Wieczysta adoracja w więzieniu

W dwumilionowym meksykańskim mieście Puebla są 53 kaplice, w których jest wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu. Jedna z nich znajduje się w najbardziej strzeżonym więzieniu w Meksyku. Historię jej powstania opowiedział nam biskup pomocniczy diecezji Puebla – Felipe Pozos Lorenzini.

W styczniu 2016 r. spotkałem się z arcybiskupem Puebli Víctorem Sánchezem Espinosą. Powiedziałem mu, że mam szalony pomysł, gdyż chciałbym otworzyć kaplicę wieczystej adoracji w najbardziej strzeżonej części więzienia w naszym mieście Puebla.

Chciałem się upewnić, że pomysł ten pochodzi z natchnienia Ducha Świętego. Arcybiskup bez wahania wyraził swoją zgodę.

W następny poniedziałek umówiłem się na spotkanie z naczelnikiem więzienia. Powiedziałem mu, że chcemy otworzyć w więzieniu kaplicę wieczystej adoracji, i opowiedziałem mu niesamowitą historię, którą usłyszałem od ks. Patricia, odpowiedzialnego za kaplice wieczystej adoracji w Ameryce Południowej.

Kiedy kapłan pracował w mieście Ciudad Juárez, słynącym z wielkiej przemocy (każdej nocy mordowano tam około 40 osób), po długim przygotowaniu swych parafian zainaugurował kaplicę wieczystej adoracji.

Którejś nocy o trzeciej nad ranem pewna staruszka szła na adorację. Była godzina policyjna i wtedy nikt nie powinien był wychodzić z domu. Kobietę zatrzymał wojskowy patrol z zapytaniem, gdzie idzie.

„Idę do kaplicy adoracji” – odpowiedziała.

Żołnierze zdziwili się, bo byli przekonani, że o tej porze wszystkie kościoły są zamknięte. Staruszka poprosiła ich więc o to, by jej towarzyszyli. I tak dotarła do kaplicy w asyście wojskowych.

Przy pożegnaniu usłyszała od nich: „Jesteśmy tutaj, by was chronić”.

A kobieta na to: „Nie, chłopcy, to my was ochraniamy, gdy adorujemy Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie”.

Gdy tydzień później staruszka poszła ponownie na adorację, zobaczyła w kaplicy zatopionego w modlitwie młodego żołnierza, który siedem dni wcześniej asystował jej w drodze do kaplicy.

Opowiedziałem dyrektorowi więzienia jeszcze inny przypadek. Otóż jeden z kapłanów sąsiedniej diecezji również założył kaplicę adoracji. Ludzie zaczęli się zapisywać na różne godziny.

Chęć przychodzenia na adorację wyraziło również siedmioletnie dziecko. Animatorzy zadzwonili wówczas do jego rodziców, by to potwierdzić, bo dziecko wpisało się na piątą rano.

Mama mówiła, że to dla nich niemożliwe, ale dziecko przekonywało ją, że muszą tam iść. Jego tata był alkoholikiem i kobieciarzem, często ich bił. Kiedy pierwszy raz wrócili z adoracji, ojciec zrobił im awanturę i dotkliwie ich pobił.

Tydzień później dziecko powiedziało do matki: „Mamusiu, chodźmy na adorację!”.

Matka mu odpowiedziała: „Przecież wiesz, jak to się skończyło tydzień temu”…

Wyszli jednak po cichu z domu. Gdy wrócili, ojciec ponownie zrobił im straszną awanturę. W kolejnym tygodniu dziecko znowu przyszło do matki, prosząc: „Mamo, idziemy!”.

Matka odpowiedziała stanowczo: „Nie pójdziemy! Widzisz, jak tata reaguje?”.

Dziecko jednak nie ustępowało, więc kobieta zgodziła się z nim pójść, zaznaczając, że robią to ostatni raz. Podczas adoracji matka w pewnym momencie się odwróciła i ku swojemu wielkiemu zdumieniu zobaczyła modlącego się męża. To tam zaczęło się jego nawrócenie i całkowita duchowa przemiana.

Dyrektor więzienia słuchał z wielką uwagą tych historii i po chwili zapytał mnie: „Gdzie ksiądz biskup chce, by była ta kaplica?”.

Zapytałem go, czy nie musi poprosić o pozwolenie gubernatora. Prośba o utworzenie kaplicy wieczystej adoracji w więzieniu to był szczególny przypadek i dlatego byłem przekonany, że jest na to potrzebne specjalne pozwolenie wyższych władz. Dyrektor zapewnił mnie, że nie ma takiej potrzeby, i opowiedział mi o tym, co mu się przydarzyło w poprzednią sobotę.

Mówił: „Wieczorem stwierdziliśmy, że brakuje nam jednego więźnia. Szukaliśmy go wszędzie. To była dla mnie bardzo trudna sytuacja, bo gdybyśmy go nie znaleźli, to straciłbym pracę. Byłem zrozpaczony.

Nie umiem się modlić, ale w środku nocy powiedziałem Panu Bogu: »Ty mi go znajdź, a potem proś mnie, o cokolwiek zechcesz«. Dwie godziny później znaleźliśmy więźnia w pojemniku na śmieci. Dziś ksiądz biskup przychodzi, by prosić o otwarcie tej kaplicy. Nie mogę odmówić, bo powiedziałem Bogu, że może mnie prosić, o cokolwiek zechce”.

Odpowiedziałem mu więc, że chciałbym, by ta kaplica była tam, gdzie jest 200 najbardziej niebezpiecznych więźniów. I tak oto w najbardziej strzeżonej części więzienia, w celi, w której torturowano więźniów, powstała kaplica wieczystej adoracji.

W 2017 r., w Wielki Czwartek, arcybiskup Víctor Sánchez Espinosa zainaugurował wieczystą adorację w więziennej kaplicy.

Wszyscy osadzeni wiedzą, że jest ich tam 201. Ich 200 i Jezus, który jest więźniem wymagającym największego zabezpieczenia. Bardzo wielu więźniów przychodzi do Jezusa, aby przez godzinę dziennie trwać w Jego obecności w cichym modlitewnym czuwaniu. Dzięki temu doświadczają oni niesamowitej duchowej przemiany.

Księża z seminarium zainicjowali grupę, która nazywa się „Ja za nich się zawierzam”, według słów Pana Jezusa z 17. rozdziału Ewangelii św. Jana.

Członkowie tej wspólnoty ofiarowują wszystko za kapłanów. W tym momencie grupa liczy około 1700 uczestników. Na ich czele jest 25 więźniów.

W więzieniu był też jeden młody więzień (z grupy tych 200), który kiedyś pomagał podczas satanistycznych mszy. Któregoś dnia człowiek ten zapytał jednego z naszych świeckich, czy może wejść do kaplicy adoracji.

„Tak, Pan Jezus jest dla wszystkich” – usłyszał w odpowiedzi.

Chłopak ten porzucił satanistyczne praktyki i stał się promotorem kaplicy wieczystej adoracji. Wyszedł z więzienia i teraz promuje kolejne kaplice.

Panu Jezusowi nie można się oprzeć. To On wszystko przemienia. Mamy teraz w Puebli 53 kaplice, w tym jedną w więzieniu i jedną na uniwersytecie. Docelowo arcybiskup Víctor Sánchez Espinosa chciałby mieć ich 200 w całej diecezji.

biskup Felipe Pozos Lorenzini

O wiele więcej znajdziesz w naszym sklepie!

lumen-3_550x781731-jezeli_znakow_i_cudow_550x781775-Kochac_cierpiec_wynagradzac_aw_550x781