Ucząc się od św. Jana Pawła II – cz. 3

Zjawisko wyszydzania najdroższych dla ludzi wierzących osób i spraw św. Jan Paweł II określał jako formę dyskryminacji. Nazywał ją „czasem próby polskich sumień”, analogicznej do tej z czasów prześladowania Kościoła przez reżim komunistyczny w latach 1945-1989.

Dyskryminacja w imię tolerancji

Niemal ćwierć wieku temu, 22 maja 1995 r., w Skoczowie św. Jan Paweł II skierował do nas następujące słowa:

„Pod hasłami tolerancji w życiu publicznym i w środkach masowego przekazu szerzy się nieraz wielka, może coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący. Zauważa się tendencję do spychania ich na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość. Te formy powracającej dyskryminacji budzą niepokój i muszą dawać wiele do myślenia”.

Jakże aktualne są te słowa! Ojciec Święty wypowiedział je do nas prawie 25 lat temu, a mamy wrażenie, jakby odnosił się do tego, co dzieje się na naszych oczach. Ośmieszanie i wyszydzanie wiary oraz jej symboli (np. bluźniercze zabiegi wokół jasnogórskiego wizerunku Matki Bożej) pod hasłami tolerancji nie tylko, że nie ustało, ale od 1995 r. jeszcze bardziej się wzmogło.

Należy przy tym zwrócić uwagę, że zjawisko wyszydzania najdroższych dla ludzi wierzących osób i spraw św. Jan Paweł II określał jako formę dyskryminacji. Ojciec Święty nazywał ją „czasem próby polskich sumień”, analogicznej do tej z czasów prześladowania Kościoła przez reżim komunistyczny w latach 1945-1989.

W tym kontekście św. Jan Paweł II jako najpilniejszą potrzebę wskazywał konieczność pojawienia się w Polsce „ludzi sumienia”, bo tylko oni mogą w sposób właściwy uporać się z „najbardziej podstawowym problemem” Ojczyzny pod koniec XX wieku, czyli ze sprawą zachowania „ładu moralnego”.

Nie polityka, rozumiana jako międzypartyjne spory i roszady, nie sprawy społeczne i gospodarcze (wzrost PKB lub jego spadek), ale właśnie „ład moralny – fundament życia każdego człowieka i każdego społeczeństwa” – jest sprawą najważniejszą. Tak nas uczył św. Jan Paweł II w 1995 r., a nasze czasy tylko potwierdzają słuszność tej diagnozy.

Sumienie to nie samowolka

Jak jednak dążyć do tego, aby być „człowiekiem sumienia”? Przede wszystkim – jak podkreślał Ojciec Święty – należy przyswoić sobie właściwe rozumienie słowa „sumienie”, które „jest naszym wewnętrznym przewodnikiem i jest także sędzią naszych czynów”.

Dwa lata przed wypowiedzeniem tych słów św. Jan Paweł II opublikował jeden z najważniejszych dokumentów całego swojego pontyfikatu – encyklikę Veritatis splendor (1993 r.). Można powiedzieć, że jest to dokument profetyczny, bo w naszych czasach jego aktualność staje się coraz bardziej widoczna. Jego lektura może być skutecznym antidotum na szerzące się błędne rozumienie słowa „sumienie”, kluczowego przecież dla całej teologii moralnej.

Warto przypomnieć, że ujawniony z całą mocą w latach 60. ubiegłego wieku bunt przeciwko nauczaniu Kościoła w kwestiach moralności (zwłaszcza seksualnej) odbywał się pod sztandarem „sumienia”.

Część teologów oraz członkowie niektórych lokalnych episkopatów, faktycznie odrzucając nauczanie zawarte w opublikowanej przez św. Pawła VI encyklice Humanae vitae (1968 r.), powtarzające odwieczną naukę Kościoła o niedopuszczalności antykoncepcji, odsyłali małżonków do ich sumienia. To ono miało być nie tylko sędzią, ale i prawodawcą.

Taki sposób rozumowania jest obecny również dzisiaj wśród tych, którzy uważają, że można udzielać Komunii św. osobom rozwiedzionym, byleby (wraz z „towarzyszącym” im duszpasterzem) rozstrzygnęli oni całą sprawę w swoim sumieniu.

Tymczasem św. Jan Paweł II na kartach Veritatis splendor, wyliczając błędne tezy, które zakradły się do prezentowanej przez niektórych (ale za to wpływowych) teologów wizji moralności, zaliczał do nich także tę, „wedle której osąd moralny jest prawdziwy na mocy samego faktu, że pochodzi z sumienia”, bowiem – jak konstatował św. Jan Paweł II – „zanikł wymóg prawdy, ustępując miejsca szczerości, autentyzmowi” (VS 32).

Często słyszymy frazy o „wolności sumienia”. Encyklika Veritatis splendor przypomina jednak, że tej wolności nie można rozpatrywać w oddzieleniu od prawdy.

Jak czytamy w encyklice: „Źródłem godności sumienia jest zawsze prawda: w przypadku sumienia prawego mamy do czynienia z przyjętą przez człowieka prawdą obiektywną, natomiast w przypadku sumienia błędnego – z tym, co człowiek subiektywnie uważa mylnie za prawdę” (VS 63).

„Człowiek sumienia” nie może więc wyznawać tezy, że „każdy ma swoją prawdę” albo w imię błędnie rozumianej tolerancji twierdzić, że „moja i twoja prawda są równoważne”. Innymi słowy, „ludzie sumienia”, których u progu XXI wieku tak bardzo Polska potrzebuje, nie mogą być relatywistami.

W Skoczowie św. Jan Paweł II kładł wielki nacisk na to, „aby nasze sumienia były prawe, aby ich osądy oparte były na prawdzie, aby dobro nazywały dobrem, a zło – złem”.

Prawo naturalne – platforma porozumienia

Czy „człowiekiem sumienia” może być tylko osoba wierząca? Ojciec Święty podkreślał w swoim nauczaniu, że ludzie wierzący są szczególnie wezwani, by iść za głosem prawego sumienia, ale nie tylko oni. Praca na rzecz ładu moralnego w Polsce (i nie tylko) powinna angażować wszystkich ludzi, także tych, którzy nie należą do Kościoła, ale uznają istnienie obiektywnie istniejących, uniwersalnych norm moralnych, których zbiór nazywa się prawem naturalnym.

Jak przypomniał św. Jan Paweł II w Veritatis splendor – nieomylnym drogowskazem dla każdego ludzkiego sumienia jest prawo naturalne, które „zawiera obiektywne i powszechne normy dotyczące dobra moralnego”. W związku z tym „sumienie formułuje obowiązek moralny w świetle prawa naturalnego” (VS 59).

W ten sposób św. Jan Paweł II nawiązywał do wielkiej tradycji swoich poprzedników na Stolicy Piotrowej, którzy piętnując błędy XX-wiecznych, zbrodniczych totalitarnych ideologii, wskazywali właśnie na prawo naturalne jako na płaszczyznę współpracy wszystkich ludzi dobrej woli, którzy nie godzą się zarówno na okrucieństwo komunizmu, jak i niemieckiego narodowego socjalizmu.

W ten sposób pole do antytotalitarnej współpracy nakreślał papież Pius XI w opublikowanych w 1937 r. encyklikach przeciw hitleryzmowi (Mit brennender Sorge), jak i przeciw komunizmowi (Divini Redemptoris).

Naprawdę koniec historii?

Problem totalitaryzmu jako ideologii oraz ustroju zajmował w społecznym nauczaniu św. Jana Pawła II poczesne miejsce. Warto jednak podkreślić, że papież Polak zajmował się tą problematyką nie tylko w kontekście historycznym.

Zagrożenie totalitarne dostrzegał Ojciec Święty także w czasach, gdy wiele modnych teorii głosiło „koniec historii” (F. Fukuyama), rozumiany jako ostateczne i nieodwołalne zwycięstwo demokracji liberalnej.

Powracała w ten sposób stara pokusa tworzenia raju na ziemi. Już nie pod egidą „państwa robotników i chłopów” czy „Tysiącletniej Rzeszy”, ale jako demokracji, która w imię tolerancji i „wolności sumienia” nie rozpoznawała obiektywnie istniejącej prawdy i moralności (prawo naturalne).

Święty Jan Paweł II daleki był od naiwnego zachłyśnięcia się „końcem historii”. W opublikowanej w 1991 r. encyklice Centesimus annus po raz pierwszy umieścił swoją diagnozę o tym, iż „historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” (CA 46).

Słowa te polski papież powtórzył następnie na kartach Veritatis splendor, a w 1999 r. odniósł się do nich, przemawiając w Sejmie do polskich parlamentarzystów.

Wielu komentatorom (także w Polsce) wydawało się wówczas, że Ojciec Święty nie dość wyraziście cieszy się z upadku komunizmu, że „snuje zbyt czarne scenariusze”, „nie ufa ludziom” etc.

Tymczasem niemal trzy dekady po sformułowaniu tej analizy widzimy, że św. Jan Paweł II był po prostu dalekowzroczny. Dlatego można powiedzieć, że był on realistą. Tylko człowiek wpatrzony w niebo potrafi naprawdę twardo chodzić po ziemi.

„Fajni i uśmiechnięci” totalitaryści

Analizy ciągle aktualnego zagrożenia totalitarnego Ojciec Święty dokonywał w ścisłym związku z kwestią uznania (lub odrzucenia) istnienia obiektywnej prawdy moralnej.

Jak pisał w Centesimus annus: „Totalitaryzm rodzi się z negacji obiektywnej prawdy: jeżeli nie istnieje prawda transcendentna, przez posłuszeństwo której człowiek zdobywa swą pełną tożsamość, to nie istnieje też żadna pewna zasada, gwarantująca sprawiedliwe stosunki pomiędzy ludźmi. […]

Jeżeli się nie uznaje prawdy transcendentnej, triumfuje siła władzy i każdy dąży do maksymalnego wykorzystania dostępnych mu środków, do narzucania własnej korzyści czy własnych poglądów, nie bacząc na prawa innych” (CA 44).

Idąc tropem myśli św. Jana Pawła II, należy stwierdzić, że przyjaciółmi wolności nie są ludzie, którzy przedstawiani są przez medialny mainstream jako „fajni, uśmiechnięci, nowocześni Europejczycy”;

nowocześni, bo odrzucający istnienie prawdy niezależnej od takiej czy innej większości;

nowocześni, bo w imię tolerancji uważają, że „każdy ma swoją prawdę”, a dla niektórych ludzi „ich prawdą” może być na przykład publiczne uprawianie bluźnierstw sprzedawanych jako „sztuka” albo „happening”.

W świetle tego nauczania są to „fajni, uśmiechnięci” totalitaryści, wyznający starą jakobińską zasadę, że „nie ma wolności dla wrogów wolności”.

Przesada? Wystarczy sobie przypomnieć całkiem niedawne wypowiedzi polityków marketingowo „sprzedawanych” jako „fajni i uśmiechnięci”, a którzy publicznie zapowiadali, że w razie sprawowania władzy doprowadzą do likwidacji tzw. klauzuli sumienia. Korzystają z niej dzisiaj na przykład lekarze odmawiający wykonania tzw. aborcji (tj. uśmiercenia dziecka w łonie matki) lub farmaceuci odmawiający sprzedawania w prowadzonych przez siebie aptekach środków antykoncepcyjnych. Ludzie prawego sumienia zawsze byli wrogami numer jeden wszystkich odmian totalitaryzmu.

Jak rozumieć prawa człowieka?

Gdy walił się komunizm w Europie Środkowej, a Związek Sowiecki dożywał swoich ostatnich miesięcy, św. Jan Paweł II podkreślał, że „wolność w pełni jest dowartościowana jedynie poprzez przyjęcie prawdy: w świecie bez prawdy wolność traci swoją treść, a człowiek zostaje wystawiony na pastwę namiętności i uwarunkowań jawnych lub ukrytych” (CA 46).

Tylko tak pojęta wolność jest rękojmią rzeczywistego postępu, zarówno w sferze duchowej, jak i materialnej. Tylko z tak pojmowanej wolności wyrastają, jak uczył Ojciec Święty, właściwie rozumiane prawa człowieka.

Dzisiaj jesteśmy świadkami radykalnego przedefiniowywania pojęcia „prawa człowieka”. W naszych czasach coraz częściej (na przykład na forum Parlamentu Europejskiego) słyszy się, że „prawem człowieka” jest tzw. aborcja. Warto więc przypomnieć sobie za św. Janem Pawłem II właściwe rozumienie słów także co do tej kwestii.

Jako najważniejsze prawo człowieka Ojciec Święty wskazywał „prawo do życia, którego integralną częścią jest prawo do wzrastania pod sercem matki od chwili poczęcia”. Drugim najważniejszym prawem człowieka jest „prawo do życia w zjednoczonej wewnętrznie rodzinie i w środowisku moralnym sprzyjającym rozwojowi osobowości” (CA 47).

Tym realnie istniejącym prawom człowieka współcześni „fajni i uśmiechnięci” relatywiści – totalitaryści wypowiedzieli bezwzględną wojnę.

Tym bardziej trzeba pamiętać o wezwaniu skierowanym do nas przez św. Jana Pawła II w Skoczowie: „Czas próby polskich sumień trwa! Musicie być mocni w wierze!”.

O wiele więcej znajdziesz w naszym sklepie!

Modlitwy_do_Szarbela_awCD_Psychologia_plciowosci_550x781_awmysli-na-kazdy-dzien-v2_550x781