rozwinięcie w cytowanej już adhortacji Ecclesia in Europa, w której św. Jan Paweł II podkreślał cywilizacyjną rolę, jaką odegrał centralny dogmat wiary chrześcijańskiej o Trójcy Przenajświętszej.

Papież podkreślał, że z wiary w tę centralną prawdę chrześcijaństwa wywodzi się „wiele wielkich wzorców, leżących u podstaw cywilizacji europejskiej”.

Jan Paweł II stwierdzał nawet, że to „centrum wiary chrześcijańskiej”, jakim jest wyznawanie wiary w istnienie Trzech Osób Boskich, przyczyniło się u zarania zachodniej cywilizacji do „tworzenia struktur, które – nawiązując do wielkich ewangelicznych wartości lub w konfrontacji z nimi – będą wywierać pozytywny wpływ na życie, historię i kulturę różnych ludów kontynentu [europejskiego]” (Ecclesia in Europa, 19).

Dzięki trosce Kościoła o zachowanie nieskazitelnej nauki o Trójcy Przenajświętszej Europejczycy poznali znaczenie pojęcia „osoba”.

Człowiek jako osoba (nie jako atom, indywiduum targane rozmaitymi namiętnościami) – pojęcie o fundamentalnym znaczeniu nie tylko dla katolickiej antropologii czy nauki społecznej, ale również dla rozwoju europejskiej myśli prawniczej (por. osobowość prawna), jest zakorzenione właśnie w dziedzictwie wiary w Trzy Osoby Boskie.

To, co mogło wydawać się jako tylko i wyłącznie spory wewnątrzkościelne dotyczące definiowania tego dogmatu, miało swoje bezpośrednie odniesienie właśnie do struktur (społecznych i państwowych) tworzonych na Starym Kontynencie w epoce jego chrystianizacji.

Na pierwszy rzut oka struktura ustroju feudalnego, który panował w Europie mniej więcej przez tysiąc lat, niewiele ma wspólnego z dogmatem o Trójcy Przenajświętszej. Jednak gdy uprzytomnimy sobie, że ustrój ten wspierał się na przysięgach składanych sobie nawzajem przez kontrahentów wchodzących w relację wasal – lennik, to widać wyraźnie, że bez wcześniejszego „dowartościowania” pojedynczego człowieka jako osoby przysięga taka nie mogła być spoiwem całej drabiny społecznej.

Przysięgać, czyli dawać rękojmię wypełnienia zobowiązania, a jednocześnie oczekiwać wypełnienia zobowiązania wobec niej samej zaciągniętego przez innego człowieka, mogła tylko osoba, której godność (a tym samym znaczenie) zakorzenione było w godności bycia dzieckiem Bożym.

To nie nurty związane z ideologią oświeceniową czy różnymi odmianami liberalizmu afirmowały osobę ludzką.

Dzięki tak ochoczo potępianemu przez oświeceniowców i liberałów „rygoryzmowi” i „dogmatyzmowi” Kościoła (w tym przypadku w odniesieniu do Trójcy Przenajświętszej) podkreślenie statusu każdego człowieka jako ludzkiej osoby nastąpiło w kulturze europejskiej już znacznie wcześniej.

Chrześcijaństwo, czyli rozwój nauki

Chrześcijaństwo nauczyło również Europejczyków naukowego sposobu myślenia. Przemawiając do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w 1988 r., św. Jan Paweł II zauważył, że: „wiara w Boga Stwórcę zdemitologizowała kosmos, otworzyła go przed racjonalną dociekliwością ludzkości. Poprzez opanowanie swojego ciała i przez podporządkowanie sobie ziemi człowiek rozwija z kolei możliwości stwórcze: według wizji chrześcijańskiej człowiek daleki jest od pogardzania wszechświatem fizycznym, lecz dysponuje nim w sposób wolny i bez bojaźni”.

Wbrew narosłej od wieków propagandzie katolicyzm jest tą religią, która najbardziej doceniła rolę ludzkiego rozumu w pojmowaniu rzeczywistości przyrodzonej i nadprzyrodzonej.

U progu XXI wieku, gdy jesteśmy świadkami swoistego zaćmienia rozumu, czego przejawem są grasujące nie tylko w świecie kultury popularnej, ale również w świecie naukowym ideologie skrywające się pod neutralnie brzmiącym słowem „teoria” (por. zawrotną karierę, jaką robi ideologia genderyzmu), św. Jan Paweł II przypominał o „naglącej konieczności potwierdzenia podstawowego zaufania do ludzkiego rozumu i jego zdolności do poznania prawdy”.

To właśnie papież – widzialna głowa Kościoła katolickiego – przypominał w 1999 r., że „człowiek jest zdolny do wypracowania sobie jednolitej i organicznej koncepcji poznania”, a „wycinkowość wiedzy i fragmentaryzacja sensu burzy wewnętrzną jedność człowieka”.

„Rozum – największy dar Boga”

Słowa te św. Jan Paweł II wypowiedział 7 czerwca 1999 r. w Toruniu podczas spotkania z reprezentantami polskich środowisk naukowych.

Przy tej samej okazji Ojciec Święty podkreślał, że „trzeba sobie ciągle na nowo przypominać, iż rozum jest darem Boga”, i cytując św. Tomasza z Akwinu, mówił, że „największym darem Boga jest rozum, znakiem Bożego podobieństwa, jakie każdy człowiek w sobie nosi”.

Rok wcześniej we wstępie do encykliki Fides et ratio tę samą prawdę papież wyraził, używając analogii „dwóch skrzydeł, wiary i rozumu, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”.

Połączenie wiary i rozumu, ufność w ludzki „recta ratio” (prawy rozum) otwarty na transcendencję, było motorem rozwoju zachodniej cywilizacji.

Na tej zasadzie opierał się dynamiczny rozwój nauki w okresie średniowiecza; jego instytucjonalnym wyrazem była sieć uniwersytetów, która pokryła całą Europę – od portugalskiej Coimbry po Kraków, od Edynburga po Salerno.

W sensie intelektualnym najwyższym osiągnięciem tej epoki był wspaniały rozwój teologii bazujący na wspólnym dziedzictwie ludzkiego rozumu, czyli filozofii antycznego świata (przede wszystkim Arystotelesa).

Zakwestionowanie związku między wiarą a rozumem przyniosła ze sobą epoka protestanckiej reformacji.

Dla Lutra i Kalwina człowiek wierzący nie mógł być człowiekiem rozumnym (Luter wprost nazywał rozum „k…ą” i wytykał Kościołowi odwoływanie się do dorobku filozofii pogańskiej Grecji).

Z kolei dla twórców ideologii oświeceniowej człowiek rozumny nie mógł być człowiekiem wierzącym. To przekonanie podchwycili twórcy i promotorzy wszystkich kulturkampfów (wojen o kulturę), które przetaczały się przez Europę przez cały XIX wiek.

Dopiero w naszych czasach przedstawiciele najbardziej zaawansowanych dziedzin wiedzy z zakresu przedmiotów ścisłych (np. fizyka cząstek elementarnych) odkrywają znaczenie wiary dla prowadzenia badań naukowych, które coraz częściej opierają się na modelach teoretycznych.

Dla tych wszystkich, którzy zajmują się badaniem antymaterii, pytania zadawane kiedyś przez scholastyków, które potem były wyśmiewane przez oświeceniowców (słynne zagadnienie „ile aniołów zmieści się na główce szpilki”), wcale nie są jakąś nonsensowną spekulacją.

Katolicyzm – religia racjonalistyczna

Konsekwentne upominanie się przez św. Jana Pawła II o rolę rozumu we wznoszeniu się ludzkiego ducha ku odwiecznej Prawdzie – Bogu, ale również jako narzędzie prowadzenia rzetelnych (a nie ideologicznie motywowanych) badań naukowych przywodzi na myśl słowa wybitnego katolickiego pisarza Gilberta K. Chestertona.

W pierwszej połowie XX wieku trafnie przewidział on, że „rzymska religia będzie jedyną religią racjonalistyczną – w ścisłym tego słowa znaczeniu. Inne religie będą tylko relatywistyczne. Ogłoszą, że rozum jest względny i nie można na nim polegać; ogłoszą, że Byt to zaledwie Stawanie się albo że Czas jest w całości tylko okresem przejściowym; w matematyce oznajmią, że w okolicach takiej czy innej gwiazdy dwa i dwa daje pięć; w metafizyce i moralności będą lansować pogląd, że istnieje dobro poza dobrem i złem. W miejsce materialisty, który twierdził, że dusza nie istnieje, pojawi się nowy mistyk, twierdzący, że nie istnieje ciało”.

Przesada? A cóż począć z „nowymi mistykami” tzw. płci kulturowej, którzy utrzymują, że nie istnieje coś takiego jak płeć biologiczna?

To, co jeszcze do niedawna wyglądało na jakąś aberrację, jak na przykład stosowanie w dokumentach terminologii „rodzic A i rodzic B”, zamiast „matka i ojciec”, albo zezwalanie mężczyznom, którzy „kulturowo” czują się kobietami, na korzystanie z damskich toalet i basenowych przebieralni, w wielu krajach zachodnich staje się normą… Sprzeciw wobec tych nonsensów nazywa się zaś „mową nienawiści”, która jest bezwzględnie karana.

W listopadzie 1980 r., podczas spotkania z niemieckim światem nauki w Kolonii, św. Jan Paweł II zwracał uwagę na to paradoksalne odwrócenie ról: „W minionej epoce czołowi bojownicy nowożytnej nauki walczyli z Kościołem pod hasłami rozumu, wolności i postępu.

Dzisiaj, w obliczu kryzysu sensu nauki, różnorodnych ograniczeń jej wolności i zwątpienia w postęp, fronty tej walki zostały odwrócone. To Kościół występuje dzisiaj w obronie rozumu i nauki, przyznając jej zdolność do poznania prawdy, zdolność, która uwierzytelnia ją jako ludzkie działanie” (Kolonia, 15 listopada 1980 r.).

O wiele więcej znajdziesz w naszym sklepie!

Modlitwy_do_Szarbela_awmysli-na-kazdy-dzien-v2_550x781864-blogoslawieni-czystego-serca