Ucząc się od św. Jana Pawła II – cz. 2

Cyprian Kamil Norwid określił XIX-wiecznych rewolucjonistów atakujących chrześcijańskie podstawy kultury i społeczeństw Europy mianem „bezhistorycznych opryszków”.

Poeta dotknął istoty rzeczy. Człowiek nieznający historii, dziejów swojej rodziny, kraju, wreszcie Kościoła i cywilizacji podobny jest do człowieka, który utracił więzi z najbliższymi. Podatny jest wtedy na wiele destrukcyjnych i zwodniczych ideologii.

W naszych czasach, gdy namnożyło się takich „bezhistorycznych opryszków” co niemiara, warto przypomnieć sobie, czego o wartości poznawania historii nauczał św. Jan Paweł II.

Znaczenie historii

Bardzo wymowne jest to, że w odniesieniu do historii św. Jan Paweł II używał słownictwa wprost nawiązującego do religii i teologii.

Jeszcze jako Karol Wojtyła w utworze Myśląc Ojczyzna pisał o historii jako o „liturgii dziejów”. Jak każda liturgia, także ta dziejowa jest współdziałaniem Boga i człowieka, spotkaniem „rzeczy boskich” i „rzeczy ludzkich”, ponieważ „historia warstwą wydarzeń powleka zmagania sumień”.

Do tej myśli papież powrócił pod koniec swojego życia – w opublikowanej w 2005 r. książce Pamięć i tożsamość. Jan Paweł II pisał w niej, że „historia każdego człowieka, a przez człowieka dzieje wszystkich narodów niosą w sobie szczególny zapis eschatologiczny. […]

Odniesienie eschatologiczne mówi bowiem o tym, że życie ludzkie ma sens i że mają też sens dzieje narodów. Oczywiście ludzie, a nie narody staną przed sądem Boga, ale przecież w tym sądzie nad poszczególnymi ludźmi jakoś sądzone są również narody”.

Najważniejszym więc powodem, dla którego historia ma znaczenie, jest fakt, iż to „Bóg pisze historię”. Jak czytamy w książce Pamięć i tożsamość:

„Nie tylko ludzie bowiem piszą historię. Razem z nimi pisze ją także Bóg. Od tego wymiaru historii, który możemy nazwać transcendentnym, zdecydowanie odeszło oświecenie. Kościół natomiast nieustannie do niego powraca”.

Obowiązek pamięci

Z tych konstatacji płynie wniosek, że zarówno cały Kościół, jak i poszczególni katolicy muszą pamiętać o swojej historii. „Swojej” w znaczeniu dziejów całego Kościoła powszechnego, ale również w kontekście dziejów własnej Ojczyzny. Katolik nie może być człowiekiem cierpiącym na zawinioną amnezję.

Można powiedzieć, że cały pontyfikat św. Jana Pawła II, mimo innych swych zasług dla całego Kościoła i dla Polski, odznaczał się tym ciągłym przypominaniem naszych dziejów: skąd wyrośliśmy jako wspólnota ludzi wierzących w Chrystusa i jako wspólnota narodowa.

W epoce, w której coraz częściej dochodzą do głosu „bezhistoryczne opryszki”, miało i ma to nadal ogromne znaczenie.

Polski papież niejednokrotnie dawał wyraz swojemu niemal zanurzeniu w historię. Podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w 1979 r. mówił o sobie, że jest „papieżem, który nosi w sobie spuściznę Wojciechową”.

Ojciec Święty podkreślał wówczas konieczność „słyszenia mowy praojców, w której zaczęły być przepowiadane »wielkie dzieła Boże«”. A swoje pielgrzymowanie po Polsce traktował wtedy jako wejście „na główny szlak naszych duchowych dziejów, na który wchodzą wszyscy Polacy”.

Cztery lata później, podczas swej drugiej pielgrzymki do Polski, która odbywała się w dramatycznych okolicznościach (obowiązywał wówczas jeszcze stan wojenny wprowadzony przez władze komunistyczne 13 grudnia 1981 r.), Ojciec Święty jeszcze mocniej akcentował swoją więź z dziejami ojczystymi:

„Jestem jego [narodu polskiego – przyp. G.K.] synem, noszę w sobie całe dziedzictwo jego kultury, jego historii, dziedzictwo zwycięstw […], ale także dziedzictwo klęsk. Noszę w sobie świadomość jego zaniedbań, grzechów i win, ale także świadomość dziejowych krzywd, jakich doznawał zwłaszcza w ciągu ostatnich dwu stuleci.

Jestem synem tego Narodu – i dlatego odczuwam głęboko wszystkie jego szlachetne dążenia, pragnienie życia w prawdzie, wolności, sprawiedliwości, solidarności społecznej – pragnienie życia swym własnym życiem. Przecież po tysiącu lat dziejowych doświadczeń ten Naród ma swoje własne życie, swą kulturę, swe społeczne tradycje, swoją duchową tożsamość” (Częstochowa, 19 czerwca 1983 r.).

Wejść na „szlak duchowych dziejów” Polski i Kościoła

To ostatnie pojęcie – „duchowa tożsamość” narodu polskiego – było kluczowe w nauczaniu św. Jana Pawła II o historii Polski, ale i całego Kościoła powszechnego. Sposób spojrzenia papieża na to zagadnienie zawierał bowiem w sobie nie tylko walor poznawczy (wiemy więcej o własnej historii), ale również duszpasterski.

Wiedza bowiem o tym, jak kształtowała się nasza duchowa tożsamość, jest (powinna być) przydatna także tu i teraz. Jan Paweł II nie zapraszał nas do muzeum historii Polski czy muzeum historii Kościoła. Brał nas na wędrówkę po szlaku, razem z tymi, którzy żyją z nami we wspólnocie obcowania świętych i którzy jako osoby żyjące mają nam coś ważnego do powiedzenia.

Przykładem takiej osoby jest św. Stanisław – „patron ładu moralnego”, który przypominał w XI wieku królowi Bolesławowi Śmiałemu – i przypomina też nam – że „prawo [moralne] zobowiązuje wszystkich, zarówno poddanych, jak i panujących”.

Podobnie wiele nauczyć może nas św. Jadwiga Królowa, która „potrafiła łączyć wierność chrześcijańskim zasadom z konsekwencją w bronieniu racji stanu”, pokazując u zarania epoki jagiellońskiej, ale również u progu XXI wieku, że można być pobożnym chrześcijaninem i wielkim mężem stanu. Święta przypominała i nadal przypomina, że historia Polski jest po coś, że ma ona sens, daleko wykraczający ponad pozyskiwanie kolejnych funduszy unijnych.

„Przez dzieło królowej Jadwigi ochrzczeni w X wieku Polacy po czterech wiekach podjęli misję apostolską i przyczynili się do ewangelizacji i chrztu swoich sąsiadów” – taki był rezultat „mądrości Jadwigi”, czyli właściwego „rozeznania zamysłu Bożego w stosunku do naszego dziejowego powołania i do powołania Europy” (Kraków, 8 czerwca 1997 r.).

Na tym szlaku spotkamy również bł. ks. Jerzego Popiełuszkę (beatyfikowanego w 2010 r.), który „jest patronem naszej obecności w Europie, za cenę ofiary z życia, tak jak Chrystus” (Włocławek, 7 czerwca 1991 r.).

Nie chodzi tylko o to, aby wejść na szlak naszych „duchowych dziejów”, ale przede wszystkim o to, aby na nim pozostać. Dlatego św. Jan Paweł II tak mocno podkreślał konieczność „brania w polskie życie” przykładu życia świętych, mówił o obowiązku „budowania z niego przyszłości człowieka, rodziny, narodu” (Niepokalanów, 18 czerwca 1983 r.).

Z pokorą, ale w prawdzie

Żadna liturgia, w tym „liturgia dziejów”, nie może opierać się na kłamstwie. Jan Paweł II nie ukrywał, że historia Polski ma swoje ciemne karty. Mówił, iż ma „świadomość zaniedbań, grzechów i win” własnego narodu.

W 1983 r. papież przypominał o „polskich klęskach”, których „na przestrzeni ostatnich stuleci było wiele. Nie powiedzielibyśmy całej prawdy, gdyby stwierdzić, że były to tylko klęski polityczne aż do utraty niepodległości. Były to również klęski moralne: upadek moralności w czasach saskich, zatrata wrażliwości na dobro wspólne aż do karygodnych przestępstw przeciw własnej Ojczyźnie” (Warszawa, 17 czerwca 1983 r.).

Stanięcie w prawdzie o naszej historii nie oznaczało jednak – jak podkreślał Ojciec Święty – pisania całości obrazu dziejów ojczystych tylko i wyłącznie w czarnych barwach. Jak mówił polski papież w 1991 r.:

„Historia świadczy o tym, że Polacy byli zawsze narodem rycerskim. Nie szukali wojny, nie prowadzili na ogół wojen zaborczych, ale umieli bohatersko walczyć w obronie zagrożonej wolności i niepodległości.

Zwycięstwa oręża polskiego znaczą poszczególne etapy naszych dziejów, od epoki piastowskiej, poprzez Grunwald, aż po Wiedeń 1683 r. Tradycja rycerska, żołnierska, została przekazana powstańcom w okresie rozbiorów. Tradycja ta odżyła z nową siłą u progu naszego stulecia.

Niepodległość Rzeczypospolitej została wywalczona z bronią w ręku, a zamknięciem tej żołnierskiej epopei stała się zwycięska bitwa pod Warszawą 15 sierpnia 1920 r., która miała znaczenie przełomowe nie tylko dla Polski, ale także dla Europy” (Koszalin, 2 czerwca 1991 r.).

Warto przypominać te słowa św. Jana Pawła II o Polakach jako o narodzie „zawsze rycerskim” zwłaszcza w naszych czasach, kiedy tak wiele słyszymy głosów – w kraju i za granicą – obarczających cały nasz naród odpowiedzialnością za straszliwe zbrodnie z czasów II wojny światowej albo oskarżających nas o żywienie wrodzonej nienawiści do innych narodów (dość tutaj wspomnieć kłamstwo o „antysemityzmie Polaków wyssanym z mlekiem matki”).

Martyrologium, czyli prawdziwa historia

Przez cały swój pontyfikat św. Jan Paweł II sumiennie wykonywał obowiązek, „szczególną powinność”, do której spełnienia nawoływał u progu trzeciego tysiąclecia cały Kościół, tj. „zebranie wszystkich świadectw o tych, którzy dali życie za Chrystusa” (Bydgoszcz, 7 czerwca 1999 r.).

Papież mówił w tym kontekście przede wszystkim o męczennikach XX wieku, wszak „nasze stulecie ma swe szczególne martyrologium, jeszcze nie w pełni spisane”.

XX wiek, w którym miliony chrześcijan oddawały swoje życie za Chrystusa jako ofiary bezbożnych ideologii – komunizmu (w różnych jego regionalnych odmianach) oraz niemieckiego narodowego socjalizmu.

To martyrologium św. Jan Paweł II pieczołowicie spisywał również w odniesieniu do ofiar innych, wcześniejszych faz rewolucji. Papież przez ponad ćwierć wieku swojej posługi na Stolicy Piotrowej wynosił na ołtarze (jako beatyfikowanych i kanonizowanych) męczenników z czasów reformacji protestanckiej (np. św. Jana Sarkandra), rewolucji francuskiej oraz rewolucji hiszpańskiej (1936-1939).

Nie tylko chodziło tutaj o przypominanie tego, co było, ale i – podobnie jak w wypadku polskich świętych – o czerpanie siły ze świadectwa życia tych męczenników także na początku XXI wieku, również w kontekście właściwie pojętego ekumenizmu.

Męczeństwo bowiem, jak uczył św. Jan Paweł II w encyklice Veritatis splendor (1993), jest najwyższym świadectwem, potwierdzeniem istnienia nienaruszalnego prawa moralnego, jest wielkim znakiem sprzeciwu wobec relatywizmu („każdy ma swoją prawdę”, skoro w sytuacji zagrożenia można „swoją prawdę” zamienić na inną, która da możliwość przeżycia).

Skoro więc przez cały XX wiek chrześcijanie różnych denominacji (katolicy, prawosławni oraz protestanci) ginęli za Chrystusa, to ginęli za Prawdę i w Prawdzie.

„Ich wspólne męczeństwo jest mocnym wezwaniem do pojednania i jedności. Jest to ekumenizm męczenników i świadków wiary, który ukazuje drogę jedności chrześcijan XXI wieku” (Lwów, 27 czerwca 2001 r.).

Trzeba przypominać te słowa, gdy w naszych czasach niektórzy próbują rozszerzać pojęcie ekumenizmu poza wspólnotę ludzi wierzących na serio w Chrystusa, twierdząc nawet, że wyrazem Bożej woli jest trwanie w odrzucaniu wiary w Trójjedynego Boga.

Jak uczył św. Jan Paweł II – ekumenizm bez prawdy, bez dążenia do Tego, który sam o sobie powiedział: „Ja jestem Drogą i Prawdą, i Życiem”, jest podążaniem na manowce.

O wiele więcej znajdziesz w naszym sklepie!

7287-In_Sinu-MNICH-awers_550x781-kopia792-122-uczen-jezusa-rozmawia-z-rabinemKerygmat-awers_550x781