Rodzina Zobacz

„Wolna miłość” – śmiertelne zagrożenie miłości małżeńskiej

Mar 23, 2020 Jacek Pulikowski

Płciowość w zamyśle Stwórcy jest pięknym i świętym terenem przekazywania życia ludzkiego. Można powiedzieć: współstwarzania nowego człowieka we współpracy rodziców z Bogiem samym.

Bóg dopuszcza rodziców (ufnie i… bezbronnie) do współpracy ze sobą w dziele stworzenia nowego człowieka, który od momentu poczęcia, dzięki duszy nieśmiertelnej, będzie istniał wiecznie.

Osoba ludzka dopuszczona do tego dzieła osiąga apogeum swej godności, ponieważ niczego wspanialszego w życiu nie jest w stanie uczynić.

Jednak człowiek, otrzymawszy wolną wolę, może korzystać z daru płciowości i nieodłącznie z nim związanego daru płodności w sposób niegodziwy, obrażający Boga. Osoba może (nie przyzwalam na to, tylko stwierdzam smutny fakt) działać w dziedzinie płciowości w sposób sprzeczny z jej naturalnym przeznaczeniem, w sposób wynaturzony.

Człowiek czysty (czyli święty) działa w sposób rozumny i wolny. Rozumem rozpoznaje, co jest dobre, a co złe, natomiast wolą wybiera dobro i odrzuca zło bez względu na możliwą „nieopłacalność” skutków tego wyboru (ostatecznie nawet za cenę życia).

Dziedzina płciowości nie w pełni poddana kontroli rozumu i woli lub wyrwana spod tej kontroli zaczyna być napędzana (bezrozumnie i bezwolnie) reakcjami o charakterze popędowym. Staje się wówczas straszliwie niszczącą siłą. Potrafi zburzyć najlepiej zapowiadającą się karierę życiową, doprowadzić do ruiny człowieka.

Nieokiełznana seksualność potrafi totalnie zniweczyć szczęście doczesne i wieczne człowieka i siać nieprawdopodobne spustoszenie w jego otoczeniu. Dotyczy to człowieka w każdym powołaniu, zaczynając od małżeństwa, a na kapłaństwie kończąc.

Nieprzypadkowo Matka Boża w orędziu fatimskim powiedziała, że najwięcej dusz w piekle jest z powodu grzechów nieczystości.

Dar od samego poczęcia

By poważnie podejść do jakiegokolwiek tematu, trzeba na wstępie podać przynajmniej zręby podstawowej wiedzy w danej dziedzinie. Zacznijmy zatem od wytyczenia normy, opisania ładu w tej delikatnej dziedzinie, jaką jest seksualność.

W momencie poczęcia zostaje ustalona płeć dziecka – jest ono chłopcem lub dziewczynką. Rodzice, rodzeństwo i najbliższe otoczenie powinno nie tylko uradować się dzieckiem w ogóle, ale dzieckiem takiej właśnie płci.

Wychowując dziecko, powinno się pomagać mu zaakceptować swą płeć wraz z jej biologicznymi skutkami i społecznymi funkcjami. Chłopczyk powinien od początku być przyjęty jako przyszły tatuś i do tej roli przygotowywany.

Jego wychowaniu powinna towarzyszyć duma z bycia mężczyzną i wdrażanie w gotowość brania odpowiedzialności za siebie i za innych oraz poświęcania się na rzecz powierzonych jego opiece osób.

Ważnym elementem wychowania powinna być praktyczna nauka brania na siebie odpowiedzialności za skutki swych czynów. (Tak na marginesie: myślę, że największym deficytem w świecie, wręcz zagrażającym jego istnieniu, jest dramatyczny zanik męskiej odpowiedzialności).

Dziewczynki powinny być traktowane z szacunkiem, jako przyszłe mamusie. Dziewczynka ma być wychowywana i przygotowywana do „matkowania” w życiu. Poczucie własnej godności jako przyszłej mamy powinno być kształtowane w dziewczynce od maleńkości. Szanowanie siebie i żądanie szacunku dla siebie (bez zadzierania nosa) powinno stać się oczywistością, drugą naturą kobiety od najwcześniejszych lat.

Bardzo ważne jest wdrażanie dziewczynki w funkcje opiekuńcze względem człowieka, zwłaszcza małego, biednego, chorego, bezradnego, potrzebującego… – czyli przygotowywanie do macierzyństwa.

Najwięcej tragedii życiowych przeżywają kobiety, które dla wymarzonej kariery nie tylko zrezygnowały z fizycznego macierzyństwa, ale także wyzbyły się wszelkich przejawów matkowania, ogołociły się z geniuszu kobiecości. Stały się… jak mężczyźni.

Bywają z siebie bardzo zadowolone, wręcz dumne. Nie zmienia to jednak faktu, że są one obiektywnie głęboko nieszczęśliwe… nawet o tym do końca nie wiedząc. Odeszły od natury, od mądrego planu Stwórcy. Bóg naprawdę lepiej od nas samych wie, co jest dla nas dobre.

Nie oszukamy natury. Kobiety powinny „matkować”, a mężczyźni „ojcować” w najlepszym tych słów znaczeniu. Oby to stało się przedmiotem najważniejszych marzeń dziewcząt i chłopców!

Stąd też zabawy chłopców i dziewczynek powinny być celowo zróżnicowane, tak aby wdrażać dzieci w ich przyszłe role życiowe oraz by rozbudzać w nich tęsknotę do bycia najwspanialszą i najczulszą mamusią albo najfantastyczniejszym i najdzielniejszym tatusiem.

Niezwykle ważny w wychowaniu jest piękny przykład kochających się i wypełniających swe role rodziców. Niestety, nie zawsze postawa matki i ojca pociąga i zachęca dzieci do małżeństwa i rodzicielstwa.

Prawda przekazywana z miłością

Zadania życiowe nieodłącznie związane są z płcią. W każdym powołaniu funkcje te wymagają szacunku dla płciowości oraz bezwzględnego panowania rozumem i wolą nad wszelkimi przejawami płciowości.

Zaczynając od podkorowych pobudzeń płciowych (umiejętność unikania i odsuwania bodźców), przez wyobraźnię (czyste marzenia i przesterowywanie myśli na bezpieczne tereny), a na działaniach seksualnych kończąc (działania wyłącznie piękne i czyste).

Dzieci powinno się uczyć szacunku w podejściu do własnego ciała, zwłaszcza do narządów rozrodczych, które kiedyś służyć będą przekazywaniu życia. Narządy te, nie przez przypadek zwane intymnymi, nie służą do zabawy czy pokazywania innym.

Trzeba chronić i pielęgnować w dzieciach wielki dar naturalnej wstydliwości. Dzieciom należy się prawda zarówno na temat budowy ich ciała, jak i przeznaczenia narządów rozrodczych.

Dzieci powinny dowiadywać się prawdy o przekazywaniu życia z akcentem na to, co jest najważniejsze. A najważniejsza jest nie biologia, lecz miłość pomiędzy rodzicami oraz miłość Boga, dzięki którym dzieci przychodzą na świat.

Zatem pierwsza odpowiedź na odwieczne pytanie, skąd się biorą dzieci, powinna brzmieć: z miłości. To jest odpowiedź najprawdziwsza i najbardziej prawidłowa, bo dotyczy ona samej istoty rzeczy. I o to właśnie pytają dzieci, i to je najbardziej interesuje. Chcą być owocem miłości Boga i rodziców.

Tymczasem nierzadko słyszą bzdury, że bocian je przyniósł, że zostały znalezione w kapuście, że zostały zakupione w sklepie na wyprzedaży… A ono chciało być owocem miłości!

Rodzice mający nieład w dziedzinie płciowości na samo pytanie o „te sprawy” okazują lęk, a dzieci odczytują to jednoznacznie, że w tej sferze ukryte jest zło, by nie powiedzieć „świństwa”… Szczegóły techniczne i szczegółowa biologia rozrodu są ostatnią rzeczą, która interesuje małe dziecko.

Owszem, starsze dziecko i tym może być zainteresowane. Należy mu wtedy pięknym językiem (nie wulgarnym) przekazać prawdę o przekazywaniu życia, ale zawsze w kontekście miłości. Mówienie o „seksie” w oderwaniu od miłości, małżeństwa i przekazywania życia poważnie zagraża demoralizacją i w konsekwencji, tak powszechnym, zagubieniem w życiu.

Dzieci obojga płci powinny być przygotowane przez rodziców do dojrzewania. Przede wszystkim muszą one poznać celowość zmian w ich organizmach i doniosłość tych zmian dla ich przyszłych ról życiowych, dla rodzicielstwa.

Dzieci dojrzewające, poza informacjami z dziedziny higieny, powinny uzyskać wiedzę o tym, co robić z pobudzeniami pojawiającymi się w ich ciele i psychice (unikanie niepotrzebnych, pobudzających bodźców, przekierunkowywanie wyobraźni na bezpieczne tereny dobrych zainteresowań, hobby, niepodejmowanie żadnych działań seksualnych uruchamiających reakcje narządów rozrodczych, mimo pokusy i nachalnej namowy świata).

Dziewczynki powinny być ostrzeżone przede wszystkim przed fantazjami z „dziedziny miłości” (tak nachalnie podsuwanymi przez pisemka dla dziewcząt), chłopcy przed bezpośrednim zagrożeniem płynącym z nieopanowania wzroku i wyobraźni (konieczność radykalnego odrzucenia wszechobecnej pornografii i cynicznej zachęty do masturbacji).

Zarówno dziewczynki, jak i chłopcy powinni wiedzieć, że w okresie dojrzewania toczy się najważniejszy bój w ich życiu: o własną wolność, zdolność do prawdziwej miłości, o przyszłe szczęście w życiu, a w konsekwencji w wieczności.

Piękno czystej miłości

Każdy młody człowiek powinien marzyć o czystości seksualnej do ślubu, jako o największej gwarancji szczęścia w małżeństwie i rodzinie. Po ślubie to marzenie powinno być kontynuowane przez pielęgnowanie czystości małżeńskiej. Wyrażać się ono powinno wiernością, wyłącznością i czystością współżycia  małżeńskiego. Łoże małżeńskie powinno być czyste i nieskalane. Co to oznacza?

Współżycie małżeńskie powinno być naturalne i prawidłowe (czyli takie, jakim Stwórca je zaplanował). Konkretnie: po jakimś wzajemnym przygotowaniu (dowolność twórczości danego małżeństwa) powinno dojść do zjednoczenia przygotowanych na to fizjologicznie narządów rozrodczych męża i żony i do złożenia nasienia do otwartych, niczym nie zablokowanych, dróg rodnych żony.

Współżycie ma być zawsze wyrazem miłości, a to wyklucza przymuszanie współmałżonka do czegokolwiek, co z jakiegokolwiek powodu mu nie odpowiada.

Małżonkowie, znając naturalny skutek współżycia, jakim może być poczęcie, powinni być na nie otwarci i gotowi do przyjęcia dziecka (nawet gdy w danej chwili nie zamierzali doprowadzić do poczęcia).

Ważną wykładnią prawidłowości współżycia jest

„nierozerwalność znaku jedności od znaku rodzicielstwa” (por. encyklika Humanae vitae).

Do jedności mają więc prawo tylko ci, którzy stworzyli warunki i gotowi są przyjąć poczęte dziecko, czyli małżonkowie. Ponadto poczęcie ma dokonywać się na skutek miłosnego aktu pomiędzy rodzicami (tego domaga się godność osoby dziecka, por. instrukcja Donum vitae).

Tylko takie współżycie może prowadzić do wzrostu (integracji wewnętrznej) osoby ludzkiej i pogłębiać więź miłości ze współmałżonkiem.

Współżycie nienaturalne, nieprawidłowe, z rozdartą funkcją jedności od rodzicielstwa (np. antykoncepcją) zawsze powoduje rozbicie wewnętrzne osoby (dezintegrtację) i niszczy więź pomiędzy osobami tak działającymi. Tak więc wszelkie formy antykoncepcji, a także sztuczne unasienienie i in vitro faktycznie niszczą człowieka oraz jego miłość.

Pretensje do Kościoła katolickiego o nieakceptację tych form są kompletnym nieporozumieniem. Kościół, akceptując powyższe, zdradziłby człowieka, pozwalając mu na samozniszczenie. Przestałby wówczas być nieomylnym przewodnikiem do szczęścia na ziemi, jak i do zbawienia.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Kto Tu rządzi ? Jacek PulikowskiDuchowa Pedagogia Miłości. ks. Jan KochelWiara z nadzieją na miłość. Jacek Pulikowski